Rozdział 1: Tajemniczy ślad na klatce schodowej
Mikołaj był najmłodszym członkiem sąsiedzkiej grupy obserwatorów. Mieszkał na trzecim piętrze w bloku pełnym ciekawych ludzi, ale jeszcze ciekawszych zagadek. Właśnie kończył czytać książkę detektywistyczną, gdy usłyszał głośne wołanie za drzwiami.
— Mikołaj! — zawołała pani Stasia z drugiego piętra. — Coś się stało na klatce! Chodź szybko!
Mikołaj wybiegł z mieszkania, zapiął kurtkę i zbiegł po schodach. Pani Stasia wskazała palcem na wycieraczkę przed drzwiami pana Leszka. Leżał tam dziwny, błyszczący przedmiot. Wyglądał jak kawałek szkła, ale miał na sobie ślady czegoś zielonego.
— Czy to twoje? — spytała sąsiadka.
Mikołaj pokręcił głową. Spojrzał uważnie na przedmiot. Był to fragment butelki po lemoniadzie ogórkowej, którą sprzedawano tylko w jednym sklepie na ich osiedlu.
— Ktoś musiał ją tu zostawić — powiedział, kucając przy wycieraczce. — Ale dlaczego przed drzwiami pana Leszka?
Zadumał się. Postanowił, że odnajdzie właściciela butelki i dowie się, co się naprawdę wydarzyło tej nocy na klatce schodowej.
Rozdział 2: Podejrzane zachowanie i pierwszy trop
Mikołaj zaczął zadawać pytania sąsiadom. Najpierw zajrzał do pani Zosi z czwartego piętra, która zawsze wiedziała, co dzieje się w bloku.
— Widziałam coś dziwnego wczoraj wieczorem — powiedziała pani Zosia, poprawiając okulary. — Ktoś w kapturze skradał się po schodach i śmiał się cicho pod nosem.
Mikołaj zanotował to w swoim notesie. Ktoś w kapturze i z nerwowym śmiechem? To mógł być ktoś młody.
— Czy rozpoznałaś tę osobę? — spytał.
— Nie, ale wydaje mi się, że miał na sobie trampki z pomarańczowymi sznurówkami.
To był ważny trop. W bloku tylko jeden chłopak miał takie buty — Bartek z naprzeciwka.
Mikołaj nie zwlekał. Zadzwonił do drzwi Bartka. Otworzył mu chłopak o rozczochranych włosach, ubrany w bluzę z kapturem, a na nogach miał słynne trampki.
— Cześć, Mikołaj! Co się dzieje? — zapytał Bartek z lekkim niepokojem.
— Czy byłeś wczoraj wieczorem na klatce schodowej? — zapytał Mikołaj, patrząc mu prosto w oczy.
Bartek zaczął się śmiać. Było to śmiesznie nerwowe, trochę jakby miał ochotę uciec.
— No... Może trochę — odparł i odsunął się do tyłu. — Ale to nie ja zostawiłem ten kawałek szkła!
Mikołaj postanowił mu na razie uwierzyć, ale coś tu nie grało.
Rozdział 3: Nagły hałas i zaskakujące odkrycie
Następnego dnia Mikołaj wracał ze szkoły, gdy przez klatkę schodową przetoczył się nagły, ogłuszający hałas. Ktoś upuścił coś ciężkiego na parterze. Chłopak zbiegł na dół, gdzie zobaczył pana Leszka, który właśnie podnosił spory karton.
— Wszystko w porządku, panie Leszku? — zapytał Mikołaj.
— Tak, tylko ten karton z butelkami mi się wyślizgnął, a jedna pękła. Ech, zawsze coś — westchnął pan Leszek.
Mikołaj spojrzał na rozbite szkło. Były tam też kawałki z zielonym płynem. Przypomniał sobie fragment znaleziony dzień wcześniej. Czyżby pan Leszek miał coś wspólnego z całą sprawą?
— Skąd pan miał tę lemoniadę ogórkową? — zapytał Mikołaj.
— Dostałem od kuzyna ze sklepu. Ale nie piłem jej, bo nie lubię ogórków. Karton stał w piwnicy i wczoraj przeniosłem go do mieszkania, żeby oddać sąsiadom.
Mikołaj podziękował i wrócił na górę. Zaczął wszystko układać w głowie. Ktoś musiał wejść do piwnicy, zabrać jedną butelkę i rozbić ją na klatce.
Rozdział 4: Wskazówka pod wycieraczką
Wieczorem Mikołaj znów patrolował klatkę schodową, notując każdy szczegół. Nagle zauważył coś pod wycieraczką Bartka. Był to mały klucz z czerwoną zawieszką. Klucz do piwnicy!
Zanim zdążył go podnieść, drzwi otworzyły się i Bartek spojrzał na Mikołaja zaskoczony.
— Przyszedłeś po klucz? — spytał nerwowo.
— Znalazłem go pod twoją wycieraczką. To twój? — zapytał Mikołaj.
Bartek przytaknął.
— Tak... Ale wczoraj go zgubiłem. Chciałem tylko zabrać piłkę z piwnicy. Przypadkiem zauważyłem karton z lemoniadą. Wziąłem jedną butelkę, bo ciekawiło mnie, jak smakuje. Niestety, upadła mi na schodach i się rozbiła. Bałem się powiedzieć prawdę.
Mikołaj pokiwał głową. Teraz wszystko pasowało — Bartek, trampki, śmiech, klucz do piwnicy i rozbita butelka. Ale czy Bartek powiedział wszystko?
— A dlaczego śmiałeś się tak dziwnie? — dopytał Mikołaj.
— Bo byłem zdenerwowany, że ktoś mnie zobaczy. I lemoniada naprawdę była okropna!
Obaj się roześmiali.
Rozdział 5: Rozwiązanie zagadki i spełnione życzenie
Następnego dnia Mikołaj zebrał wszystkich sąsiadów na klatce schodowej. Opowiedział całą historię, krok po kroku, pokazując dowody: fragment szkła, klucz do piwnicy i relację Bartka.
— Bartek zachował się lekkomyślnie, ale przyznał się do wszystkiego — powiedział Mikołaj. — Wszyscy powinniśmy być ostrożni i nie wchodzić do cudzych piwnic bez pozwolenia.
Pani Zosia podziękowała Mikołajowi za rozwiązanie zagadki. Pan Leszek wybaczył Bartkowi i nawet podarował mu jedną z butelek lemoniady na pamiątkę, żeby już nie był ciekawy jej smaku.
— Chciałbym, żeby nasz blok był zawsze bezpieczny i żebyśmy sobie ufali — powiedział Mikołaj.
Wszyscy przytaknęli. Od tamtej pory sąsiedzi byli jeszcze bardziej uważni, pomagali sobie nawzajem i wiedzieli, że mają wśród siebie prawdziwego detektywa. Mikołaj spełnił swoje życzenie — blok stał się miejscem, gdzie każdy czuł się spokojnie i wiedział, że może liczyć na innych.
A jeśli znów wydarzy się coś tajemniczego, Mikołaj już był gotowy na kolejne śledztwo.