Rozdział 1: Tajemnicza zamiana dekoracji
Szymek obudził się wcześnie rano, jeszcze zanim słońce zdążyło rozświetlić śnieg za oknem. Przetarł oczy i zerknął na swój pokój. Coś tu nie grało! Gwiazdki, które wczoraj wieczorem powiesił z mamą na oknie, teraz wisiały na lampie. Bombki z choinki leżały na półce z książkami, a aniołek, który miał stać na szczycie drzewka, siedział na jego poduszce i patrzył na niego z figlarnym uśmiechem.
– Mamo! – zawołał Szymek, zbiegając po schodach do kuchni. – Ktoś poprzestawiał nasze dekoracje!
Mama spojrzała na niego ze zdziwieniem, mieszając kakao.
– Może kot? – zaproponowała, ale przecież kot był za mały, żeby dosięgnąć do lampy.
Szymek pokręcił głową. – To musiał być ktoś, kto bardzo lubi żarty!
Wtedy usłyszał cichy chichot, jakby spod stołu. Szymek przykucnął i zajrzał pod blat, ale zobaczył tylko okruchy po wczorajszym pierniku.
Cały dzień chłopiec szukał śladów tajemniczego żartownisia. Tu i tam znajdował ślady: odwrócone do góry nogami pierniczki, ślady małych bucików w mące rozsypanej na blacie i śmiesznie powieszone girlandy, które tworzyły napis „HO HO HOP”.
Wieczorem, gdy Szymek szykował się do snu, usłyszał cichutkie stukanie zza szafy. Wstał z łóżka i ostrożnie otworzył drzwi... Nic. Już miał wrócić do łóżka, gdy nagle zza pudełka z zabawkami wyskoczył mały, rudowłosy ludziki w pasiastych rajstopach. Miał zieloną czapkę z dzwoneczkiem i szeroki uśmiech od ucha do ucha.
– Cześć, Szymku! – powiedział ludziki. – Jestem Frycek, Lutin Farceur Świąteczny! To ja robiłem te wszystkie żarty!
Szymek aż usiadł z wrażenia na podłodze.
– Ale... dlaczego? – zapytał.
Frycek przewrócił się na plecy ze śmiechu i potoczył się pod łóżko. – Bo święta są po to, żeby się śmiać! – zawołał spod łóżka, a dzwoneczek na jego czapce dzwonił cichutko.
Rozdział 2: Poszukiwania lutina i jego żartów
Następnego ranka Szymek wiedział już, że w domu jest ktoś wyjątkowy. Chłopiec postanowił odnaleźć Frycka i zaprosić go do wspólnej zabawy. Najpierw jednak musiał znaleźć, gdzie tym razem ukrył się lutin.
Już przy śniadaniu czekała na niego niespodzianka: płatki śniadaniowe w kształcie reniferów, a mleko było... niebieskie! Mama tylko się uśmiechała, bo sama była zaskoczona.
– Magiczne śniadanie? – zapytał Szymek, patrząc w stronę kredensu.
W odpowiedzi usłyszał cichy śmiech dobiegający z wnętrza szafy na buty. Gdy Szymek otworzył drzwiczki, wypadła z nich cała sterta świątecznych skarpetek, a wśród nich... siedział Frycek, zawinięty w szalik z bombkami.
– Dzień dobry, Szymku! – zaśmiał się lutin. – Chcesz zobaczyć, co jeszcze potrafię?
Frycek podskoczył, a w powietrzu pojawiły się śnieżynki z papieru, które zatańczyły wokół Szymka. Chłopiec aż klasnął z zachwytu.
– Ale ty jesteś sprytny! – zawołał. – Może pomożesz mi przygotować dom na święta?
Frycek zrobił poważną minę i podrapał się po nosie.
– Hmmm... Ja wolę robić psikusy! Ale... jeśli wymyślisz coś naprawdę zabawnego, to może się zgodzę.
Szymek pomyślał chwilę, a potem zaproponował:
– A może zrobimy świąteczne dekoracje, które będą się ruszać i śmiać? Takie, które zaskoczą wszystkich gości!
Lutin aż podskoczył z radości.
– To jest pomysł! – zawołał. – Ale najpierw... musisz przejść próbę żartownisia!
Rozdział 3: Przygoda z próbą żartownisia
Szymek poczuł się jak bohater bajki. Frycek wyciągnął z kieszeni magiczną kartkę i przeczytał:
– „Aby zostać pomocnikiem lutina, musisz zrobić trzy świąteczne żarty: jeden dla mamy, jeden dla kota i jeden dla siebie!”
Chłopiec roześmiał się i pomyślał, że to będzie świetna zabawa.
Najpierw wymyślił żart dla mamy. Gdy mama weszła do kuchni, na stole czekał na nią piernikowy bałwanek, który – po dotknięciu – rozśmiewał się i śpiewał „Jingle Bells” głosem wiewiórki. Mama aż podskoczyła ze śmiechu.
– Szymku! Co za niespodzianka! – śmiała się, a Frycek ukradkiem mrugał do chłopca.
Następnie Szymek wymyślił żart dla kota. Przywiązał do kociej miski małą kokardkę z dzwoneczkiem, który dzwonił, gdy kot próbował zjeść karmę. Kot przez chwilę patrzył zdziwiony, ale potem zaczął gonić za dzwoneczkiem po całej kuchni. Szymek i Frycek śmiali się do łez, a kot wyglądał na całkiem zadowolonego z nowej zabawki.
Na koniec Szymek postanowił zrobić żart dla siebie. Włożył do swoich kapci cukierki, żeby rano znaleźć słodką niespodziankę. Gdy to zrobił, Frycek wręczył mu specjalną czapkę pomocnika lutina – była zielona, z czerwonym pomponem i świeciła jak choinka.
– Teraz jesteś oficjalnym pomocnikiem lutina! – ogłosił Frycek.
Szymek był bardzo dumny. Razem z Fryckiem zabrali się do pracy nad ruchomymi dekoracjami. Z papieru i sznurka zrobili gwiazdy, które tańczyły na wietrze, a z kolorowych światełek ułożyli napisy, które zmieniały się w zabawne hasła, jak „Wesołych Śmiechów!” i „Bombkowa Radość!”.
Rozdział 4: Magia świąt i nowe przyjaźnie
Dom Szymka wkrótce zamienił się w prawdziwą świąteczną krainę. Wszędzie wisiały śmieszne dekoracje, które poruszały się i śmiały, gdy tylko ktoś na nie spojrzał. Goście, którzy przychodzili w odwiedziny, nie mogli powstrzymać śmiechu. Nawet dziadek, który zwykle był bardzo poważny, roześmiał się, gdy zobaczył śpiewającą śnieżynkę na swoim kapeluszu.
Wieczorem, tuż przed wigilią, Szymek usiadł z Fryckiem przy choince. Lutin wyglądał na trochę smutnego.
– Co się stało, Frycku? – zapytał Szymek.
– Zawsze robię żarty, bo wtedy czuję się potrzebny – wyznał lutin cicho. – Nikt nie wie, że naprawdę chcę, żeby święta były radosne i wyjątkowe.
Szymek objął Frycka ramieniem.
– Wiesz, twoje żarty sprawiły, że te święta są najwspanialsze ze wszystkich. Nikt nie jest zły, wszyscy się cieszą. Może czasem warto pokazać, że żarty to też sposób na pomaganie.
Frycek uśmiechnął się szeroko i podskoczył na choince, aż zadzwoniły bombki.
– Dziękuję, Szymku! – zawołał. – Jesteś najlepszym przyjacielem lutina!
W tę noc, gdy wszyscy już spali, Szymek zobaczył przez okno małe ślady na śniegu. To Frycek odchodził do swojego magicznego świata, zostawiając za sobą ślady w kształcie serduszek.
Ale Szymek wiedział, że Frycek jeszcze wróci, bo gdziekolwiek pojawi się śmiech i radość, tam będzie też miejsce dla Lutina Farceura.
A święta w domu Szymka już na zawsze pozostały pełne magii, żartów i ciepła, które sprawiały, że każdy dzień był wyjątkowy jak najpiękniejszy prezent pod choinkę.