Rozdział 1: Dzień pełen radości
Był piękny, słoneczny poranek w małym, kolorowym miasteczku. Na końcu alei z wielkimi, zielonymi drzewami stał żółty domek z czerwonym dachem. W tym domku mieszkała Zosia. Dziś Zosia miała wielki dzień. Dziś była jej szósta rocznica urodzin!
Zosia była bardzo podekscytowana. Skakała po swoim pokoju na jednej nodze. „Mam dziś urodziny, mam dziś urodziny!” – powtarzała, wirując jak mały motylek. Mama Zosi już od rana szykowała tort. – Zosiu, pamiętaj, nie dotykaj jeszcze ciasta! – mówiła z uśmiechem. – Musi być niespodzianka!
Zosia wiedziała, że tort musi być niespodzianką. Czuła już słodki zapach czekolady. Wszędzie pachniało kakao i wiśniami. Zosia patrzyła przez okno na ogród. Słyszała śpiew ptaków i cichutkie, wesołe szczekanie psa sąsiadki, pani Halinki. W ogrodzie rosły stokrotki, a na płocie siedział rudy kot sąsiada.
– Dzisiaj będzie wspaniale – szepnęła Zosia do swojego ukochanego misia, który zawsze był przy niej. – Będą balony, zabawy i dużo śmiechu!
Zosia założyła swoją ulubioną sukienkę w różowe grochy i różowe buciki. Zawiązała na włosach kokardę, bo przecież to jej wielki dzień! Mama uśmiechnęła się do Zosi. – Jesteś gotowa na przygody, solenizantko?
Rozdział 2: Niespodzianki zza rogu
Zosia pobiegła do kuchni, bo poczuła, że coś się dzieje. W kuchni stał tata z wielkim, żółtym balonem. – Sto lat, Zosiu! – zaśpiewał tata głośno. – Sto lat, sto lat! – dołączyła mama. Zosia skakała z radości i śmiała się tak głośno, że aż pies sąsiadki przybiegł pod płot, szczekając.
Nagle do drzwi ktoś zapukał. Zosia od razu rozpoznała śmiech – to była jej najlepsza przyjaciółka, Ania. Ania przyszła z własnoręcznie zrobioną laurką. Na rysunku była Zosia, Ania, słońce i ogromny tort.
– Wszystkiego najlepszego! – zawołała Ania, ściskając Zosię mocno.
Wtedy pod domem rozległo się kolejne pukanie. To był pan Andrzej, sąsiad z naprzeciwka. Pan Andrzej był znany z tego, że zawsze miał nowe szalone pomysły. Tym razem miał ze sobą wielki, błękitny parasol i koszyk. – Zosieńko, mam tu coś specjalnego – powiedział tajemniczo. – Dziś wieje mocny wiatr, ale my się nie boimy!
Wszyscy wyszli na podwórko. Pan Andrzej rozłożył parasol i… z koszyka wyskoczyły kolorowe papierowe motyle! Motyle krążyły wokół Zosi, Ani, mamy i taty. – Ojejku! – wołała Zosia. – Ale niespodzianka! – Motylki przysiadały na sukience Zosi, na ramieniu taty i nawet na pyszczku misia.
Wtedy zza płotu wychyliła się pani Halinka z psem Lusią. – Zosiu, wszystkiego najlepszego! – wołała radośnie. – Lusia też chce cię uściskać! – Piesek Lusia podskakiwał i merdał ogonkiem, a Zosia głaskała ją delikatnie po głowie.
Rozdział 3: Wesoła parada przez miasteczko
Nagle mama Zosi powiedziała: – Zosiu, mamy jeszcze jedną niespodziankę! – Zosia spojrzała ciekawie na mamę i zobaczyła, że wszyscy mają w rękach baloniki. Wdrapała się na swoje dziecięce rowerko. – Wybieramy się na paradę przez miasteczko!
Wszyscy – Zosia, Ania, mama, tata, pan Andrzej, pani Halinka i piesek Lusia – ruszyli wesołą paradą przez uliczki. Zosia jechała na rowerze, Ania machała chorągiewką, a tata dmuchał w gwizdek. Pan Andrzej podskakiwał z parasolem, a motyle wciąż latały wokół nich.
Mieszkańcy miasteczka patrzyli przez okna. – Sto lat, Zosiu! – krzyczeli sąsiedzi, a dzieci z sąsiednich domów machały do parady. Parada była kolorowa, radosna i głośna. Było dużo śmiechu i wesołych piosenek.
Przy sklepie spożywczym czekała pani Zuzia, która zawsze miała cukierki. – Proszę, Zosiu, mała słodka niespodzianka! – powiedziała, wręczając Zosi cukierka w złotym papierku. Zosia podziękowała grzecznie i schowała cukierka na później, żeby podzielić się z Anią.
Gdy parada dotarła do parku, wszyscy usiedli na trawie. Mama wyjęła z torby soczki i ciasteczka. – Musimy się posilić przed kolejną niespodzianką! – powiedziała tajemniczo. Zosia piła sok i chrupała herbatnika, czując się bardzo szczęśliwa.
Rozdział 4: Wielki finał i wyjątkowy tort
Po chwili wrócili do domu. W salonie czekała już babcia z dziadkiem. Babcia przytuliła Zosię mocno. – Najlepszego, nasza Zosieńko! – powiedziała. – Rośniesz jak na drożdżach!
Wtedy tata zawołał: – Czas na tort! – Mama przyniosła piękny, wielki tort z czekoladową polewą i wiśniami na górze. Było sześć świeczek. Wszyscy zaśpiewali sto lat. Zosia zamknęła oczy, pomyślała o swoim marzeniu i zdmuchnęła świeczki.
Tort był cudowny – słodki i mięciutki. Zosia poczęstowała każdego kawałkiem. Ania, pan Andrzej, pani Halinka, mama, tata, babcia, dziadek i nawet Lusia dostali po małym kawałeczku (dla Lusi specjalny ciasteczek dla psów!).
Nagle mama powiedziała: – Mamy jeszcze ostatnią niespodziankę! – Wszyscy klaskali i wołali: Niespodzianka, niespodzianka! – Mama wyciągnęła wielką, kolorową paczkę. Zosia otworzyła ją powoli i… znalazła w niej mięciutkiego, białego króliczka pluszowego!
– Ojej, jaki śliczny! – piszczała Zosia. – Nazwę cię Puszek!
Wszyscy śmiali się, klaskali i przytulali się nawzajem. Zosia była bardzo szczęśliwa. Powiedziała: – To najpiękniejszy dzień w moim życiu! Lubię mieć urodziny z rodziną i przyjaciółmi. Lubię niespodzianki i śmiech. Lubię dzielić się radością!
Zosia wieczorem przytuliła swojego nowego Puszka i starego misia. – Dziękuję za wspaniały dzień – szepnęła. – Dziękuję za rodzinę, przyjaciół i sąsiadów.
Za oknem śpiewały ptaki, w kuchni mama sprzątała talerze, a w domu pachniało tortem i kakao. To były najlepsze urodziny na świecie!
I pamiętaj, mały czytelniku – urodziny są cudowne, gdy spędzasz je z tymi, których kochasz. Małe niespodzianki i duża życzliwość tworzą najpiękniejsze chwile!