Trwa ładowanie...
Opowieści o futurystycznym mieście 7-8 lat Czytanie 10 min.

Uśmiech, który połączył mosty

Kuba organizuje punkt spotkań na placu Słonecznych Paneli, gdy ruchomy most sieje zamieszanie w mieście mostów, i razem z sąsiadami oraz Miś-Mikro pomaga odnaleźć zaginione rzeczy i uspokoić mieszkańców.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Ośmioletni chłopiec o okrągłej twarzy i piegach, brązowe rozczochrane włosy, zdeterminowany, uklęknięty na środku dużego, świetlistego placu, kładzie długą taśmę świetlną w kształcie dużego uśmiechu na ziemi; obok na stopniu po lewej siedzi mały blond chłopiec Olek, trzymający mechaniczną walizeczkę, z ulgą się uśmiecha; nieco z tyłu po prawej stoi pani Lidia, około 50 lat, siwe włosy w koku, zielony strój, ręce z ziemią, przytula znalezione pudełko; za grupą pan Aron, około 40 lat, w roboczej kurtce i okrągłych okularach, trzyma tablet z świetlną mapą; nad chłopcem unosi się pluszowo‑górniczy gadżet Miś‑Mikro, beżowy z niebieskimi LEDami, rzutujący zieloną holograficzną strzałkę; miejsce: wiszący „plac Słonecznych Paneli” z kwadratowymi panelami emitującymi miękkie światło, rozkładającymi się kolorowymi kioskami, wiszącymi wielobarwnymi domami‑mostami i malutkimi dronami; scena: ciepły, uporządkowany moment, w którym chłopiec tworzy punkt spotkań oznaczony wielkim świetlnym uśmiechem, otoczony ulżywymi sąsiadami i futurystycznymi przedmiotami o zmierzchu z ciepłym światłem i refleksami na płytach; styl: kolorowy tusz, czyste kreski, lekko widoczna faktura papieru, ciepła paleta z neonowymi akcentami. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Miasto na mostach

Kuba miał osiem lat i kroki szybkie jak małe robotyczne sprężyny. Mieszkał w Wielkiej Cytadeli Mostów, gdzie domy nie stały ciężko na ziemi, tylko wisiały i łączyły się nad ulicami jak kolorowe klocki. Nazywano je mosto-domami, bo były i mostem, i mieszkaniem jednocześnie.

Z okna Kuby widać było plac Słonecznych Paneli. Plac miał jasne płyty, które w dzień łapały światło, a wieczorem świeciły miękkim blaskiem. Nad placem przesuwały się ciche drony-listonosze, a po bokach stały modułowe kioski: dziś piekarnia, jutro biblioteka, a pojutrze warsztat naprawy zabawek.

W tej przyszłości, gdzieś około roku 2140, dzielnice potrafiły się zmieniać. Gdy komuś brakowało miejsca, sąsiedzi „przesuwali” ściany albo dopinali nowy moduł. Kiedy ktoś był smutny, inni dopinali… czas. To znaczy: przychodzili, rozmawiali i pomagali.

Tego ranka mama podała Kubie śniadanie: kanapkę, która sama podgrzewała ser w kieszeni termicznej.

„Pamiętaj, Kuba, dziś jest dzień wymiany. Jeśli coś masz za dużo, możesz podzielić się z innymi.”

Kuba kiwnął głową. Lubił dzień wymiany, bo wtedy każdy mówił „dziękuję” częściej niż zwykle.

Na nadgarstku Kuby zamrugała opaska-komunikator. To był Miś-Mikro, jego mały gadżet w kształcie misia, który udawał, że śpi, ale tak naprawdę był bardzo ciekawski.

„Pip! Kuba, mamy wiadomość z osiedlowej sieci!” zapiszczał cicho.

Na ekranie pojawił się tekst: „Uwaga! Most Łącznikowy między Dzielnicą Ogrodów a Dzielnicą Warsztatów dziś rano zmienia układ. Możliwe opóźnienia.”

Kuba zmarszczył brwi. Most Łącznikowy to była ważna droga do placu. Bez niego ludzie mogli się spóźnić na dzień wymiany.

„To nic strasznego,” mruknął do misia. „Po prostu trzeba wymyślić, jak się spotkać, nawet jeśli ścieżki się przestawią.”

Kuba był uparty w dobrym sensie. Kiedy coś trzeba było zrobić, robił to. I już wiedział: zorganizuje punkt spotkania na placu, taki prawdziwy, jasny i prosty, żeby nikt się nie zgubił.

Rozdział 2: Plan na placu

Kuba wybiegł na korytarz mosto-domu. Podłoga była lekko sprężysta, jakby miasto oddychało. Na ścianach świeciły strzałki z drobnych lampek, które zmieniały się, gdy zmieniał się układ dzielnicy.

Na skrzyżowaniu mostów spotkał panią Lidię z sąsiedztwa, która niosła pudełko z sadzonkami mięty.

„Dzień dobry, pani Lidiu! Idzie pani na plac?”

„Idę, ale słyszałam, że Łącznikowy się przestawia. Obyśmy nie błądzili jak… jak robot odkurzacz w kapciach!” zaśmiała się.

Kuba też się roześmiał.

„Zrobię punkt spotkania na placu Słonecznych Paneli. Każdy, kto ma problem, przyjdzie tam. Powiem też innym, żeby przekazywali dalej.”

Pani Lidia spojrzała na niego z uznaniem.

„Mądry pomysł. Taki mały, a już organizator. Dziękuję, Kuba.”

To „dziękuję” było jak ciepły guzik, który zapina człowieka od środka. Kuba poczuł, że chce jeszcze bardziej.

Kiedy dotarł na plac, było tam już kilka osób. Modułowy kiosk właśnie zmieniał kształt: z płaskiej ściany wysunęły się półki i nagle powstała półbiblioteka. Hologram nad wejściem mrugnął: „Dziś: wymiana książek i historii!”

Kuba stanął na środku placu, gdzie płyty świeciły najmocniej. Miś-Mikro wystawił z opaski mały projektor i na wysokości kolan pojawiła się świecąca strzałka.

„Tu!” powiedział Kuba. „Tu będzie punkt spotkania. Zrobimy znak.”

Z kieszeni wyjął rolkę taśmy świetlnej, którą dostał kiedyś od taty do oznaczania roweru. Przykleił ją na ziemi w kształcie uśmiechu. Uśmiech był szeroki i bardzo widoczny.

„Jak ktoś zobaczy uśmiech, wie, że tu znajdzie pomoc,” wyjaśnił.

Podbiegł do niego chłopiec w podobnym wieku, z plecakiem, który wyglądał jak miniaturowy silniczek.

„Cześć, jestem Olek. Zgubiłem ciocię. Miała przyjść z Dzielnicy Ogrodów, ale most się rusza.”

Kuba nie spanikował ani trochę.

„Spokojnie. Ciocia na pewno dojdzie. Usiądź tutaj, na ławce, i poczekajmy. Ja wyślę wiadomość.”

Miś-Mikro piknął.

„Wysyłam ogłoszenie do sąsiedztwa: ‘Punkt spotkania – uśmiech z taśmy na placu Słonecznych Paneli'.”

„Dobrze, Misiu,” powiedział Kuba i pogłaskał opaskę, jakby to było prawdziwe futerko.

Wokół placu przejechał autonomiczny wózek z napisem „HERBATA DLA KAŻDEGO”. Zatrzymał się, a z boku wysunęły się kubeczki.

„Zasilanie słoneczne, zero pośpiechu,” zawołał wesoło mechaniczny głos. „Kto chce ciepły napój?”

Olek chichotał.

„Wózek mówi jak pan od wuefu!”

„Może kiedyś był panem od wuefu,” odpowiedział Kuba poważnie, co rozśmieszyło ich jeszcze bardziej.

Rozdział 3: Mała plątanina i wielka życzliwość

W południe plac zrobił się gwarno-jasny. Ktoś przyniósł pudełko ze starymi grami, ktoś inny kosz z jabłkami z miejskich szklarni. Drony krążyły, ale cicho, jakby też nie chciały przeszkadzać.

Tylko jedno było trochę kłopotliwe: Łącznikowy most faktycznie zmieniał układ. Co kilka minut na tablicach kierunkowych pojawiał się nowy rysunek tras. Dla dorosłych to było zwykle proste, ale dziś nawet oni marszczyli czoła.

Podszedł pan Aron, który pracował przy modułach.

„Kuba, słyszałem o twoim punkcie spotkania. Dobra robota. Ale mam prośbę: czy możesz pomóc wytłumaczyć ludziom nową trasę? Nie każdy umie czytać mapę świetlną.”

Kuba wyprostował się, jakby urósł o centymetr.

„Jasne!”

Razem z panem Aronem ustawili na placu trzy przenośne słupki-znaki. Każdy miał prosty obrazek: liść dla Dzielnicy Ogrodów, młotek dla Dzielnicy Warsztatów i fale dla Dzielnicy Wodnej. Miś-Mikro dodał do tego strzałki, które świeciły na zielono, kiedy droga była pewna.

„To jak gra w ‘idź za strzałką',” stwierdził Olek.

„Dokładnie,” odparł Kuba. „Tylko bez przegranych.”

Nagle w tłumie rozległo się: „Ojej! Moja paczka z drożdżami!”

Pani Lidia spojrzała do swojej torby i zbladła trochę.

„Chciałam podzielić się sadzonkami i upiec bułeczki, ale zgubiłam paczkę. To nic strasznego… tylko szkoda.”

Kuba podszedł bliżej.

„Zaraz ją znajdziemy. Gdzie pani była ostatnio?”

„Przy kiosku, który się zmieniał. Tam, gdzie biblioteka.”

Kuba spojrzał na ziemię. Płyty placu były czyste, ale jedna z nich mrugała innym rytmem, jakby coś pod nią czekało.

„Misiu, skaner?”

Miś-Mikro wyświetlił małe kółko i zapikał.

„Wykryto obiekt pod płytą. Prawdopodobnie paczka.”

„To schowek serwisowy!” przypomniał sobie Kuba. „Czasem płyty otwierają się, gdy kiosk się przebudowuje.”

Kuba podniósł rękę do czujnika. Płyta cicho kliknęła i uniosła się na kilka centymetrów. W środku leżała paczka, sucha i cała.

„Jest!” zawołał Kuba.

Pani Lidia przycisnęła paczkę do siebie.

„Och, dziękuję! Dziękuję, Kuba. I dziękuję, mądre miasto, że masz schowki, a nie dziury!”

Ludzie wokół też zaczęli mówić „dziękuję” — za strzałki, za uśmiech z taśmy, za herbatę z wózka. Kuba poczuł, że wdzięczność to taki prąd, który płynie bez kabli. I ładuje wszystkich.

W końcu Olek podskoczył.

„Kuba! To moja ciocia!” krzyknął, machając do kobiety w zielonej kurtce.

Ciocia przybiegła i przytuliła Olka.

„Ojej, przepraszam! Most mnie przekręcił jak naleśnik.”

Olek zachichotał.

„Ale tu był punkt spotkania. Uśmiech na ziemi. Nie było strachu.”

Ciocia spojrzała na Kubę.

„To ty to wymyśliłeś? Dziękuję. To bardzo pomaga, kiedy wszystko się rusza.”

Rozdział 4: Droga otwarta

Wieczorem plac Słonecznych Paneli zamienił się w miękko świecące jezioro światła. Ktoś grał na małym syntezatorze melodie, które brzmiały jak skakanie po kałużach. Pani Lidia rzeczywiście upiekła bułeczki w kioskowym piecyku, a zapach rozchodził się po mostach jak zaproszenie.

Pan Aron podszedł do Kuby z tabletem.

„Dobra wiadomość. Most Łącznikowy zakończył zmianę. Trasa jest stabilna.”

Na tablecie pojawiła się mapa: linia drogi świeciła jasno i prosto, jak narysowana kredką.

„Widzisz?” dodał pan Aron. „Miasto uczy się od ludzi. Dziś twoja taśma-uśmiech stała się oficjalnym znakiem spotkań. System już to zapamiętał.”

Kuba otworzył szeroko oczy.

„Naprawdę? Mój uśmiech będzie w mieście?”

„Tak. I nie tylko twój. Bo ludzie dodali do niego swoje pomysły. Ktoś dopisał na tablicy: ‘Zapytaj, podziękuj, pomóż'. To działa.”

Kuba usiadł na ławce obok Olka, który chrupał bułeczkę.

„Wiesz,” powiedział Kuba, „lubię, kiedy miasto się zmienia. Tylko trzeba pamiętać o jednym miejscu, gdzie można się spotkać.”

Olek pokiwał głową, poważny jak kapitan małego statku.

„I trzeba mówić ‘dziękuję'. Bo wtedy nawet mosty jakby się mniej plątały.”

Kuba spojrzał w górę. Nad placem przesuwały się mosto-domy, ale spokojnie, jak klocki układane przez cierpliwą rękę. Światła prowadziły w kilka stron, a każda strona wyglądała zachęcająco, jak otwarte drzwi.

Mama Kuby przyszła po niego i podała mu mały pakunek.

„To od sąsiadów. Zebrali drobiazgi na podziękowanie: nową rolkę taśmy świetlnej, naklejki-strzałki i… zobacz.”

W środku był mały znaczek w kształcie uśmiechu.

Kuba poczuł, że robi mu się ciepło w policzkach.

„Powiedz im, że ja też dziękuję,” szepnął. „Za to, że przyszli. Za to, że pomogli. Za to, że miasto jest nasze.”

Zanim wrócili do domu, Kuba odwrócił się jeszcze raz do placu. Uśmiech z taśmy świecił cicho, a obok niego migała nowa wiadomość na tablicy miejskiej: „Punkty spotkań dostępne w każdej dzielnicy. Droga otwarta.”

Kuba wziął głęboki oddech.

„No to jutro,” powiedział do Miś-Mikro.

„Pip! Jutro też możemy zrobić coś dobrego,” odpowiedział miś.

I Kuba wiedział, że w Wielkiej Cytadeli Mostów zawsze znajdzie się miejsce, gdzie ludzie spotkają się, podadzą sobie rękę i powiedzą jedno proste słowo, które świeci jaśniej niż panele: „dziękuję”.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Mosto-domami
Domy, które są też mostami, łączą różne części miasta nad ulicami.
Słonecznych Paneli
Nazwa placu z panelami, które zbierają światło i wieczorem świecą.
Kieszeni termicznej
Małe miejsce w kanapce, które trzyma ciepło lub chłód jedzenia.
Miś-Mikro
Mały gadżet w kształcie misia, który pomaga komunikować się i pokazywać wiadomości.
Opaska-komunikator
Urządzenie noszone na nadgarstku, które wysyła wiadomości i sygnały.
Projektor
Małe urządzenie, które pokazuje obraz lub znak na ścianie albo ziemi.
Hologram
Obraz światłem, który wygląda jak prawdziwy, ale jest niewidzialny do dotyku.
Autonomiczny wózek
Pojazd, który jedzie sam i podjeżdża po rzeczy bez kierowcy.
Schowek serwisowy
Ukryte miejsce pod płytą, gdzie czasem trzyma się rzeczy do naprawy.
Modułowe kioski
Małe budki, które można łatwo zmieniać i przestawiać, gdy potrzeba.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

współpraca dzielenie się miasto robot

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o futurystycznych miastach dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.