Rozdział 1: Zniknięcie z szatni
Mały wilczek o imieniu Kłębek lubił porządek prawie tak samo jak kakao. Tego dnia był w szkolnej sali gimnastycznej, bo klasa miała trening. Piłka odbijała się: bum, bum, bum, a w powietrzu pachniało gumową podłogą i mydłem z szatni.
Po zajęciach pani Basia zawołała:
— Dzieci, kto widział mój gwizdek?
Zapadła cisza. Gwizdek był ważny, bo bez niego na lekcjach robił się… dziki tłum. Kłębek podrapał się za uchem. To było coś dla niego. Nie był prawdziwym detektywem, ale miał detektywny nos i oczy do szczegółów.
— Pani Basiu, gdzie był gwizdek ostatni raz? — zapytał.
— Na ławce w szatni. Położyłam go, gdy liczyłam piłki.
Kłębek wszedł do szatni. Na ławce leżała tylko rozciągnięta gumka do włosów i mały, czerwony… miniaturowy taksówkarz! A właściwie taksówka: żółty samochodzik wielkości dłoni, z czarnymi pasami i maleńkim napisem „TAXI”. Stał jakby gotów do jazdy.
Kłębek pochylił się.
— Ciekawe. Skąd tu taksówka?
Obok ławki zauważył trzy rzeczy: mokrą plamkę w kształcie kropel, pyłek brokatu i odciśnięty na gumowej macie ślad małego kółka.
— Jeśli chcecie, możecie mi pomóc — szepnął do czytelnika, jakby to była tajna sprawa. — Zapamiętaj: kropelki wody, brokat i ślad kółka. To mogą być wskazówki.
Rozdział 2: Taxi, które nie milczy
Kłębek wziął miniaturową taksówkę bardzo ostrożnie, jakby to było jajko. Nie brzęczała, nie świeciła, ale coś w niej było… jakby miała swoją historię.
— To chyba zabawka — mruknął. — Tylko czyja?
Wrócił do sali gimnastycznej. Dzieci jeszcze się kręciły, ktoś szukał skarpetki, ktoś inny udawał, że kozłuje niewidzialną piłkę. Kłębek stanął przy drabinkach i rozejrzał się. Na podłodze, przy linii boiska, zobaczył błyszczące drobinki.
— Brokat! — szepnął.
Poszedł za błyskiem. Drobinki prowadziły w stronę sprzętowni, gdzie trzymało się hula-hoopy, materace i skakanki. Drzwi były uchylone. Kłębek zajrzał do środka i prawie kichnął od kurzu.
W kącie stał duży worek z rekwizytami do szkolnych występów. Na nim ktoś przykleił papierową gwiazdkę… też z brokatem.
— Czyli brokat jest z rekwizytów — pomyślał. — A kropelki wody?
Przy wejściu do sprzętowni była mała kałużka. Taka sama jak w szatni. Kłębek nachylił się i dotknął palcem. Zimna.
Nagle usłyszał chichot. Zza materaca wysunęła się wiewiórka Lila z klasy obok.
— Kłębek, co ty tu robisz? Szukasz skarbów?
— Szukam gwizdka pani Basi. Widziałaś może kogoś z brokatem? Albo mokrego?
Lila zamrugała.
— Widziałam jeża Igora. Miał brokat na łapach, bo pomagał przy dekoracjach. I biegł tu, bo mówił, że „taksówka uciekła”.
Kłębek uniósł miniaturowe taxi.
— To ta? Taksówka nie uciekła. Siedzi grzecznie u mnie.
— Uwaga — dodała Lila. — Igor zawsze nosi butelkę wody. Wciąż mu kapie.
Kłębek skinął głową. Wskazówki zaczynały pasować jak klocki.
Rozdział 3: Trop po kółkach w sali gimnastycznej
Kłębek wrócił na środek sali. Położył miniaturową taksówkę na podłodze i delikatnie pchnął. Zabawka potoczyła się i zostawiła cienki ślad kółek w pyłku.
— O, taki sam jak w szatni — szepnął. — Czyli ktoś ją tamtędy prowadził.
Kłębek zaczął szukać dalszych śladów. Na gumowej podłodze nie było łatwo, ale przy ścianie zebrał się kurz. I tam, tuż obok ławki gimnastycznej, widać było serię drobnych odcisków kółek.
Ślady prowadziły do… kosza z piłkami. Kłębek zajrzał. W środku leżały piłki, szarfa do ćwiczeń i coś jeszcze: papierowa torebka.
— Ciekawe, kto chowa torebkę w koszu z piłkami? — mruknął.
Wyciągnął torebkę. Była lekka, a w środku coś cichutko dzwoniło: dzyń-dzyń.
W tym momencie podbiegł jeż Igor, cały w brokatowych kropeczkach jak ciastko posypane cukrem.
— O! Moje taxi! — zawołał, wskazując na zabawkę. — Myślałem, że zniknęło!
Kłębek spojrzał na niego uważnie.
— Igor, pani Basi zniknął gwizdek. Widziałeś go?
Igor spoważniał.
— Widziałem… chyba. Ale ja nie wziąłem! Ja tylko sprzątałem po dekoracjach i… i coś mi wpadło do kieszeni. Potem chciałem oddać, ale się spieszyłem. Taxi mi się stoczyło, a ja za nim. I… no… wszystko mi się pomieszało.
Kłębek potrząsnął torebką.
— Co jest w środku?
Igor przełknął ślinę.
— Może… gwizdek?
— Sprawdźmy razem — powiedział Kłębek spokojnie. — W detektywistyce lepiej nie zgadywać, tylko sprawdzać.
Otworzyli torebkę. W środku był gwizdek pani Basi, owinięty w chusteczkę, i mała karteczka: „Do oddania”.
Igor spuścił kolce, jakby chciał wyglądać mniej kłująco.
— Napisałem, żeby nie zapomnieć. Tylko… zapomniałem, gdzie schowałem.
Kłębek uśmiechnął się.
— Czyli tajemnica nie była o kradzieży. Była o bałaganie i pośpiechu.
Rozdział 4: Wyjaśnienie i nagroda za uważność
Pani Basia słuchała uważnie, gdy Kłębek opowiadał o kropelkach wody, brokacie i śladach kółek.
— A więc te drobiazgi były jak mapka — podsumowała.
Igor podał gwizdek obiema łapkami.
— Przepraszam. Chciałem pomóc przy dekoracjach i potem oddać, ale… zgubiłem głowę. I taxi też.
Pani Basia westchnęła, ale jej oczy były miłe.
— Dziękuję, że powiedziałeś prawdę. Następnym razem, gdy coś znajdziesz, od razu przynieś do mnie. A nie do kosza z piłkami, dobrze?
Igor zaczerwienił się pod futerkiem.
— Dobrze.
Lila klasnęła.
— Kłębek, jesteś genialny! Jesteś jak… policyjny nos!
— Detektywny nos — poprawił Kłębek. — I czytelnik też pomagał. Pamiętasz te trzy wskazówki?
Kłębek podał Igorowi miniaturową taksówkę.
— Uciekła ci, bo pewnie postawiłeś ją na pochyłej ławce. Zabawki mają swoje pomysły.
Igor przytulił taxi.
— Obiecuję, że już jej nie zrobię wyścigu po szatni.
Pani Basia zagwizdała próbnie: fiii!
— Działa! No dobrze, detektywie Kłębku, zasłużyłeś na przerwę. I na jedno kakao w sklepiku.
Kłębek aż zamruczał z radości.
Rozdział 5: Spokojna ścieżka
Po lekcjach Kłębek wyszedł ze szkoły. Na dworze było cicho, jakby ktoś przykręcił dźwięki miasta. Szedł spokojną ścieżką obok małego parku. Drzewa szeleściły, a na ziemi leżały suche liście jak złote łódeczki.
Igor i Lila szli z nim kawałek. Igor toczył miniaturową taksówkę po brzegu ścieżki, ale tym razem powoli, uważnie, omijając kamyki.
— Wiesz — powiedział — nigdy nie myślałem, że kropelka wody może coś znaczyć.
— Może — odpowiedział Kłębek. — Wystarczy patrzeć. Małe rzeczy mówią cicho, ale mówią.
Lila roześmiała się:
— Czyli następnym razem, jak zobaczę brokat na nosie, to mam podejrzewać… występ artystyczny?
— Albo jeża, który sprzątał dekoracje — dodał Igor i wszyscy się zaśmiali.
Na końcu ścieżki Kłębek przystanął. Powietrze pachniało spokojem. Tajemnica została rozwiązana, nikt nie był zły, a najważniejsze: każdy czegoś się nauczył.
Kłębek spojrzał przed siebie.
— Wiesz co? — szepnął do czytelnika. — Następną zagadkę też możemy rozwiązać razem. Tylko pamiętaj… patrz na szczegóły.