W pewnym zaczarowanym królestwie mieszkała mała księżniczka o imieniu Zosia. Księżniczka Zosia uwielbiała biegać po zamkowym ogrodzie i śmiać się z psotnych wróżek, które bawiły się wśród kwiatów. Pewnego dnia, gdy słońce świeciło jasno, a ptaszki śpiewały wesoło, księżniczka Zosia spotkała wróżkę o imieniu Tinka.
„Zosiu, Zosiu!” – zawołała Tinka, machając małymi skrzydełkami. „Zagrajmy w zabawną grę!”
„Jaką grę?” – zapytała ciekawa Zosia, robiąc duże oczy.
„Zagrajmy w łapanie magicznych baniek!” – odpowiedziała Tinka i zamachała różdżką. Wokół nich zaczęły unosić się migoczące bańki.
Księżniczka Zosia biegała za bańkami, łapiąc je jedną po drugiej. Bańki pękały z delikatnym „puff!” i rozsypywały wokół śmieszne dźwięki, jakby ktoś śmiał się cichutko.
Każda bańka kryła w sobie coś nowego. Jedna zmieniła Zosi suknię w śmieszny strój klauna, inna sprawiła, że z kapelusza królewskiego wyskoczyły kolorowe papużki.
„Ha, ha!” – śmiała się Tinka, machając różdżką raz za razem, tworząc coraz to nowe niespodzianki.
Nagle jedna z baniek zaczęła tańczyć w powietrzu i uderzyła w Tinkę, zamieniając jej sukienkę w błyszczący, tęczowy płaszcz. Wszyscy, nawet Zosia, pokładali się ze śmiechu.
„Och, Tinko, wyglądasz naprawdę zabawnie!” – powiedziała Zosia, trzymając się za brzuch ze śmiechu.
Po chwili wszystkie bańki zniknęły, a Zosia usiadła obok Tinki na trawie.
„To była najlepsza zabawa!” – westchnęła szczęśliwa księżniczka.
„Pamiętaj Zosiu” – powiedziała Tinka z figlarnym uśmiechem – „zawsze warto się śmiać i bawić z przyjaciółmi.”
I tak w królestwie znów zapanował spokój i radość.