Rozdział 1 – Zegar z niezwykłym przyciskiem
Kiedy zegar na ścianie szkolnej świetlicy stuknął piętnastą, Kaja, Wojtek i Emilka zbierali już plecaki. Każde z nich miało osiem lat i głowy pełne pomysłów na popołudnia. Wojtek, spokojny i zamyślony, uwielbiał patrzeć na chmury, które opowiadały mu historie. Kaja zawsze miała w kieszeni coś do przekąszenia – dziś jabłko. Emilka śmiała się najczęściej i najgłośniej, a jej wózek rysował na podłodze delikatne esy-floresy.
„Ej, a może dzisiaj pójdziemy na plac zabaw?” – zaproponowała Emilka, podjeżdżając bliżej do przyjaciół.
„Może za chwilę... Chodźcie, zobaczcie coś ciekawego w sali od fizyki!” – szepnął Wojtek z błyskiem w oku.
Nigdy nie przechodzili obojętnie obok szklanych drzwi do tej sali. Tam, wśród starych globusów i modeli rakiet, panował fascynujący nieporządek. Dzisiaj jednak coś się zmieniło. Na samym środku biurka leżało coś dziwnego – wielki, lśniący zegar z ogromnym pomarańczowym przyciskiem.
„Może nie powinniśmy...” – zaczęła Kaja, ale Emilka już dotknęła przycisku.
„Spokojnie, pewnie to tylko alarm!” – zaśmiała się.
Gdy przycisk zajaśniał, świat wokół zawirował jak śnieżna kula. Wszyscy poczuli lekkie łaskotanie w brzuchu, a gdy otworzyli oczy, zobaczyli coś niesamowitego...
Rozdział 2 – Port Pełen Przyszłości
Dookoła dzieci wyrósł ogromny port kosmicznych statków. Wszystko lśniło srebrem i błyszczało jak świeżo umyta szyba. Po niebie płynęły niewielkie, bezzałogowe łodzie z przezroczystymi daszkami. Zamiast kierowców, miały w środku miękkie, kolorowe poduszki i niewidzialne dłonie, które sterowały pojazdami.
„Gdzie my jesteśmy?” – szepnęła Kaja, ściskając jabłko.
„To musi być przyszłość!” – stwierdziła Emilka z zachwytem.
Podszedł do nich sympatyczny robot. Miał śmieszną, okrągłą głowę i światełko na czole.
„Witamy w Porcie Autonomicznych Nawigacji Kosmicznej! Czy możecie pokazać bilet?” – zapytał uprzejmie.
„Nie mamy biletów... My tylko tu... eee... wpadliśmy na chwilę” – wyjaśnił Wojtek, szukając wzrokiem zegara. Pośród łodzi i statków nie było śladu po ich czaso-przycisku.
Robot rozłożył swoje metalowe ramiona.
„W takim razie pozwólcie, że pokażę wam Port! Tutaj każdy pojazd sam wie, gdzie ma płynąć. A czas? W Porcie czas płynie troszkę inaczej!”
Dzieci spojrzały po sobie – miały ochotę zobaczyć wszystko!
„Ja chcę zobaczyć, jak statki startują!” – zawołała Emilka, a Wojtek kiwnął powoli głową.
„A ja... chciałabym przetestować, czy ich jabłka smakują tak samo jak nasze!” – dodała Kaja i wszyscy parsknęli śmiechem.
Rozdział 3 – Czas na przygodę
Dzieci ruszyły za robotem po srebrnym chodniku. Ruchome schody uniosły ich w górę, aż do tarasu widokowego. Poniżej, statki startowały cicho, zostawiając za sobą smugi błękitnego światła.
Robot pokazał im pulpit sterowania czasem.
„Tutaj możecie zobaczyć, jak wygląda podróż w przyszłość i przeszłość. Ale pamiętajcie – każda podróż trwa tylko chwilę! Najważniejsze to być cierpliwym i nie naciskać przycisków bez pytania.”
Dzieci słuchały uważnie, ale pokusa była wielka. Na ekranie wyświetliła się scena: dzieci bawią się w tym samym porcie za sto lat.
„Widzicie? Technologia się zmienia, ale radość pozostaje ta sama!” – powiedział robot. „Chcecie wypróbować łódź?”
„Ja!” – krzyknęła Emilka i ruszyła pierwsza. Kaja pomogła jej wsiąść do środka, a Wojtek długo przyglądał się przyciskom.
„Najpierw musimy się dowiedzieć, jak wrócić!” – zastrzegł.
„Masz rację, Wojtku. Cierpliwość, pamiętasz?” – dodała Kaja.
Robot pochwalił ich za rozwagę.
„Bez obaw. Gdy skończycie przejażdżkę, poprowadzę was do domu.”
Przejażdżka była jak sen. Łódź sunęła miękko jak kąpielowa kaczka, a wielki ekran pokazywał panoramę miasta przyszłości: latające rowery, ruchome chodniki, lodziarnie z sorbetem w siedemnastu smakach.
„Chciałabym tu zostać na zawsze!” – uśmiechnęła się Emilka.
„Ale jak nie wrócimy, to nie znajdziemy naszego zegara!” – przypomniał Wojtek.
„Jeszcze chwileczkę, proszę!” – poprosiła Kaja, bo w przyszłości nawet jabłka smakowały jak marzenie.
Rozdział 4 – O mały krok od paradoksu
Gdy wysiedli z łodzi, ktoś w oddali trzymał znajomy zegar z wielkim pomarańczowym przyciskiem.
„To chyba nasz!” – zawołała Emilka.
Podbiegli bliżej. Osobą trzymającą zegar był... starszy chłopiec z piegami i czapką, którą Wojtek dobrze znał.
„Cześć, jestem... Wojtek z przyszłości” – powiedział z uśmiechem.
Dzieci aż zaniemówiły.
„To ja za kilka lat?” – Wojtek zakręcił się w miejscu.
Starszy Wojtek pokazał im zegar.
„Musicie wrócić – każda podróż w czasie kończy się wtedy, kiedy odwaga spotka się z cierpliwością. Ja też kiedyś miałem taką przygodę, a potem umiałem jeszcze bardziej czekać na dobre rzeczy.”
Emilka spojrzała na starszego Wojtka.
„A jak wrócimy?”
„Wystarczy, że naciśniecie przycisk i pomyślicie o domu. Ale tylko wtedy, gdy wszyscy jesteście gotowi.”
Kaja spojrzała na jabłko. Miała ochotę jeszcze trochę zostać... ale przypomniała sobie, że mama czeka na nią z szarlotką.
„Chyba czas wracać” – szepnęła.
„Dokładnie tak” – dodał Wojtek.
„Ale żegnamy się, a nie uciekamy!” – uśmiechnęła się Emilka i wszyscy pomachali robotowi i starszemu Wojtkowi.
„Do zobaczenia kiedyś!” – zawołał robot.
Rozdział 5 – Z powrotem w teraźniejszości
Gdy dzieci wcisnęły przycisk, wszystko zawirowało jak wtedy, gdy pierwszy raz dotknęli zegara… i nagle znów były w szkolnej sali od fizyki. Za oknem świeciło słońce, a zegar na ścianie wskazywał piętnastą dziesięć.
Kaja, Emilka i Wojtek spojrzeli na siebie i wszyscy poczuli, jakby minęło tylko kilka minut – choć tyle się wydarzyło!
Wojtek znalazł na biurku żółty post-it. Było tam napisane: „Dobrze wróciliście! Cierpliwość to klucz. Uśmiechajcie się i odkrywajcie świat!”
„To chyba nasz znak, że wszystko było naprawdę...” – szepnęła Emilka.
„Czy ja naprawdę spotkałem samego siebie?” – zastanawiał się Wojtek.
Kaja rozwinęła jabłko i podzieliła się z przyjaciółmi.
„Ciekawe, co jeszcze odkryjemy, jeśli tylko dostatecznie cierpliwie poczekamy na właściwy moment!”
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a za oknem chmury tworzyły właśnie kształt wielkiej rakiety.
Przygoda w Porcie Przyszłości na zawsze zostanie ich tajemnicą… ale najbardziej – przypomnieniem, że warto czasem poczekać na coś niezwykłego.