Rozpakowanie i pierwsza psota
Był świąteczny wieczór, a w domu pachniało cynamonem i pomarańczami. Ośmioletni Jaś siedział przy stole w swoim czerwonym sweterku i liczył kolorowe naklejki, które dostał od babci. Nagle jedna z naklejek zniknęła. "Gdzie się podziała moja gwiazdka?" — mruknął Jaś.
W tym momencie w kącie migotało coś małego i zielonego. Wyskoczył z pod choinki Figlarz Elf — malutki lutin farceur z kapeluszem za dużym na głowę i z oczami jak dwa migdały. "Ho-ho!" — zaśmiał się elf. "To tylko zabawa!"
Jaś podniósł brwi. "To ty wziąłeś moją naklejkę?" zapytał. Elf klasnął w ręce i zniknął pod bieżnikiem na stole. Kiedy Jaś podniósł bieżnik, naklejki nie było — ale pod nim leżał śmiech. Małe papierowe głosiki: "Bu!" i "Ha!" odbiły się od talerzy.
"Mam plan!" — powiedział Jaś, chociaż serce podskoczyło mu radośnie. Wiedział, że ten elf uwielbia psoty, ale też, że potrafi być pomocny. "Muszę ułożyć ścieżkę światła, żeby go znaleźć i poprosić o naklejkę z powrotem."
Ścieżka z lumignów
Jaś pobiegł do szuflady i wyjął małe światełka, które babcia nazywała lumignami. Były jak maleńkie lampki w słoiku. "Pomożesz mi?" — zapytał cicho, bo wiedział, że elf lubi, gdy robisz wszystko z odrobiną tajemnicy.
Elf wychylił się zza solniczki i udawał, że nic nie wie. "Ścieżka do... biura elfów?" — zasugerował figlarnie. Jaś ułożył lumigny od drzwi kuchni, przez dywan, aż do choinki. Światła migotały jak maleńkie gwiazdki. Gdy pierwszy lumign dotknął wybrzuszenia podbieżnika, usłyszeli cichy chichot.
"Chodź za mną!" — zawołał Jaś, a elf podskoczył, zostawiając po sobie poszarpane wstążeczki i jeden błyszczący guzik. Każda psota miała swoje ślady, ale lumigny prowadziły dalej, jak niewidzialna nić zdrowego rozsądku.
"Po co ci te światła?" — spytał elf nagle poważniej. "Żebyś mnie złapał?" Jaś uśmiechnął się. "Żebyśmy mogli rozmawiać, nie gonić się nawzajem. Kiedy wszystko świeci, łatwiej się uspokoić."
Opowieści przy świetle
Ścieżka doprowadziła ich do okna, gdzie tańczyły płatki śniegu. Elf usiadł na parapecie z nogami zwisającymi w powietrzu. "Opowiedz mi jedną twoją dobrą psotę" — poprosił Jaś. Elf zamyślił się i zaczął opowiadać o tym, jak kiedyś pomalował marchewki w kuchni reniferów na fioletowo. Renifery przez chwilę myślały, że zima przyszła wcześniej i zatańczyły w zupełnie innym rytmie.
Jaś roześmiał się do łez. "A ja raz schowałem pilot do telewizora w butach taty!" — dodał. Śmiech przetoczył się po domu i stał się jak ciepły koc.
Wtedy Jaś zauważył coś błyszczącego pod sofą. To była jego naklejka — ta, która zaginęła. "Mogę ją wziąć?" — zapytał niby nieśmiało. Elf pokiwał głową i podał naklejkę z takim teatralnym szeptem, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie.
"Najpierw zrobimy coś jeszcze" — powiedział Jaś. "Pójdziesz ze mną do kuchni i pomożesz ułożyć światełka przy talerzach. Zobaczysz, że kiedy wszystko jest spokojne, nawet psoty stają się miłe."
Wspólna kolacja i nauka cierpliwości
Przy stole rodzina siedziała jak na widowni małego przedstawienia. Lumigny rozświetliły talerze i sprawiły, że każdy kęs wyglądał jak małe słońce. Elf skakał z jednego talerza na drugi i porządkował serwetki, robiąc z nich maleńkie kapelusze dla pierogów. "To twoja nagroda" — powiedział Jaś do elfa. "Za to, że potrafisz rozśmieszyć, ale też za to, że potrafisz poczekać."
Kiedy tata odnalazł swoją śmieszną skarpetkę z reniferem, wszyscy zabrali się do rozmów i piosenek. Jaś zauważył, że dzięki lumignom i spokojowi, ludzie nie przestawali się uśmiechać, nawet gdy coś poszło nie tak. Elf siedział na krawędzi talerza i mrugał do niego tak, jakby chciał powiedzieć: "Cierpliwość to też zabawa."
"Przepraszam za zamieszanie" — szepnął elf. "Chciałem tylko, żebyście przestali spieszyć się w te święta. Gdy wszystko pędzi, nikt nie patrzy na drobiazgi."
Jaś objął elfa ramieniem. "Masz rację. Czasem trzeba zrobić psotę, żeby wszyscy usiedli i odetchnęli."
Pożegnanie i mała pamiątka
Gdy nadszedł wieczór, elfy zaczęły znikać w cieniu choinki. Jaś i elf stanęli przy drzwiach. "Czy wrócisz?" — spytał chłopiec. Elf wyjął z kieszonki mały, połyskujący guzik i podał go Jasiowi. "To guzik od mojej czapki. Kiedy go założysz, przypomnisz sobie, że psota może być miła, jeśli robi się ją z sercem."
Jaś przytulił elfa. "Do zobaczenia, przyjacielu. I mniej malowanych marchewek w kuchni reniferów, dobrze?"
Elf mrugnął i zniknął, ale w domu zostało ciepło i światło lumignów. Naklejka przyklejona była na miejscu, a guzik lśnił w pudełku z zabawkami. Jaś poszedł do łóżka z myślą, że nawet kiedy wszystko się kręci i spieszy, wystarczy jedna mała ścieżka ze świateł, by odnaleźć spokój. I że psoty — jeśli są zrobione z troską — potrafią nauczyć cierpliwości.