Rozdział 1: Zniknięcie wśród książek
W pewne sobotnie przedpołudnie, kiedy słońce nieśmiało zaglądało przez okna kamienicy przy ulicy Jaśminowej, detektyw Leon Sławiński kończył właśnie swój drugi kubek kakao. Na jego biurku leżały dwa notesy, ołówek i… stosik puzzli, które Leon uwielbiał układać w wolnych chwilach. Nagle zadźwięczał dzwonek do drzwi.
„Ciekawe, czy to znowu listonosz pomylił mieszkania?” mruknął Leon pod nosem i ruszył w stronę drzwi.
Za drzwiami stała pani Matylda, bibliotekarka z sąsiedztwa. Wyglądała na bardzo zmartwioną.
„Dzień dobry, panie Leonie! Potrzebuję pana pomocy!” powiedziała, ściskając w dłoni chusteczkę.
Leon zaprosił ją do środka. Po chwili usiedli w fotelach.
„Co się stało?” zapytał.
„Zniknęła nasza biblioteczna szkatułka na zagadki! To taka specjalna skrzynka, w której dzieci każdego tygodnia wrzucają odpowiedzi na czytelnicze łamigłówki. Wczoraj wieczorem jeszcze była na miejscu, a dziś rano – zniknęła bez śladu!” powiedziała pani Matylda, a jej głos drżał lekko.
Leon wstał, wziął swój notes i ołówek. „Czas zacząć śledztwo. Proszę opowiedzieć, kto był wczoraj w bibliotece?”
Pani Matylda zamyśliła się. „Byłam ja, pan Edmund z drugiego piętra, który wypożyczał kryminały, oraz Zosia i Filip – dzieci z sąsiedztwa. O, i jeszcze pan Igor, który codziennie przychodzi czytać gazety. To wszystko.”
Leon zanotował nazwiska. „Dobrze, zacznijmy od miejsca zbrodni, czyli biblioteki. Proszę mnie zaprowadzić.”
Rozdział 2: Pierwsze ślady
W bibliotece Leon zaczął od dokładnego obejrzenia miejsca, gdzie stała szkatułka. Na stoliku pozostał tylko ślad po niej – lekko odciśnięty prostokąt w kurzu. Obok leżała kolorowa karteczka.
Leon pochylił się, uważnie ją obejrzał. „Co to za karteczka?” zapytał.
Pani Matylda zerknęła. „To chyba fragment zakładki! Ktoś ją tu musiał zostawić.”
Leon zapisał: „Kolorowa zakładka – możliwy trop.”
Następnie obejrzał półki. Zauważył, że kilka książek dla dzieci było wsuniętych krzywo. „Czy te książki zawsze tak stoją?” spytał.
„Nie, zwykle są równo poukładane. Wczoraj wieczorem układałam je sama,” odpowiedziała bibliotekarka.
Leon delikatnie przesunął jedną z książek i zauważył, że za nią jest maleńki ślad czekolady.
„Czy ktoś mógł jeść czekoladę w bibliotece?” zapytał.
Pani Matylda skrzywiła się. „Tylko Filip czasem podjada słodkości, choć mu nie wolno.”
Leon zanotował: „Filip – czekolada.”
Obejrzał jeszcze dokładnie podłogę. Odcisków butów nie było, ale przy drzwiach zauważył mały, czerwony guzik.
„Czy pani kogoś widziała w czerwonym ubraniu?” spytał.
Pani Matylda zamyśliła się. „Zosia miała wczoraj czerwoną kamizelkę.”
Leon uśmiechnął się do siebie. Zaczynało się robić ciekawie.
Rozdział 3: Rozmowy z sąsiadami
Leon postanowił najpierw porozmawiać z Filipem i Zosią. Zastał ich przed kamienicą. Zosia bawiła się skakanką, a Filip pochłaniał batonika.
„Cześć, detektywie!” zawołał Filip. „Szukasz kogoś?”
„Chciałbym z wami porozmawiać o bibliotecznej szkatułce,” powiedział Leon. „Czy pamiętacie, kto był wczoraj w bibliotece?”
Zosia spojrzała na Filipa. „My z Filipem byliśmy, ale szybko wyszliśmy. Pan Edmund był przy regale z kryminałami, a pan Igor siedział w kącie.”
Leon pokazał Zosi guzik. „Czy to nie twój?”
Zosia spojrzała uważnie i zarumieniła się. „Ojej… To z mojej kamizelki. Musiał odpaść, kiedy wyciągałam książkę.”
Leon zanotował: „Zosia – guzik, ale tylko przypadek?”
Zwrócił się do Filipa. „Filip, czy jadłeś wczoraj czekoladę w bibliotece?”
Filip spuścił wzrok. „Przepraszam, wiem, że nie wolno. Ale nie dotykałem szkatułki! Przysięgam!”
Leon spojrzał na dzieci. „Czy widzieliście, żeby ktoś jeszcze podchodził do stolika?”
Zosia pokręciła głową. „Nie, tylko pani Matylda podchodziła. I pan Edmund coś tam długo grzebał w książkach.”
Leon podziękował dzieciom i poszedł do pana Edmunda.
Pan Edmund otworzył drzwi swojego mieszkania z książką w ręku. „Słucham, panie detektywie?”
Leon zapytał: „Czy zauważył pan coś dziwnego wczoraj w bibliotece?”
Pan Edmund wzruszył ramionami. „Nie bardzo. Może tylko to, że pan Igor długo szperał przy półkach dla dzieci. Trochę mnie to zdziwiło, bo zwykle czyta gazety.”
Leon zanotował: „Pan Igor – nietypowe zachowanie.”
Rozdział 4: Odkrycie i fałszywy trop
Leon ruszył do mieszkania pana Igora. Zastał go przy stole, gdzie leżały rozłożone gazety i kilka książek.
„Dzień dobry, panie Igorze. Przyszedłem zapytać o szkatułkę z biblioteki.”
Pan Igor podniósł wzrok znad gazety. „O, słyszałem, że zaginęła. Co za pech!”
Leon przyjrzał się książkom na stole. Jedna z nich miała zakładkę – kolorową, podobną do tej znalezionej w bibliotece.
„Czy to pańska zakładka?” spytał, pokazując fragment znaleziony w bibliotece.
Pan Igor spojrzał na nią uważnie. „Owszem, to moja. Pewnie wypadła mi, gdy szukałem książek dla wnuczki.”
Leon zapytał: „A czy widział pan coś dziwnego podczas swojej wizyty w bibliotece?”
Pan Igor zamyślił się. „Widziałem tylko, jak pan Edmund długo przyglądał się skrzynce na zagadki. Wyglądał, jakby czegoś szukał.”
Leon wrócił do biblioteki, by jeszcze raz obejrzeć miejsce, gdzie stała szkatułka. Nagle zauważył coś, czego wcześniej nie widział – za regałem leżał kawałek sznurka. Sznurek był bardzo podobny do tych, które pani Matylda używała do wiązania paczek z książkami.
„Czy mogę zobaczyć ostatnie paczki, które pani przygotowywała?” zapytał bibliotekarkę.
Pani Matylda zaprowadziła go do magazynu. Tam, na półce, stała duża paczka z książkami, przewiązana niemal identycznym sznurkiem. Leon zauważył, że na paczce leży… szkatułka! Tyle, że otwarta i pusta.
„To niemożliwe!” zawołała pani Matylda. „Przecież tu nie zaglądałam od dwóch dni!”
Leon obejrzał szkatułkę. Ktoś próbował ją otworzyć bez kluczyka – na zamku były ślady podważania.
„Kto miał dostęp do magazynu?” spytał.
Pani Matylda zamyśliła się. „Tylko ja… Ale czasem zostawiam klucz w szufladzie… Och, ostatnio pan Edmund szukał starego atlasu w magazynie!”
Leon zanotował: „Pan Edmund – dostęp do magazynu.”
Rozdział 5: Ostatni element układanki
Leon postanowił dokładniej porozmawiać z panem Edmundem. Zapukał do jego drzwi. Tym razem pan Edmund wyglądał na lekko zdenerwowanego.
„Panie Edmundzie, znalazłem szkatułkę w magazynie, otwartą i pustą. Czy może pan wyjaśnić, jak się tam znalazła?”
Edmund zaczął się tłumaczyć: „Rzeczywiście, byłem w magazynie. Szukałem atlasu, ale… widziałem szkatułkę. Leżała na półce, otwarta. Nie dotykałem jej!”
Leon przyglądał się uważnie. „Kto jeszcze mógł tam wejść?”
Edmund wzruszył ramionami. „Może pani Matylda coś przestawiła?”
Leon postanowił zebrać wszystkich podejrzanych w bibliotece. Poprosił o obecność panią Matyldę, pana Edmunda, pana Igora, Zosię i Filipa.
„Mam już prawie całą układankę,” powiedział. „Ale jedno pytanie wciąż mnie nurtuje: dlaczego ktoś przeniósł szkatułkę i próbował ją otworzyć bez klucza?”
Wszyscy spojrzeli po sobie. Nagle odezwała się Zosia.
„Może ktoś myślał, że w środku są słodycze? Filip mówił, że szkatułka wygląda jak pudełko na czekoladki!”
Filip zarumienił się. „Ja tylko żartowałem…”
Leon uśmiechnął się. „A jednak czekolada mogła kogoś skusić. Ale ślady czekolady znalazłem tylko na książkach, które oglądał Filip. Zakładka należała do pana Igora, guzik do Zosi. Sznurek i paczka prowadzą do pani Matyldy i pana Edmunda.”
Spojrzał na pana Edmunda. „Panie Edmundzie, czy próbował pan otworzyć szkatułkę?”
Edmund pokręcił głową. „Nie… Ale… chciałem sprawdzić, czy nie ma tam odpowiedzi na zagadkę, którą sam napisałem. Byłem ciekaw, czy ktoś ją rozwiązał…”
Leon zamyślił się. „Czyli wszyscy mieli jakiś powód, by być przy szkatułce, ale nikt jej nie ukradł. Co zatem się stało?”
Rozdział 6: Zaskakujące zakończenie
Leon postanowił jeszcze raz przejrzeć biblioteczne regały. Tym razem dokładnie obejrzał wszystkie książki dla dzieci. W jednej z nich, pod okładką, znalazł… garść karteczek – odpowiedzi do zagadek!
Wrócił do zgromadzonych. „Kto ostatni wypożyczał tę książkę?” zapytał panią Matyldę.
„To ja!” odezwała się bibliotekarka. „Chciałam sprawdzić, czy nie brakuje stron. Może wtedy przez przypadek wrzuciłam odpowiedzi do środka…”
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Leon podsumował: „Czasem rozwiązanie jest prostsze, niż się wydaje! Szkatułka nie została ukradziona – po prostu ktoś ją przez pomyłkę schował, a odpowiedzi błędnie trafiły do książki.”
Pani Matylda postanowiła odtąd dokładniej sprawdzać, gdzie odkłada szkatułkę. Leon ze spokojem zaniósł ją na swoje miejsce, a dzieci pomogły uporządkować odpowiedzi.
Na koniec wszyscy razem uporządkowali biblioteczną box – szkatułkę na zagadki, ustawiając ją dokładnie tam, gdzie powinna stać.
Leon uśmiechnął się do siebie. „Każda zagadka wymaga cierpliwości. A czasem wystarczy dobrze się rozejrzeć.”
I tak kolejna tajemnica została rozwiązana, a biblioteka znów była pełna uśmiechów, szeptów i… nowych zagadek do rozwiązania.