Rozdział 1: Tajemniczy Głos z Głośnika
Wesołe miasteczko wypełnione było kolorowymi światłami, śmiechem dzieci i zapachem waty cukrowej. Tosia, siedmioletnia dziewczynka z burzą brązowych włosów i oczami jak dwa orzechy laskowe, stała przy wejściu i rozglądała się z zachwytem. Miała na sobie sukienkę w żółte grochy i żółte trampki nie do pary, bo jedna była wysoka, a druga niska. Lubiła się wyróżniać!
Nagle z wielkiego, pomarańczowego głośnika rozległ się głos:
„Uwaga, uwaga! Szukamy śmiałka, który podejmie się wyzwania niemożliwego! Kto odważy się wykonać trzy zadania, które każdy uznaje za niewykonalne, niech zgłosi się do Namiotu Śmiechu!”
Tosia aż podskoczyła z radości.
– Mama, mogę spróbować?! – zawołała, patrząc na mamę z błagalnym uśmiechem.
– Oczywiście, skarbie! – odpowiedziała mama, śmiejąc się. – Ale pamiętaj, żeby dobrze słuchać i nie spieszyć się!
Tosia pobiegła do Namiotu Śmiechu, gdzie czekał na nią pan z wąsem zakręconym jak rogalik.
– Witamy odważną ochotniczkę! – zawołał. – Jesteś gotowa na pierwsze wyzwanie niemożliwe?
– Tak! – powiedziała Tosia pewnym głosem, choć serce biło jej jak dzwon na karuzeli.
Rozdział 2: Balonowa Plątanina
Pierwsze zadanie wydawało się śmiesznie trudne. Przed Tosią pojawiła się wielka miska pełna balonów.
– Twoje zadanie – powiedział pan Wąs – brzmi: Związanie ze sobą siedmiu balonów, ale… tylko jedną ręką!
Obok stali chłopcy i dziewczynki, którzy już wcześniej próbowali i nie dali rady.
– To niemożliwe! – szepnął ktoś z tłumu. – Jedną ręką? To się nie da!
Tosia spojrzała na balony, potem na swoją rękę. Pomachała nią w powietrzu, jakby chciała sprawdzić, czy to w ogóle wykonalne. Wtedy przyszła jej do głowy szalona myśl.
– Jeśli nie mogę użyć drugiej ręki, to może… mogę użyć nóg! – zaśmiała się do siebie.
Usiadła na podłodze, przytrzymała balon stopą i zaczęła powoli wiązać węzeł. Balony uciekały jej spod palców, jeden nawet odbił się jej od nosa i pofrunął w stronę sufitu. Tosia aż parsknęła śmiechem.
– Chyba muszę z nimi pogadać! – mruknęła. – Balonki, bądźcie spokojne! Zaraz was zwiążę na balonową ósemkę!
Publiczność zaczęła się śmiać i trzymać za brzuchy, bo Tosia robiła przy tym takie miny, że wszyscy chcieli spróbować.
Po kilku minutach, z językiem na brodzie, Tosia związała wszystkie balony w jeden, wielki balonowy sznur.
– Udało się! – zawołała radośnie.
– Brawo, Tosiu! – krzyknął pan Wąs. – Ale to dopiero początek wyzwań!
Rozdział 3: Lody na Niebiesko
Drugie zadanie było jeszcze dziwniejsze. Na stole stały trzy pucharki z lodami: truskawkowe, waniliowe i… niebieskie.
– Twoje zadanie – powiedział pan Wąs – to zjeść porcję lodów NIE UŻYWAJĄC rąk ani łyżeczki i nie zamieniając się w niebieskiego smerfa!
Tosia spojrzała na pucharek z niebieskimi lodami, potem na swoje ręce i w końcu na pana Wąsa.
– Ale jak mam to zrobić?! – zapytała, drapiąc się po głowie.
– Spróbuj użyć głowy… dosłownie! – podpowiedział pan Wąs z uśmiechem.
Tosia podeszła do stolika i pochyliła głowę tak nisko, że jej nos prawie dotykał stołu. Potem ostrożnie wysunęła język i zaczęła zlizywać lody jak kot. Wyglądała przy tym tak zabawnie, że dzieci w pobliżu zaczęły ją naśladować.
– Miau, miau, jestem Tosia-lodowy kot! – zamiauczała, a na jej nosie pojawiła się niebieska kropka.
Usłyszała śmiech dookoła.
– Szybko! – zawołała mama z widowni. – Zanim zamienisz się w smerfa!
Tosia rozejrzała się, a potem wpadła na kolejny pomysł. Przyłożyła pucharek do ust i delikatnie przechyliła go tak, żeby lody sunęły prosto do buzi. Ani kropla nie spadła na podbródek! Kiedy pucharek był pusty, Tosia roześmiała się głośno. Miała tylko jedną niebieską kropkę na czubku nosa.
– Czy jestem już smerfem? – spytała z figlarnym uśmiechem.
– Nie, raczej Tosia Zwinny Smerf! – odpowiedział pan Wąs, bijąc brawo.
Rozdział 4: Zakręcony Wyścig Z Łyżką
– Przed tobą ostatnie zadanie! – ogłosił pan Wąs, machając śmiesznie wąsami. – Musisz przenieść jajko na łyżce przez cały tor przeszkód, który… ciągle się kręci!
Na środku areny pojawił się tor: były tam obracające się beczki, kołyszące się huśtawki i przesuwające się klocki. Wszystko wyglądało tak, jakby ktoś zainstalował tam niewidzialny wiatrak.
Tosia spojrzała na łyżkę, potem na jajko.
– Ojej, to chyba naprawdę niemożliwe… – westchnęła. Ale zaraz potem się uśmiechnęła. – Ale przecież zawsze mogę spróbować!
Powoli ruszyła, stawiając stopę za stopą, język wystawiła lekko, jakby to miało jej dodać równowagi.
Pierwsza beczka… Tosia przekręciła się jak baletnica, jajko zatańczyło na łyżce.
– Kręci się, kręci! – dopingowały ją dzieci.
Druga przeszkoda to była kołysząca się huśtawka. Tosia weszła na nią i… usiadła po turecku! Jajko ciągle leżało na łyżce.
– Przecież nie powiedzieli, że nie można usiąść! – szepnęła do siebie, chichocząc.
Ostatnia przeszkoda to przesuwające się klocki. Tosia podskoczyła na dwóch, a potem… zsunęła się na pupie, trzymając jajko na łyżce w zębach!
– Tosia, Tosia! – skandował tłum.
Na końcu toru Tosia podniosła łyżkę z jajkiem wysoko.
– Udało się! – zawołała.
Rozdział 5: Tylko Słuchaj!
Gdy Tosia ukończyła wszystkie zadania, pan Wąs ukłonił się nisko.
– Tosiu, jesteś mistrzynią wyzwań niemożliwych! Ale powiedz nam – jak ci się udało pokonać te wszystkie przeszkody?
Tosia zamyśliła się.
– Najważniejsze to słuchać… siebie, swoich pomysłów i innych ludzi! – powiedziała z uśmiechem. – Czasem trzeba po prostu spróbować czegoś nowego albo wymyślić własny sposób. I nie bać się śmiać z samej siebie!
Wszyscy zaczęli bić brawo i śmiać się radośnie. Mama podbiegła do Tosi i mocno ją przytuliła.
– Jestem z ciebie bardzo dumna! – powiedziała.
W tej samej chwili pan Wąs otworzył mały, kolorowy kuferek.
– Dla ciebie, Tosiu, specjalna nagroda – powiedział, wręczając jej medal z napisem: „Mistrzyni Słuchania i Śmiechu”.
Tosia schowała medal do swojego sekretnika, małego szufladkowego pudełka, które miała zawsze przy sobie.
Potem zamknęła je na kluczyk i szepnęła:
– Każde wyzwanie jest możliwe, jeśli tylko dobrze słuchasz… i masz przy tym trochę zabawy!
Wesołe miasteczko wirowało kolorami i śmiechem, a Tosia już planowała, jakie wyzwania spróbuje następnym razem.