Rozdział 1 – Zniknięcie na podwórku
Pewnego słonecznego popołudnia Marta, młoda detektywka, siedziała na ławce pod wielkim kasztanowcem. Jej bystre oczy śledziły dzieci bawiące się w berka. Marta znana była z tego, że nic nie umknie jej uwadze. Nagle, z klatki schodowej wybiegł zdyszany Wojtek, potrząsając ręką.
– Marta, musisz mi pomóc! – zawołał i zatrzymał się przed nią. – Zaginęła mi zegarek! Ten, który dostałem od dziadka!
Marta natychmiast wstała. Zegarek był dla Wojtka bardzo ważny – wszyscy na podwórku to wiedzieli. Okrągły, srebrny z niebieskim paskiem, zawsze błyszczał na jego nadgarstku.
– Kiedy go ostatnio widziałeś? – zapytała Marta, już w trybie detektywistycznym.
– Wczoraj, wieczorem, gdy wróciłem z treningu. Położyłem go na stole w kuchni. Dziś rano już go nie było! – odpowiedział Wojtek, zmartwiony.
Marta pokiwała głową i ruszyła w stronę klatki schodowej, zapraszając Wojtka gestem. Śledztwo czas zacząć.
Rozdział 2 – Ślady w kuchni
Wojtek prowadził Martę do swojego mieszkania na czwartym piętrze. W kuchni panował lekki bałagan, jak to bywa po śniadaniu. Marta zaczęła uważnie się rozglądać.
Na stole leżały okruchy bułki, kubek po kakao i otwarta książka. Na parapecie ktoś zostawił otwartą paczkę herbatników. Marta pochyliła się nad stołem, szukając śladów. Dostrzegła mały, okrągły odcisk, jakby ktoś położył coś mokrego.
– Kto jadł dziś rano śniadanie? – zapytała.
– Ja, mama i tata. Ale nikt nie widział zegarka – odrzekł Wojtek.
Marta otworzyła szufladę pod stołem. Zauważyła, że jedna z kanapek miała odciśnięty ślad, przypominający brzeg zegarka. Czy ktoś przez przypadek przesunął zegarek i upadł na ziemię? Ale pod stołem nic nie było.
Marta spojrzała przez okno, na podwórko. Wtedy usłyszała donośne pukanie do drzwi.
Rozdział 3 – Gość na klatce
Do mieszkania weszła sąsiadka, pani Halina, która mieszkała piętro niżej.
– Przepraszam, czy ktoś z was widział mojego kota? Miał na szyi nową, czerwoną kokardkę i zniknął dziś rano – powiedziała, nieco zmartwiona.
Marta spojrzała na Wojtka, a potem na panią Halinę.
– A czy może pani kot był dziś w kuchni? – zapytała.
– Możliwe, czasem wchodzi przez uchylone drzwi balkonowe – odpowiedziała sąsiadka.
Marta od razu wyjrzała na balkon, gdzie zobaczyła kilka drobnych, białych włosków. To mógł być ślad kota! Zegarek mógł mu się spodobać, mógł go zrzucić albo nawet gdzieś przenieść.
– Pomożemy pani znaleźć kota i może przy okazji odnajdziemy zegarek – powiedziała Marta.
Wojtek popatrzył na nią z nadzieją.
Rozdział 4 – Spotkanie z listonoszem
Marta i Wojtek zeszli na podwórko. Rozglądali się uważnie, szukając kota z czerwoną kokardką. Wtedy zobaczyli listonosza, pana Janka, który siedział zmęczony na ławce pod blokiem. Opierał głowę na dłoniach i wyglądał na bardzo zmęczonego.
– Dzień dobry, panie Janku. Czy nie widział pan kota z czerwoną kokardką? – zagadnęła Marta.
Listonosz westchnął.
– Widziałem kota, przemykał obok piaskownicy. Nie zatrzymałem się, bo dziś mam tyle listów, że ledwo daję radę. Ale coś wam powiem… – ściszył głos – Widziałem też coś błyszczącego pod ławką. Chciałem to podnieść, ale musiałem biec dalej.
Marta spojrzała w stronę piaskownicy, tuż obok ławki. Zgromadziła dzieci i poprosiła, by pomogły jej poszukać.
– Szukamy czegoś małego i błyszczącego! – zawołała.
Dzieci zaczęły przeszukiwać piasek. Marta zauważyła ślady małych łapek prowadzących w stronę krzaków – kot musiał się tu bawić. Ale nie było zegarka. Marta poczuła, że coś jej umyka.
Spojrzała na listonosza. Był bardzo zmęczony, trzymał się za kieszeń.
– Panie Janku, czy wszystko w porządku? – zapytała.
– Tak, tylko zgubiłem dziś rano swoją kanapkę i od tego czasu jakoś nie mam sił – uśmiechnął się smutno.
Rozdział 5 – Nowe spojrzenie
Marta usiadła na chwilę na ławce, żeby przemyśleć wszystko jeszcze raz. Przed oczami stanęły jej wszystkie fakty: kot z kokardką, zegarek leżący wieczorem na stole, ślad na kanapce, włoski na balkonie i listonosz, który był bardzo zmęczony, bo nie zjadł śniadania.
Uderzyła się lekko w czoło. „Może patrzę na to wszystko w zły sposób?” – pomyślała. „Może zegarek wcale nie został ukradziony?”
Spojrzała na Wojtka.
– Powiedz, położyłeś zegarek na stole obok kanapki? – zapytała.
– Tak, i jadłem śniadanie, ale potem przyszedł kot pani Haliny i wskoczył na stół. Przegoniłem go, ale nie pamiętam, czy wtedy zegarek jeszcze tam leżał – odpowiedział Wojtek.
Marta wstała nagle.
– A więc kot mógł zrzucić zegarek na podłogę, może nawet się nim bawił! Potem ktoś mógł go znaleźć.
Razem z Wojtkiem i dziećmi zaczęli jeszcze raz dokładnie przeszukiwać podwórko, szczególnie w miejscach, gdzie kot lubił się chować: pod krzakiem, za śmietnikiem, koło piaskownicy.
Nagle mała Ania krzyknęła:
– Mam coś!
Wszyscy podbiegli. Pod gęstym krzakiem błyszczało coś srebrnego.
Rozdział 6 – Znalezisko pod krzakiem i szczęśliwy finał
Marta przyklękła i ostrożnie sięgnęła pod krzak. W jej dłoni znalazł się srebrny zegarek Wojtka, cały, lekko ubrudzony ziemią. Obok wciąż leżała czerwona kokardka, zapewne zgubiona przez kota pani Haliny.
– To jest! – zawołał Wojtek z radością.
Pani Halina, która właśnie przyszła szukać kota, ucieszyła się na widok kokardki. Dziękowała Marcie, a dzieci śmiały się i klaskały.
Marta oddała zegarek Wojtkowi.
– Widzisz, czasem wystarczy spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Dzięki temu udało nam się rozwiązać zagadkę – powiedziała z uśmiechem.
Listonosz, słysząc całe zamieszanie, podszedł do nich. Dzieci znalazły przy okazji jego zgubioną kanapkę. Podzielili się nią i świętowali wspólne rozwiązanie zagadki.
Marta spojrzała na wszystkich z dumą. Wiedziała, że każdy z nich pomógł rozwiązać tajemnicę. A ona, detektywka z podwórka, czuła satysfakcję – nie tylko z odnalezienia zegarka, ale także z okazanej empatii i współpracy.
I tak zakończyła się niezwykła przygoda, a Marta już szykowała się do kolejnej zagadki, bo przecież wszędzie można znaleźć ślady, jeśli tylko patrzy się uważnie.