Rozdział 1: Odznaka, która zniknęła
W mieszkaniu Oli pachniało piernikami i pomarańczą. Na stole stały nożyczki, kolorowy papier i wstążki, a na kaloryferze suszyły się rękawiczki po lepieniu bałwana. Ola miała prawie siedem lat, a jej najlepsza koleżanka Maja też prawie siedem. Właśnie przyszła, trzymając w rękach małe pudełko z kokardką.
„To dla twojej mamy?” – zapytała Ola, zerkając ciekawie.
„Dla mamy i taty! W środku jest nasza odznaka pomocników Świętego Mikołaja!” – Maja mówiła szeptem, jakby to był wielki sekret. – „Pani w szkole powiedziała, że odznaka przynosi szczęście, kiedy się ją nosi podczas przygotowań do świąt.”
Ola aż podskoczyła. „Odznaka? Pokaż!”
Maja ostrożnie otworzyła pudełko. W środku leżała okrągła odznaka z błyszczącą gwiazdką i napisem: „Pomocnik – Uśmiech i Dobro”. Dziewczynki zrobiły wielkie oczy.
„Ale piękna…” – westchnęła Ola. – „Założymy ją na zmianę?”
„Tak! Dzisiaj ty, jutro ja. I będziemy robiły dobre rzeczy!” – Maja kiwnęła głową tak poważnie, jakby właśnie podpisała ważną umowę.
W tej samej chwili coś zaszeleściło pod choinką, która dopiero czekała w kącie na ubranie. Dziewczynki spojrzały na siebie.
„Masz kota?” – szepnęła Maja.
„Nie…” – Ola ściszyła głos. – „Ale czasem… czasem tu się dzieją dziwne rzeczy, kiedy jest grudzień.”
Zza pudełka z lampkami wystawiła się mała czapka z dzwoneczkiem. Potem pojawiła się ruda czupryna i dwa wesołe oczy. To był skrzat świąteczny, taki jak z opowieści: w zielonym kubraczku, z czerwonym nosem od śmiechu i butami zakręconymi na czubkach.
„Ho, ho… a raczej hi, hi!” – zachichotał. – „Jestem Figiel. Lubię święta i… malutkie zamieszanie.”
„Prawdziwy skrzat!” – Maja aż usiadła z wrażenia. – „Ty tu mieszkasz?”
„Ja? Ja tylko wpadam, kiedy w powietrzu lata zapach piernika.” Figiel ukłonił się przesadnie. – „A co to za błyskotka?”
Ola szybko zasłoniła odznakę dłonią. „To odznaka pomocników. Bardzo ważna!”
„Ooo, ważna!” – Figiel wyszczerzył zęby. – „Ważne rzeczy lubią się… chować.”
„Nie chowaj!” – powiedziały dziewczynki jednocześnie.
Skrzat zrobił minę niewiniątka. „Ja? Przecież ja tylko patrzę…”
Ola postawiła pudełko na stole, a odznakę przypięła do swojego swetra. Była dumna, jakby nagle dostała supermoc.
Wtedy dzwoneczek na czapce Figla zadzwonił: ding-ding! Skrzat podskoczył jak piłeczka, zrobił fikołka i… kichnął.
„Apsik! Brokat w nosie!” – jęknął.
Dziewczynki zachichotały. W tym śmiechu było coś ciepłego, jak koc.
Gdy Ola na chwilę odwróciła się, by podać Mai kubek kakao, Figiel zniknął jak cień. I w tej samej chwili odznaka… nie była już na swetrze.
Ola dotknęła piersi, potem swetra, potem spojrzała na stół.
„Maja… odznaka!”
„Nie ma!” – Maja wstała. – „O nie! Figiel!”
Z kuchni dobiegł cichutki chichot, jakby ktoś łaskotał łyżkę.
„Skrzacie Figlu!” – zawołała Ola. – „Oddaj!”
Zza zasłony wychyliła się mała głowa. „Oddam, oddam… tylko najpierw mała przygoda! Bo odznaka to nie tylko błysk. To zadanie.”
„Jakie zadanie?” – Maja skrzyżowała ręce. Nie była zła, raczej bardzo, bardzo zdecydowana.
Figiel wysunął się na dywan i ukłonił. „W domu obok, u pani Celiny, zgasły świąteczne lampki w oknie. Smutno jej. A bez lampek… piosenki brzmią ciszej. Jeśli pomożecie przywrócić świąteczny blask, odznaka wróci. Słowo skrzata!”
Ola i Maja spojrzały na siebie. Pomóc pani Celinie? To brzmiało jak coś dla pomocników.
„Dobrze” – powiedziała Ola. – „Ale razem. I bez straszenia.”
„Bez straszenia, tylko rozśmieszanie!” – Figiel przyłożył palec do nosa. – „Chodźcie, zanim pierniki ostygną.”
Rozdział 2: Lampki, wstążki i śmiech w windzie
Na klatce schodowej pachniało zimą i czyimś barszczem. Figiel biegł przodem, ale tak cicho, jakby był listkiem. Dziewczynki szły za nim w kurtkach, czapkach i szalikach, które łaskotały w policzki.
„A skąd wiesz o pani Celinie?” – zapytała Maja.
„Skrzaty wiedzą wiele rzeczy.” Figiel mrugnął. – „Na przykład, że winda w tym bloku lubi żarty.”
„Winda?” – Ola spojrzała na drzwi windy.
Weszli do środka. Figiel nacisnął guzik i nagle z głośniczka popłynęło: „Ding! Uwaga, jedziemy do krainy skarpetek!”
„Co?!” – Maja wybuchnęła śmiechem. – „To ty?”
Figiel wzruszył ramionami. „Winda po prostu… ma nastrój.”
Drzwi otworzyły się na piętrze pani Celiny. Z mieszkania dochodziło ciche radio, ale bez wesołych dźwięków lampek w oknie jakoś mniej świątecznie.
Ola zapukała. Po chwili otworzyła starsza pani w miękkim swetrze, z włosami jak srebrna wata cukrowa.
„Olu? Maju? Co wy tu robicie, kochane?” – zapytała serdecznie.
„Chcemy pomóc!” – powiedziała Ola. – „Słyszeliśmy, że lampki nie świecą.”
Pani Celina westchnęła. „Ach, tak. Wczoraj świeciły pięknie, a dziś… nic. Próbowałam, ale palce mi już nie takie zręczne.”
Figiel stał za dziewczynkami i robił miny, jakby był bardzo poważnym elektrykiem. Potem wyjął z kieszeni miniaturową lupę, którą chyba pożyczył od mrówki.
„Najpierw sprawdzimy wtyczkę!” – powiedziała Maja, jakby była kapitanem.
Lampki leżały na parapecie. Wtyczka była w gniazdku, ale kabelek był lekko poluzowany.
„O! Tu!” – Ola delikatnie docisnęła.
I nagle: pyk! W oknie zapaliły się światełka. Małe, ciepłe, złote.
„Ojej!” – pani Celina klasnęła w dłonie. – „Jakie wy mądre! Dziękuję!”
Figiel szybko przeskoczył na parapet i szepnął do lampek: „Świećcie tak, żeby aż serca się uśmiechały.” Lampki mrugnęły, jakby go słyszały.
„A teraz herbata?” – zaproponowała pani Celina. – „Mam też kruche ciasteczka.”
Dziewczynki usiadły przy stole. Figiel oczywiście też, tylko na spodku, bo tam było wygodnie i blisko cukru.
„Pani Celino” – powiedziała Maja – „czy pani potrzebuje jeszcze czegoś na święta?”
Starsza pani zamyśliła się. „Właściwie… mam w szafie pudełko z ozdobami. Ciężkie. Chciałam je wyjąć, ale trochę się boję, że spadnie.”
Ola już wstała. „Pomożemy!”
Dziewczynki ostrożnie zdjęły pudełko z wysokiej półki. W środku były bombki, łańcuchy i aniołki. Jeden aniołek miał urwane skrzydełko.
„Ojej, biedny” – szepnęła Ola.
Figiel chwycił złotą wstążkę i zwinął ją w pętelkę. „Da się naprawić. Skrzydełka czasem potrzebują… kokardek.”
Maja przytrzymała aniołka, Ola przewiązała wstążkę, a Figiel dodał maleńki guzik jak gwiazdkę. Aniołek wyglądał, jakby właśnie wymyślił nowy taniec.
„Jesteście cudowne” – powiedziała pani Celina, a w oczach miała takie ciepło, jak w piekarniku, gdy rosną pierniki. – „Wiecie co? Zróbmy razem jedną ozdobę więcej. Dla kogoś, kto jej nie ma.”
„Dla kogo?” – zapytała Maja.
„Dla dzieci z sąsiedztwa, które jutro będą w świetlicy. Mogę zanieść im małe paczuszki, ale nie wiem, czy zdążę je przygotować sama.”
Figiel chrupnął okruszek i udawał, że to trąbka. „Słyszycie? To dźwięk… wielkiej dobroci!”
Ola i Maja spojrzały na siebie. To była przygoda, ale nie tylko o odznace. To było jak gra, w której każdy wygrywa.
„Zrobimy paczuszki!” – zawołały.
Rozdział 3: Tajne warsztaty i zagadki Figla
Wrócili do mieszkania Oli z pudełkiem papieru, wstążek i kilkoma ozdobami od pani Celiny. Figiel leciał obok nich, udając, że jest płatkiem śniegu: raz w prawo, raz w lewo, i zawsze trochę krzywo.
W pokoju zrobiły „tajne warsztaty”. Na podłodze rozłożyły papier, kredki, naklejki w kształcie gwiazd i małe torebki.
„Zrobimy po trzy paczuszki!” – zaproponowała Maja. – „W każdej: pierniczek, karteczka i mała ozdoba.”
„I miłe słowo!” – dodała Ola. – „Bo miłe słowa nie zajmują miejsca, a robią dużo.”
Figiel usiadł na rolce taśmy i westchnął teatralnie. „Ach, miłe słowa… Ja czasem chowam rzeczy, ale miłych słów nie chowam nigdy. One muszą latać.”
„To oddaj odznakę” – przypomniała Maja, mrużąc oczy.
Figiel udawał, że nie słyszy. „Czy ktoś widział moje wyobrażone wąsy? Zgubiłem je w powietrzu.”
Ola parsknęła śmiechem. „Figlu, serio. Gdzie jest odznaka?”
Skrzat zsunął się z taśmy i zrobił poważną minę. „Odznaka jest tam, gdzie jest prawdziwy sens pomagania.”
„Czyli gdzie?” – Maja oparła ręce na biodrach.
„Zagadka!” – Figiel klasnął. – „Posłuchajcie: Tam, gdzie ciepło świeci, choć nie jest lampką. Tam, gdzie dzwoni, choć nie jest dzwonkiem. Tam, gdzie rośnie, choć nie jest drzewkiem.”
Ola i Maja spojrzały po pokoju. Ciepło… dzwoni… rośnie…
„To… serce?” – zgadła Ola niepewnie.
Figiel rozpromienił się. „Bingo! A gdzie jest serce tej historii? W waszych paczuszkach.”
Maja skrzywiła się, ale już bez złości. „Czyli odznaka jest… w paczuszce?”
„Może.” Figiel mrugnął. – „Ale którą wybierzecie? Trzeba zaufać.”
Dziewczynki zaczęły działać. Ola rysowała na karteczkach małe choinki i pisała: „Wesołych Świąt! Jesteś ważny.” Maja przyklejała gwiazdki i pisała: „Niech ci będzie ciepło w środku.” Figiel maczał pędzelek w kleju i robił kropki brokatu, jakby siał zimowe iskierki.
Nagle Figiel podmienił kredkę Mai na kredkę, która pisała tylko śmiechem. Maja zaczęła rysować, a zamiast linii wyskakiwały małe „ha-ha” i „hi-hi”.
„Ej!” – Maja wybuchnęła śmiechem. – „To nie jest poważne!”
„Jest poważnie śmieszne!” – Figiel poturlał się po dywanie.
Ola uspokoiła Maję: „To dobrze. Dzieci w świetlicy też się pośmieją.”
Po godzinie paczuszki stały w równym rządku jak mali żołnierze, tylko dużo milsi. Każda miała wstążkę i maleńką ozdobę: aniołka, gwiazdkę albo papierową śnieżynkę.
„No dobrze” – powiedziała Maja, oglądając paczuszki. – „Która ma odznakę?”
Figiel podskoczył. „Nie wybierajcie oczami. Wybierzcie myślą o kimś innym.”
Dziewczynki zamilkły. Pomyślały o dzieciach, które jutro dostaną paczuszki. O tym, że ktoś może być nowy, nieśmiały, albo smutny. Ola wzięła jedną paczuszkę z aniołkiem z kokardką.
„Ta” – powiedziała cicho. – „Dla kogoś, kto potrzebuje skrzydełka.”
Maja wybrała paczuszkę z największą gwiazdką. „A ta dla kogoś, kto jeszcze nie wie, że świeci.”
Figiel spojrzał na nie tak, jakby nagle zrobiło mu się miękko w środku. „No to czas na finał.”
Rozdział 4: Odznaka wraca, a święta robią się większe
Następnego dnia dziewczynki poszły z panią Celiną do świetlicy. Na dworze śnieg skrzypiał jak cukier, a powietrze było ostre, ale wesołe. Figiel oczywiście szedł z nimi, ukryty w kapturze Oli. Co chwilę wystawiał czapkę i udawał, że jest anteną do łapania kolęd.
W świetlicy było głośno i kolorowo. Dzieci rysowały, grały w gry i budowały papierowe łańcuchy. Pani, która tam pracowała, uśmiechnęła się na widok paczuszek.
„O, jakie piękne! Dziękujemy, pani Celino!” – powiedziała.
„To też zasługa Oli i Mai” – odparła pani Celina.
Ola i Maja rozdawały paczuszki. Nie wiedziały, komu trafi ta z aniołkiem i ta z gwiazdką, ale to było w tym najfajniejsze. Jak niespodzianka, która jest dobra.
Chłopiec w zielonej bluzie otworzył paczuszkę z aniołkiem. Zobaczył ozdobę i karteczkę: „Masz skrzydełko. Nawet jeśli go nie widać.” Przeczytał, a potem uśmiechnął się tak szeroko, że aż policzki mu się zrobiły czerwone.
Dziewczynka w różowej czapce dostała paczuszkę z wielką gwiazdką. Gdy ją rozwiązała, coś błysnęło dodatkowo. Mała odznaka. Ta odznaka.
„O!” – zawołała dziewczynka. – „Patrzcie, jaka super!”
Ola i Maja podeszły. Dziewczynka przypięła odznakę do swetra i powiedziała: „Dzisiaj ja będę pomocnikiem. Zrobię komuś herbatę!”
Maja spojrzała na Olę. Ola spojrzała na Maję. I obie naraz zrozumiały.
„Figiel…” – szepnęła Ola, zaglądając do kaptura.
Skrzat siedział tam jak królik w kapeluszu i udawał, że nic nie wie. „Co? Ja tylko… testowałem dobroć.”
Maja ukucnęła obok niego. „Ty nie chciałeś ukraść odznaki na zawsze.”
Figiel poruszył dzwoneczkiem. „Ja chciałem, żeby odznaka przestała być tylko wasza. Bo dobroć nie lubi stać w pudełku.”
Ola pogładziła go po czapce. „Ale mogłeś powiedzieć.”
„Gdybym powiedział, nie byłoby zagadki. A bez zagadki… śmiech mniej skacze.” Figiel uśmiechnął się łobuzersko. – „Poza tym, zobaczcie. Teraz odznaka jest u kogoś, kto jej potrzebuje. A wy i tak jesteście pomocnikami. Bez przypinki.”
Maja westchnęła, ale to był miły westch. „To prawda.”
Kiedy wróciły do domu, w ich kieszeniach szurały okruszki pierników, a w głowach dźwięczały śmiechy z świetlicy. Figiel szedł obok nich, nucąc cichą melodię, która brzmiała jak płatki śniegu spadające na parapet.
„Figlu” – zapytała Ola – „a co teraz schowasz?”
Skrzat podniósł palec. „Tylko jedną rzecz. Wasze zmęczenie. Hop!” Udawał, że łapie je do kieszeni.
Maja roześmiała się. „To poproszę jeszcze, żebyś schował moją niecierpliwość.”
„Z przyjemnością. Ale uważaj: czasem niecierpliwość jest jak dzwonek. Przypomina, że coś ci zależy.” Figiel mrugnął.
W domu mama Oli zauważyła, że dziewczynki są jakieś jaśniejsze.
„Co wy dziś robiłyście?” – zapytała.
Ola i Maja spojrzały na siebie, a potem powiedziały niemal równocześnie: „Pomagałyśmy, śmiałyśmy się i robiłyśmy święta większe.”
Mama uśmiechnęła się i przytuliła je mocno. A gdzieś pod choinką, między pudełkiem z lampkami a papierem do pakowania, Figiel przykleił małą karteczkę:
„Uwaga! Tu mieszka dobroć. Czasem się chowa, ale zawsze wraca.”
Tego wieczoru, gdy na dworze wiatr śpiewał cicho, a w kuchni stygnęły pierniki, Ola i Maja poczuły, że w ich sercach świecą lampki. Nie na baterie. Na życzliwość. A Figiel? Figiel już planował kolejną psotę. Taką, po której komuś zrobi się cieplej.