Trwa ładowanie...
Opowieść o Wielkanocy 11-12 lat Czytanie 20 min.

Specjalne jajo i księżyc w kieszeni Kłaczka

Mały wilczek Kłaczek wraz z zającem Błyskiem i sroką Łupinką wyruszają na poszukiwanie Specjalnego Jaja, podążając za zagadkowymi wskazówkami — bazami, śpiewającym miodem i zgubionym kawałkiem księżyca. Po drodze uczą się cierpliwości, współpracy i odkrywają, że prawdziwa wartość poszukiwań może być ukryta w najmniej oczekiwanych miejscach.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mały wilczek (postać główna) siedzi z przodu, szare miękkie futro, duże błyszczące oczy, trzyma delikatnie duże pastelowe jajko w plecionym koszu; po lewej mały brązowo-fluorescencyjny króliczek z długimi uszami, psotnym uśmiechem, żuje kawałek czekolady i śmieje się na widok jajka; po prawej sroka o czarno-niebieskich, iryzujących piórach siedzi na brzegu kosza, zaskoczona i wzruszona, trzyma w dziobie piórko; kosz wypełniony zielonym mchem, ozdobnymi jajkami w kropki i spirale oraz kilkoma kolorowymi drewnianymi wstążkami; scena na wiosennej polanie z zieloną trawą, żółtymi żonkilami, połamanymi gałązkami i młodymi pędami; ciepłe poranne światło, złote promienie przebijające się między drzewami, drobinki złotego pyłu unoszące się wokół jajka; kompozycja centralna, nasycone pastelowe kolory w stylu kreskówek lat 90., wyraźne linie, miękkie faktury i lekko tuszowane kontury; spokojna, radosna atmosfera, wspólny gest dzielenia się i zachwytu. zgłoś problem z tym obrazem

1. Zapach kakao i tajemnicza wskazówka

Mały wilczek o imieniu Kłaczek obudził się, bo coś łaskotało go w nos. To nie był pyłek ani piórko. To był zapach. Słodki, ciepły, jakby ktoś rozpuścił słońce w garnku z kakao.

— Wielkanoc! — mruknął Kłaczek i aż podskoczył na posłaniu z mchu.

W jego norce panował przyjemny bałagan: pęk wierzbowych bazi w słoiku, barwniki z jagód w małych skorupkach po orzechach, wstążki z trawy i piórka znalezione w lesie. Wszędzie połyskiwały drobinki brokatu… to znaczy pyłku z kwiatów, ale Kłaczek udawał, że to brokat, bo to brzmiało bardziej świątecznie.

Wyszorował pyszczek, poprawił uszy i wyjrzał na polanę. Było tak jasno, jakby niebo otworzyło okno na całą szerokość. W krzakach świergotały ptaki, a w zaroślach ktoś chichotał podejrzanie.

— Kto tam? — zawołał Kłaczek.

Z cienia wyskoczył zając Błysk, z miną jakby właśnie wymyślił dowcip na trzy tygodnie do przodu.

— Tajna misja! — szepnął. — Dla ciebie. W sprawie… jaja.

— Jaja? — Kłaczek zmrużył oczy. — Ja mam jedno, ty masz dwa, a kura ma… no, dużo.

— Nie takie jaja! — Błysk parsknął śmiechem i podał mu zwinięty listek. — Chodzi o Specjalne Jajo. Wielkanocne. Podobno jest jedno jedyne, a kto je znajdzie, temu w sercu robi się jaśniej, nawet jak pada.

Kłaczek rozwinął listek. Były tam narysowane trzy symbole: bazie, kropla miodu i mały księżyc.

— A gdzie to jest? — zapytał.

— Hm… — Zając udał, że czyta w powietrzu. — „Tam, gdzie bazie łaskoczą wiatr, miód śpiewa, a księżyc potrafi się schować w kieszeni.” Proste jak skok przez marchewkę!

— Marchewka nie skacze — burknął Kłaczek, ale poczuł, jak coś w nim podskakuje: ciekawość, nadzieja i odrobina świątecznej brawury.

— Idziesz? — Błysk już przestępował z łapy na łapę.

— Idę. Ale jak to Specjalne Jajo okaże się cebulą w farbie, to ja… — Kłaczek zawiesił groźbę, bo nie chciał przestraszyć Wielkanocy.

I ruszyli, zostawiając za sobą norę pachnącą kakao i wielkie, wiosenne „zaraz się coś wydarzy”.

2. Bazie, które łaskoczą wiatr

Wierzby stały nad strumieniem jak stare, mądre ciotki, które wszystko wiedzą i jeszcze udają, że nie. Na gałązkach puszyły się srebrne bazie, miękkie jak chmury.

Kłaczek podszedł, powąchał jedną i kichnął tak głośno, że ptaki na chwilę przestały śpiewać.

— O! Bazie łaskoczą nie tylko wiatr — skomentował Błysk, ocierając łzy śmiechu.

Między wierzbami kręciła się sroka Łupinka, znana w lesie z tego, że lubiła zbierać wszystko, co błyszczy: guziki, szkiełka i… cudze pomysły.

— Patrzcie, patrzcie, kto tu przyszedł! — zawołała. — Wilczek i zając. Brzmi jak początek dowcipu. Jakieś świąteczne sprawy?

— Wcale nie — powiedział szybko Kłaczek, ale Błysk już się uśmiechał.

— Szukamy czegoś, co jest… okrągłe. I na pewno nie jest twoje — palnął zając.

Sroka zmrużyła oczy.

— Okrągłe rzeczy są bardzo interesujące — stwierdziła i natychmiast zaczęła udawać, że nic ją nie obchodzi, co było jej najgorszym udawaniem w życiu. — A ja tu tylko spaceruję. Wcale nie za wami.

— To spaceruj w drugą stronę — mruknął Kłaczek.

Pod wierzbą leżało coś jak mała, zielona koperta, zrobiona z liścia. Na niej ktoś odcisnął ślad łapki w miodzie.

Kłaczek ostrożnie otworzył liść. W środku był kawałek białej kory z kolejną wskazówką:

„Gdy miód zaczyna śpiewać, idź za jego nutą. Uważaj na język, bo będzie chciał próbować.”

— Miód śpiewa? — Kłaczek przechylił głowę. — Mój język na pewno będzie chciał próbować.

— Mój też — przyznał Błysk. — Ale nie możemy zjeść wskazówki. Wskazówka nie jest jadalna. Chyba.

Sroka wsunęła dziób bliżej.

— Ja mogę sprawdzić, czy jadalna — zaproponowała z fałszywą skromnością.

— Nie, dziękujemy. — Kłaczek schował korę do małej torby z łopianu, którą nosił na szyi jak bardzo poważny odkrywca.

Ruszyli w stronę pasieki dzikich pszczół, bo gdzie indziej miód miałby śpiewać? Po drodze Błysk ćwiczył miny triumfalne, a Kłaczek ćwiczył minę „na pewno się nie denerwuję”, co wychodziło mu średnio, bo ogon zdradzał wszystko.

3. Piosenka miodu i próba języka

Pasieka znajdowała się w wydrążonym pniu starego dębu. Wokół pachniało kwiatami tak mocno, że Kłaczekowi zakręciło się w głowie, jakby wypił cały bukiet.

Z pnia dobiegało bzyczenie. Nie takie zwykłe bzyczenie. To brzmiało jak chór, który rozgrzewa gardła przed występem.

— One naprawdę śpiewają — szepnął Kłaczek.

Na pniu wisiała kropla miodu, wielka jak bursztynowa łza. Drżała i… wydawała cichy dźwięk, jakby ktoś dotykał szklanki palcem. „Tiiiing”.

— To nuta! — Błysk aż klasnął łapami.

Kłaczek już wysunął język.

— Uważaj — syknął Błysk. — Wskazówka mówiła…

— Tylko odrobinkę — wymamrotał wilczek i liznął.

Świat na sekundę stał się bardziej złoty. Nawet cień pod krzakiem wyglądał, jakby ktoś posypał go cynamonem.

— Ojej… — Kłaczek oblizał pyszczek. — Miód ma rację. Jest pyszny.

Wtem z pnia wysunęła się pszczoła o poważnej minie i jeszcze poważniejszych skrzydłach.

— Kto stroi nasz instrument? — zapytała, jakby miód był skrzypcami, a Kłaczek właśnie smykiem zrobił „skrzyp”.

— Przepraszamy! — Błysk ukłonił się tak nisko, że prawie przewrócił się do przodu. — Szukamy Specjalnego Jaja. Mamy wskazówkę o miodzie, co śpiewa.

Pszczoła zmierzyła ich spojrzeniem, które mówiło: „Dobrze, ale bez lizania dekoracji”.

— Wielkanocne poszukiwania — mruknęła. — Rozumiem. W lesie krążą różne jaja. Niektóre zwykłe, niektóre czekoladowe, a niektóre… hm… potrafią robić rzeczy.

— Jakie rzeczy? — Kłaczek poczuł dreszcz, ten przyjemny, jak gdy znajdujesz monetę w kieszeni starej kurtki.

Pszczoła wskazała skrzydłem na ścieżkę, gdzie na liściu leżał mały, połyskujący płatek czegoś srebrnego.

— Idźcie za nutą. Ten płatek to część księżyca, który lubi się gubić. Kto go zbierze, temu wskaże drogę.

— Księżyc się gubi? — Błysk wytrzeszczył oczy. — Mój brzuch też się gubi, kiedy widzi marchewkę.

— Cicho, bo jeszcze ktoś go usłyszy i też będzie szukał — mruknęła pszczoła, zerkając znacząco na krzaki.

Z krzaków wystawał czarny koniuszek sroczej łapki.

Kłaczek udawał, że nie widzi.

— Dziękujemy — powiedział grzecznie i zabrał srebrny płatek. Był chłodny, ale nie zimny. Jak łyżka w kompotowej misce.

Kiedy ruszyli, płatek w jego torbie cichutko dzwonił przy każdym kroku. „Tiiiing, tiiing”. Jakby mówił: „Tędy, tędy”.

Sroka Łupinka wyskoczyła na ścieżkę.

— Och, co za przypadek! — zawołała. — Ja też akurat idę… dokładnie w tę stronę. Jakie to miłe, że możemy iść razem. Uwielbiam towarzystwo. Szczególnie, kiedy niesie coś błyszczącego.

— A ja uwielbiam ciszę — odparł Kłaczek.

— To będziesz zachwycony, bo ja potrafię milczeć… przez trzy sekundy — powiedziała sroka i natychmiast zaczęła opowiadać, jak raz znalazła guzik tak piękny, że guzik sam się do niej uśmiechnął.

Kłaczek i Błysk wymienili spojrzenia: „To będzie długa droga”.

4. Księżyc w kieszeni i kłopotliwe błyskotki

Ścieżka prowadziła do polany, gdzie rosły zawilce, a w środku stał wielki kamień. Na nim ktoś wyrysował kredą (a może pyłkiem) okrąg, jak gniazdo dla księżyca.

Kłaczek wyjął srebrny płatek. Płatek zadrżał i poleciał sam na kamień, jakby miał własne łapki. Uderzył o okrąg i „klik!” — dołączył do innych płatków, których Kłaczek wcześniej nie widział. Zrobiło się ich więcej, układały się w mały księżyc, cieniutki jak pazur.

— Oooo — westchnął Błysk. — To wygląda jak rogalik, tylko mniej chrupie.

Mały księżyc błysnął i… skurczył się. Zrobił się wielkości guzika.

— Księżyc do kieszeni! — zawołała sroka, oczy jej świeciły jak dwie latarnie. — Idealnie!

Rzuciła się do przodu, ale Kłaczek był szybszy. Złapał księżyc-guzik i wsunął do swojej torby.

Torba cicho zamruczała, jakby zadowolona, że ma nowego lokatora.

— To moje! — zaprotestowała Łupinka. — Ja kocham błyskotki. Bez błyskotek jestem jak… jak sroka bez srokowania!

— My tego potrzebujemy, żeby znaleźć Specjalne Jajo — powiedział spokojnie Kłaczek. — A ty potrzebujesz… um… przyjaciela? Może?

Sroka zamrugała, jakby ktoś rzucił jej w głowę miękką poduszkę.

— Ja? Przyjaciela? — powtórzyła ostrożnie. — Ja mam… lustro.

— Lustro nie pożyczy ci skrzydła, kiedy utkniesz w błocie — zauważył Błysk.

Łupinka prychnęła, ale w jej spojrzeniu coś drgnęło. Może ciekawość. Może tęsknota. A może po prostu myśl: „Jeśli będę z nimi, zobaczę więcej błyskotek.”

Księżyc-guzik zaczął dzwonić w torbie Kłaczka. „Tiiiing!” — tym razem głośniej, jakby nie cierpiał zwłoki.

Z kamienia uniósł się delikatny, srebrny pył i ułożył w powietrzu strzałkę, prowadzącą do zagajnika.

— No to mamy kompas — powiedział Kłaczek. — Księżycny.

— Księżycny kompas! — powtórzył Błysk z zachwytem. — Brzmi jak nazwa zespołu muzycznego.

— Ja mogę być wokalistką — wtrąciła sroka. — Mam donośny głos.

— To już wiemy — mruknął Kłaczek, ale uśmiechnął się pod nosem.

Ruszyli za strzałką. Im dalej w zagajnik, tym bardziej świat robił się… jakby świeżo pomalowany. Zieleń była bardziej zielona, a powietrze pachniało czekoladą tak wyraźnie, że Kłaczek miał wrażenie, iż ktoś tu ukrył cały sklepik.

— Jeśli to pułapka, to jest bardzo smaczna pułapka — stwierdził.

— Pułapki zwykle są mniej eleganckie — odparła Łupinka. — Ta pachnie luksusem.

W zagajniku znaleźli małe drzwi w pniu brzozy. Takie na wysokość łapy.

Na drzwiach wisiał wianek z bazi, a klamka była zrobiona z… cukrowego patyczka.

Błysk polizał patyczek.

— Słodkie. To na pewno prawdziwe — orzekł.

Kłaczek westchnął.

— Ty też masz problem z językiem.

— To nie problem. To talent — odparł zając.

Kłaczek zapukał. Z wnętrza dobiegł cichy chichot i dźwięk przesuwanych skorup.

Drzwi uchyliły się same.

5. Pracownia pisanek i jajo, które nie lubi pośpiechu

W środku było ciepło i jasno, choć nie było tam żadnej lampy. Ściany mieniły się kolorami, jakby ktoś rozlał tęczę i pozwolił jej wyschnąć w paski. Na półkach stały dziesiątki pisanek: w kropki, w gwiazdki, w liście i w spirale. Niektóre wyglądały zupełnie zwyczajnie, a inne… jakby zaraz miały kichnąć konfetti.

Za stołem z kory siedziała sówka Kreda, w okularach z cienkich gałązek. Jej pióra były przyprószone barwnikiem, jakby przed chwilą przytuliła się do palety.

— Witam poszukiwaczy — powiedziała miękkim głosem. — Wielkanoc lubi, kiedy ktoś czegoś szuka, bo wtedy nadzieja ma gdzie pobiegać.

— Szukamy Specjalnego Jaja — wyrecytował Błysk, jakby to było hasło do tajnego klubu.

Sówka skinęła głową.

— Wiem. Ono nie jest tu wystawione jak ciasteczka na półce. Specjalne Jajo wybiera, kiedy da się znaleźć.

— To trochę… uparte — mruknął Kłaczek.

— Uparte? — powtórzyła sówka z rozbawieniem. — Raczej mądre. Nie chce, żeby je złapał pierwszy lepszy pazur albo dziób.

Łupinka chrząknęła i udawała, że patrzy na sufit.

Sówka wyciągnęła małą miseczkę. W środku leżało jajo, matowe, jasne, bez wzorów. Nie było ani czekoladowe, ani kolorowe. Wyglądało jak cisza przed śmiechem.

— To ono? — Kłaczek poczuł lekki zawód, jakby otworzył orzech, a w środku znalazł… drugi orzech.

— Nie — powiedziała sówka. — To jest Jajo Próby.

— Próby czego? — zapytał Błysk.

— Próby cierpliwości i serca — odparła Kreda. — Dotknijcie go po kolei i powiedzcie, czego najbardziej chcecie na tę Wielkanoc. Ale szczerze. Jajo nie znosi ściemy.

Kłaczek spojrzał na swoich towarzyszy. Zając aż się trząsł z emocji, a sroka udawała, że się nie trzęsie, choć jej ogon tańczył jak chorągiewka.

Kłaczek dotknął jaja. Było ciepłe.

— Chcę znaleźć Specjalne Jajo — powiedział. — I… żeby w lesie było więcej światła, nawet kiedy ktoś ma gorszy dzień. Żeby każdy miał powód, żeby rano wstać i powiedzieć: „No dobra, spróbuję jeszcze raz.”

Jajo lekko zadrżało.

Błysk dotknął.

— Ja chcę, żeby śmiech nigdy się nie kończył — wypalił. — Nawet kiedy się potknę o własne łapy. I żeby marchewki zawsze były chrupiące. To też ważne.

Jajo zadrżało mocniej, jakby się śmiało bezgłośnie.

Łupinka dotknęła ostatnia. Zamilkła na dłużej, co było tak niezwykłe, że nawet kurz przystanął.

— Ja… — zaczęła i urwała, jakby słowo utknęło jej w dziobie. — Ja chcę… żeby ktoś mnie nie lubił tylko za błyskotki. Żeby… — przełknęła ślinę — …żeby ktoś został, nawet gdy nic nie błyszczy.

Jajo zadrżało tak mocno, że prawie wyskoczyło z miseczki. Z jego powierzchni popłynęła cienka, złota nitka światła i narysowała w powietrzu znak: małe gniazdo.

Sówka uśmiechnęła się.

— Dobrze. Teraz możecie iść. Specjalne Jajo czeka tam, gdzie robi się gniazdo dla nadziei.

— Gniazdo? — powtórzył Kłaczek. — Gdzie?

Sówka wskazała na okno, a raczej dziurę w pniu, przez którą widać było skraj polany, gdzie wiatr kręcił małe wiry z płatków.

— Tam, gdzie kiedyś była burza i połamała gałęzie — powiedziała. — Wszyscy omijają to miejsce, bo wygląda smutno. A właśnie tam Wielkanoc lubi zostawiać prezenty. Bo to, co nadłamane, może się jeszcze odbudować.

Kłaczek poczuł w środku ciepłe „tak”. Nie takie głośne. Raczej ciche, ale uparte.

— Chodźmy — powiedział.

Wyszli z pracowni, a drzwi w pniu brzozy zamknęły się za nimi z lekkim „klik”, jakby ktoś zamykał pudełko z farbami.

6. Specjalne Jajo i światło, które się dzieli

Miejsce po burzy było jak rozrzucona układanka: połamane patyki, sterty liści, kilka przewróconych kamieni. Ale między tym wszystkim rosły świeże pędy, zielone i odważne, jakby w ogóle nie obchodziło ich, że tu kiedyś było strasznie.

— Tu ma być prezent? — Błysk rozejrzał się sceptycznie. — Wygląda jak… jak po sprzątaniu, które się poddało.

— Czasem najlepsze rzeczy są schowane w brzydkich miejscach — powiedział Kłaczek i zaczął grzebać w liściach.

Łupinka też pomogła, choć co chwilę podnosiła jakiś błyszczący kamyk i szeptała do niego „hej”, jakby to był stary znajomy.

Księżyc-guzik w torbie Kłaczka zadzwonił głośno. „Tiiiing!” Tak, że aż liście podskoczyły.

— Tu! — zawołał wilczek.

Pod stertą patyków było gniazdo, splecione z trawy, mchu i… wstążek z kory brzozy. A w środku leżało jajo.

Nie było ogromne. Nie świeciło jak latarnia. Było po prostu piękne: ciepłe, w pastelowych kolorach, jak poranek. Na skorupce miało wzór przypominający drogę: zakręty, kropki i małe, jasne ślady łap.

Kłaczek wziął je delikatnie. Jajo było cięższe niż się spodziewał, jakby miało w środku nie tylko coś, ale też znaczenie.

— To ono — szepnął Błysk.

Łupinka nie powiedziała nic. Tylko patrzyła, a w jej oczach odbijały się kolory.

Jajo nagle lekko zatrzęsło się, jakby ktoś w środku zapukał.

— Hej! — Kłaczek odruchowo przytulił je mocniej. — Spokojnie, spokojnie. Nie upuścimy cię.

Na skorupce pojawił się cienki pęk, ale nie groźny. Z pęknięcia wysunęła się… mała iskierka światła. Poleciała w powietrze i zawisła nad nimi jak złoty pyłek.

Iskierka dotknęła najpierw Kłaczka. Poczuł, jak w sercu robi mu się jaśniej, jakby ktoś odsunął zasłonę. Potem iskierka dotknęła Błyska — zając roześmiał się tak, że aż przewrócił się na plecy. Na końcu dotknęła Łupinki — sroka zamknęła oczy i przez chwilę wyglądała… spokojnie.

— Co to było? — sapnął Błysk, wstając i otrzepując futro.

— Nadzieja — powiedział Kłaczek, zaskoczony, że to słowo pasuje tu tak naturalnie, jakby zawsze czekało na tę chwilę. — Taka… przenośna.

Jajo uspokoiło się. Pęknięcie zniknęło, zostawiając tylko złotą kreskę jak podpis.

— To co teraz? — zapytała cicho Łupinka.

Kłaczek spojrzał na polanę, na rozrzucone patyki, na świeże pędy.

— Teraz wracamy — zdecydował. — I robimy święto. Takie prawdziwe. Z kolorami, z tradycjami i z odpoczynkiem. Bo nawet najdzielniejsze łapy muszą czasem poleżeć.

— Repose… panier? — Błysk przekręcił łeb. — Co to w ogóle znaczy?

— Nie wiem, ale brzmi jak „odpoczynek z koszykiem” — odparł Kłaczek. — A koszyk może być pełen czekolady. Więc jestem za.

Łupinka chrząknęła.

— Ja też… jestem za — powiedziała. — Mogę ponieść coś. Nie musi błyszczeć.

Kłaczek uśmiechnął się.

— Poniesiesz nasze barwniki. A ja poniosę jajo. Ostrożnie.

I ruszyli w drogę powrotną, a las wydawał się im kibicować szelestem liści.

7. Koszyk, kolory i wielkanocny odpoczynek

Na polanie przy norce Kłaczka wszystko było gotowe, jakby wiosna sama rozłożyła obrus z promieni. Kłaczek ustawił koszyk z plecionych gałązek, wyłożony mchem. Błysk przyniósł czekoladowe jajka (nikt nie pytał skąd, bo w Wielkanoc nie zadaje się trudnych pytań). Łupinka przyniosła piórka i wstążki, a także… jeden guzik.

— Na szczęście — powiedziała szybko, zanim ktokolwiek skomentował.

Kłaczek położył Specjalne Jajo na środku koszyka. Nie po to, by je ukryć, tylko by miało swoje miejsce, jak król w spokojnym królestwie.

— I co, teraz ono zrobi coś spektakularnego? — zapytał Błysk, rozglądając się, jakby spodziewał się fajerwerków z mleczu.

— Może już zrobiło — odparł Kłaczek.

Usiedli obok koszyka. Wokół nich pachniały bazie, miód i czekolada. Ptaki śpiewały, jakby też dostały swoją porcję radości. Nawet wiatr brzmiał lżej.

Łupinka spojrzała na swoje odbicie w błyszczącej skorupce czekoladowego jajka.

— Wiecie — zaczęła — ja… ja przepraszam za to, że chciałam podkraść księżyc.

— Każdy czasem chce coś podkraść — stwierdził Błysk. — Ja na przykład chciałem podkraść własną marchewkę z własnej kryjówki. I prawie mi się udało.

Kłaczek parsknął.

— Ważne, że jesteśmy tu razem — powiedział. — A Specjalne Jajo… niech sobie leży. Nie musi nic udowadniać.

Przez chwilę wszyscy milczeli, ale to było dobre milczenie. Takie, w którym słychać, jak rośnie trawa.

Potem Błysk wyciągnął jedno czekoladowe jajko i podał Kłaczkowi.

— Podzielimy się? — zapytał.

Kłaczek podzielił. Połówka dla zająca, połówka dla sroki, a sobie zostawił… najmniejszy kawałek, bo najbardziej smakowało mu to, że inni też mają.

Specjalne Jajo lekko zadrżało w koszyku, jakby mrugnęło. Ze złotej kreski na skorupce uniósł się drobny pyłek i opadł na ich łapy, pióra i futro. Nie brudził. Raczej rozświetlał.

— To jest ten odpoczynek z koszykiem — stwierdził Błysk, z pełnymi policzkami. — Repose-panier. Bardzo mądra tradycja.

— Uznajmy, że nasza — powiedział Kłaczek.

Łupinka ułożyła się obok koszyka, nie na nim (to był postęp), i westchnęła.

— Wiecie co? — powiedziała. — Dziś nic nie musi błyszczeć. Wystarczy, że jest ciepło.

Kłaczek spojrzał w niebo. Było jasne, nawet w miejscach, gdzie chmury próbowały się wcisnąć. Pomyślał o burzy, o połamaniach i o świeżych pędach. I o tym, że nadzieja to nie wielka magia, tylko mała iskierka, którą można podać dalej, jak czekoladowe jajko.

— Wesołej Wielkanocy — powiedział cicho.

— Wesołej! — odpowiedział Błysk.

— Wesołej — dodała Łupinka, a w jej głosie zabrzmiało coś, co nie było błyskotką. Coś prawdziwego.

Leżeli tak razem przy koszyku, wśród kolorów i śmiechu, odpoczywając jakby świat na chwilę powiedział: „Macie przerwę. Oddychajcie. Jest dobrze. I będzie.”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Kakao
Napój zrobiony z proszku kakaowego i mleka, słodki i ciepły.
Bazie
Miękkie, puszyste pąki na gałęziach wierzby, jak małe chmurki.
Wierzby
Drzewa z długimi, zwisającymi gałęziami, często nad wodą rosną.
Bałagan
Stan, gdy rzeczy są porozrzucane i trudno coś znaleźć.
Pasieki
Miejsca, gdzie ludzie hodują pszczoły i zbierają miód.
Pszczoła
Mały owad, który zbiera nektar z kwiatów i robi miód.
Kora
Zewnętrzna warstwa drzewa, jak jego ubranie z drewna.
Miseczka
Małe, płytkie naczynie, w którym można coś położyć.
Gniazdo
Miejsce zrobione z trawy i patyków, gdzie ptaki składają jaja.
Pęk
Grupa rzeczy złączonych razem, na przykład pęk gałązek.
Pęknięcie
Szczelina lub przerwa na powierzchni czegoś twardego.
Iskierka
Mała, błyszcząca kropka światła, jak drobny promyk.
Nadzieja
Uczucie, że coś dobrego może się wydarzyć w przyszłości.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.