Trwa ładowanie...
Opowieść o Świątecznym Psotniku 7-8 lat Czytanie 14 min.

Tabliczka „Tędy” i świąteczne psoty skrzata

Hania odkrywa tajemnicze tabliczki „TĘDY” i ślady brokatu prowadzące ją przez serię świątecznych psotów; każdy kolejny znak kryje nową niespodziankę.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Ośmioletnia dziewczynka, brązowe włosy w boba z niesforną grzywką, okrągła twarz i piegi, zachwycony wzrok i figlarne uśmiechnięcie, w czerwono-białej piżamie w paski i niepasującej grubej skarpecie, przykucnięta przy małym mostku z patyczków, sięgająca do kartonowego pudełka z małym okienkiem i etykietą TĘDY; maleńki psotny skrzat (chłopiec) wielkości jabłka w czerwonym spiczastym czapeczce i wycioranym zielonym płaszczu, trzymający błyszczący cukierek i wahający się przed wejściem; dorosły kot tygrysik w szarej sierści, półzamknięte oczy, rozluźniony na kanapie, patrzący z szyderczym wyrazem; ciepły świąteczny salon z kremowym dywanem, gęstą choinką z żółtymi girlandami, czerwonymi bombkami i migającymi światełkami, papierowymi girlandami, półkami z książkami i oszronionym oknem, na podłodze złote brokatowe ślady tworzące strzałkę; scena czuła i zabawna — dziewczynka i skrzat sprawdzają „puce” — pudełko-pułapkę przemienione w słodkie zaproszenie — przy ciepłym świetle lampek świątecznych, przytulna atmosfera, ciepłe kolory, wyraźne kontury i czytelne wyrazy twarzy dla dzieci. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Tabliczka „tędy” i ślady brokatu

W mieszkaniu Hani pachniało piernikami tak mocno, że nawet skarpety przy kaloryferze udawały, że są ciasteczkami. Dziewczynka miała osiem lat i talent do zauważania rzeczy, które umykają dorosłym: krzywo wiszącej bombki, mrugającej lampki i… podejrzanie świeżego śladu brokatu na parapecie.

Tego ranka Hania wstała wcześniej niż budzik. Nie dlatego, że była wyjątkowo pracowita, tylko dlatego, że kot Fistaszek postanowił ćwiczyć taniec brzucha na jej kołdrze. Gdy wreszcie dotarła do salonu, zobaczyła coś, czego wczoraj na pewno nie było: małą tabliczkę z napisem „TĘDY” i strzałką. Strzałka była namalowana na czerwono i wyglądała, jakby ktoś ją zrobił w pośpiechu… albo w wielkiej radości.

Obok tabliczki leżała wstążka, zawinięta w śmieszną ósemkę, a na dywanie układały się drobne kropeczki brokatu, jak miniaturowe gwiazdy. Hania nachyliła się i powąchała powietrze.

To nie był zapach pierników. To był zapach… cukierków.

„Fistaszek, widziałeś to?” — szepnęła, chociaż kot udawał, że jest ważnym dywanem i nie rozmawia z ludźmi przed śniadaniem.

Hania przypomniała sobie opowieści mamy o Świątecznym Skrzacie Psotniku, który w grudniu potrafi przestawiać rzeczy, ukrywać łyżeczki i robić z rolek po papierze toaletowym rakiety. Zawsze jednak robił to tak, żeby nikomu nie było przykro. W domu Hani przez cały tydzień ginęły gumki do włosów, a wczoraj ktoś ułożył mandarynki w kształt uśmiechu.

Strzałka na tabliczce „TĘDY” wskazywała na korytarz.

Hania ruszyła ostrożnie, jak odkrywca w kapciach. W korytarzu strzałka prowadziła dalej, prosto do kuchni. Tam, na stole, stała miska z jabłkami. A na jabłkach leżała karteczka: „NIE TU”. Pod spodem ktoś dorysował mały nos i okulary.

Hania zachichotała. Skrzat był nie tylko psotny, ale i stanowczy.

Na podłodze pojawiła się druga tabliczka: „TĘDY”. Tym razem strzałka celowała w drzwi do spiżarki. Hania otworzyła je i… zobaczyła, że słoik z miodem ma na sobie czapeczkę z folii aluminiowej. Wyglądał jak kosmonauta. Obok stał mały papierowy statek z napisem „Miód-1”.

„Dobra, Skrzacie. Chcesz zabawy? Będzie zabawa” — mruknęła Hania do siebie, ale w jej głosie było więcej rozbawienia niż złości.

W głębi spiżarki zauważyła kolejną strzałkę i wąską ścieżkę brokatu prowadzącą do salonu, a potem do choinki. Tuż pod choinką stało malutkie pudełeczko owinięte zieloną wstążką. Na nim naklejka: „TĘDY, ALE Z GŁOWĄ”.

Hania usiadła na dywanie, jakby choinka była wielką, migoczącą nauczycielką. Otworzyła pudełko. W środku nie było zabawki ani czekolady. Był… papierowy plan.

Plan przedstawiał prosty rysunek: tabliczka „TĘDY”, potem kilka kropek, potem uśmiechnięta buźka i na końcu cukierek.

Hania spojrzała na choinkę. Lampki mrugnęły tak, jakby mówiły: no, dalej.

Zza firanki coś cichutko stuknęło. Hania odwróciła głowę i zobaczyła… tylko falującą zasłonę. Ale brokat na podłodze pojawił się nagle w nowym miejscu, układając się w kolejną strzałkę.

Skrzat Psotnik był w pobliżu. I ewidentnie chciał, żeby Hania postawiła tabliczkę „TĘDY” gdzieś konkretnie.

Tylko gdzie?

Rozdział 2: Wędrówka za strzałką i łagodne psikusy

Strzałki prowadziły Hanię jak ciepłe ślady na śniegu. Najpierw do półki z książkami, gdzie atlas świata leżał otwarty na stronie z biegunem. Na nim ktoś położył miniaturową marchewkę z plasteliny i napis: „NIE DLA BAŁWANA, DLA CIEBIE”.

Potem do łazienki, gdzie szczoteczki do zębów stały w równym rządku, jak małe żołnierzyki. Jedna z nich miała na główce piankową koronę. Obok karteczka: „KRÓL SZCZOTKA. PODDANI, MYĆ ZĘBY!”

Hania parsknęła śmiechem tak mocno, że aż jej brzuch zrobił fikołek. „To musi być skrzat” — pomyślała. Nikt inny nie koronuje szczoteczek.

W końcu tabliczki doprowadziły ją do drzwi balkonowych. Na szybie ktoś palcem narysował serce, a w środku strzałkę i słowo „TĘDY”. Hania przytuliła policzek do chłodnego szkła. Na zewnątrz leżał śnieg, miękki jak bita śmietana. Na balkonie stała doniczka z małą jodełką w czerwonej osłonce, a obok niej… drewniana klamerka z przyczepioną flagą z papieru: „META?”

Hania wyszła na balkon w kurtce narzuconej na piżamę. Śnieg skrzypiał pod jej kapciami, jakby opowiadał dowcipy. W doniczce w śniegu ktoś ułożył malutkie schodki z patyczków po lodach. Na końcu schodków stała tabliczka „TĘDY”, a pod nią maleńki ślad, jakby ktoś w butach wielkości orzecha włoskiego przeszedł w kółko.

„Skrzacie, nie biegaj po moich kapciach, bo się obrażą” — powiedziała Hania do powietrza.

W odpowiedzi z góry spadł płatek śniegu prosto na jej nos. A potem jeszcze jeden. Jakby ktoś celował bardzo delikatnie.

Hania wróciła do środka, bo nos zaczynał jej śpiewać zimową piosenkę. Usiadła przy stole i rozłożyła papierowy plan z pudełka. Tabliczka „TĘDY” miała być postawiona. Ale plan nie mówił gdzie. Za to obok narysowane były nożyczki, taśma, kubek i… cukierek.

„Chcesz, żebym zrobiła jakiś podstęp?” — Hania zmrużyła oczy. — „Ale nie taki straszny, tylko… symboliczny?”

W kuchni znalazła papier kolorowy, sznurek i pudełko po herbacie. Zajrzała do szuflady i od razu wypadły z niej trzy łyżeczki. Jedna miała na sobie naklejone dwa oczka. Łyżeczka wyglądała, jakby się zdziwiła, że jest łyżeczką.

Hania położyła łyżeczkę na blacie. „Zostań tu i pilnuj porządku” — szepnęła. Łyżeczka oczywiście nie odpowiedziała, ale Hania miała wrażenie, że jest dumna.

Wtedy zauważyła coś jeszcze: na lodówce wisiała nowa kartka, której Hania nie pamiętała. Ktoś napisał krzywymi literami: „PUŁAPKA, ALE MIŁA. W NAGRODĘ: WSPÓŁPRACA.”

Hania przełknęła śmiech. Skrzat nie chciał złapać się jak mysz w klatkę. On chciał zabawy, w której wygrywa się razem.

I wtedy Hania zrozumiała, że tabliczka „TĘDY” ma być zaproszeniem, a nie rozkazem. Tylko trzeba ją postawić tak, żeby skrzat sam chciał za nią pójść.

Rozdział 3: Pułapka-cukierek i most z życzliwości

Hania postanowiła zbudować pułapkę, która nie łapie, tylko częstuje. Wzięła pudełko po herbacie i wycięła w nim okienko. Nad okienkiem przykleiła napis: „WEJDŹ, JEŚLI LUBISZ ŚMIECH”. W środku położyła jeden cukierek w błyszczącym papierku. Nie największy z paczki, bo nie chodziło o chciwość. Chodziło o gest.

Z patyczków po lodach zrobiła mały mostek prowadzący do pudełka. Na końcu mostku postawiła tabliczkę „TĘDY”. Strzałka wskazywała prosto na okienko.

Żeby było śmieszniej, Hania ustawiła obok dwie figurki z klocków: jedną udającą strażnika, drugą udającą kucharza. Strażnik miał czapkę z papieru, a kucharz trzymał miniaturową chochlę z wykałaczki. Wyglądali jak dwójka, która woli śmiać się niż pilnować.

Hania przyglądała się swojemu dziełu i coś jej nie pasowało. Pułapka była miła, ale… samotna. Skrzat miał dostać cukierek, a Hania co? Tylko patrzeć?

Wtedy przyszła jej do głowy myśl: pułapka powinna działać tylko wtedy, gdy ktoś pomoże. Jak gra, w której jedna osoba trzyma drzwi, a druga wnosi prezent.

Hania poszła do pokoju rodziców. Mama składała serwetki w kształt choinek. Tata walczył z lampkami, które zawsze mają własne zdanie.

„Mamo, tato, możecie mi pomóc w jednej świątecznej sprawie?” — zapytała Hania.

„Jeśli to nie jest wnoszenie choinki na dach, to tak” — odpowiedział tata, rozplątując kabel jak węża, który udaje makaron.

Hania nie chciała za dużo tłumaczyć, bo psikus działa najlepiej, gdy jest trochę tajemnicy. Poprosiła mamę o wstążkę, tatę o klamerkę i oboje o… poważne miny przez pięć sekund. Udało im się tylko na trzy, bo mama zaczęła chichotać.

W salonie Hania przywiązała wstążkę do klamerki, a klamerkę do małej karteczki: „DZIĘKUJĘ”. Karteczkę zawiesiła nad okienkiem pudełka. Z boku zrobiła prosty mechanizm: gdy ktoś wejdzie po cukierek, wstążka lekko się napnie i karteczka opadnie, jakby kłaniała się w powietrzu.

„To jest pułapka na… grzeczność” — powiedziała Hania do Fistaszka. Kot ziewnął, jakby właśnie ocenił projekt na szóstkę, ale nie chciał się przyznać.

Wieczorem, gdy w domu zrobiło się cicho, Hania zgasiła główne światło, zostawiając tylko lampki choinkowe. Usiadła z kocem i czekała. Nie jak łowca, tylko jak gospodyni, która czeka na gościa.

Coś zaszeleściło pod stołem. Potem cichutko drgnęła bombka. W powietrzu zamigotał brokat, jakby ktoś rozsypał gwiazdy z kieszeni.

Hania udawała, że czyta książkę, ale widziała kątem oka malutką postać w czerwonej czapce. Skrzat Psotnik był niewielki, sprytny i wyglądał, jakby zawsze miał w głowie dowcip. Poruszał się szybko, a jego buty zostawiały na dywanie ślady jak okruszki.

Skrzat zatrzymał się przy tabliczce „TĘDY”. Przechylił głowę, jakby czytał strzałkę bardzo uważnie. Potem popatrzył na Hanię. A Hania popatrzyła na niego tak, jak się patrzy na kogoś, kto przyniósł śmiech do domu.

Skrzat podszedł do mostku z patyczków. Zrobił jeden krok, potem drugi. Mostek ani nie skrzypnął, ani nie uciekł. Kiedy skrzat wsunął rękę do okienka po cukierek, wstążka się poruszyła, a karteczka „DZIĘKUJĘ” opadła jak mały ukłon.

Skrzat aż przystanął, z cukierkiem w dłoni, i spojrzał na karteczkę. Wyglądał na zaskoczonego… i rozbawionego. Z kieszeni wyjął mikroskopijny ołówek i dopisał pod spodem: „PROSZĘ”.

Hania poczuła, jak w środku robi jej się ciepło, jakby połknęła małą lampkę choinkową (na szczęście bez kabla).

„Widzisz?” — szepnęła prawie bezgłośnie. — „To działa.”

Skrzat wskazał palcem na mostek, potem na Hanię, a potem zrobił gest, jakby dwie osoby miały razem nieść duży prezent. Hania zrozumiała: to nie była pułapka na skrzata. To była pułapka na samotne psoty. Żeby psikus był naprawdę świąteczny, musi kończyć się wspólnym śmiechem.

Rozdział 4: Psikus, który uczy, i tabliczka na właściwym miejscu

Następnego dnia rano Hania znalazła na stole nowy zestaw karteczek. Jedna miała napis „TĘDY”, druga „TAMTĘDY”, trzecia „MOŻE TĘDY?” i czwarta „ZAPYTAJ KOGOŚ”. Na każdej mały rysunek: dzwonek, gwiazdka, rękawiczka i serce.

Hania zrozumiała, że skrzat nie chce tylko mieszać. On chce, żeby ludzie się dogadywali, prosili o pomoc i dawali ją bez wyścigu. Żeby zamiast „ja pierwszy!” było „chodź ze mną”.

W domu trwały przygotowania do Wigilii. Tata znów walczył z lampkami, mama krążyła z miską maku, a babcia opowiadała, że kiedyś pierogi same uciekały z talerza (Hania podejrzewała skrzata). Hania postanowiła włączyć wszystkich do gry.

Rozdała karteczki. Tata dostał „ZAPYTAJ KOGOŚ”, mama „MOŻE TĘDY?”, babcia „TAMTĘDY”, a sobie zostawiła klasyczne „TĘDY”.

„Co to jest?” — zapytała babcia, ale w jej oczach czaił się śmiech.

„Świąteczna mapa, ale taka, co działa tylko zespołowo” — odpowiedziała Hania.

Ustalili zadanie: znaleźć najlepsze miejsce na tabliczkę „TĘDY”, taką prawdziwą, główną, od skrzata. Miała prowadzić nie do spiżarki ani do brokatu, tylko do czegoś, co łączy.

Tata zaproponował, żeby tabliczka prowadziła do skrzynki z narzędziami, bo tam zawsze jest potrzebna współpraca. Mama powiedziała, że do kuchni, bo tam najwięcej się dzieje razem. Babcia chciała, żeby do fotela, bo w fotelu mieszka opowieść.

Hania patrzyła na nich i widziała, że skrzat już wygrał. Nikt nie kłócił się o rację. Każdy dopowiadał coś swojego, a reszta słuchała.

Wtedy Hania zobaczyła Fistaszka, który próbował wskoczyć na parapet, ale był za śliski od… no tak, brokatu. Kot ślizgał się jak na lodowisku, jednak wyglądał bardziej na artystę niż na ofiarę.

Hania szybko wytarła parapet chusteczką, żeby nikt się nie przewrócił. „Psikus psikusami, ale bezpieczeństwo ważne” — pomyślała. I właśnie to też było o współpracy: skrzat robi śmiesznie, ludzie dbają, by było dobrze.

Wreszcie wszyscy zgodzili się na jedno miejsce: przy drzwiach do salonu, tam gdzie widać choinkę, stół i miejsce, gdzie siada się razem. Hania postawiła tabliczkę „TĘDY” na małej półeczce i dodała pod spodem własny dopisek: „TĘDY DO WSPÓLNEGO ŚMIECHU”.

Wieczorem, kiedy na stole pojawiły się potrawy, a w powietrzu unosił się zapach pomarańczy i cynamonu, Hania zauważyła w rogu salonu mały ruch. Skrzat Psotnik stał przy tabliczce i kiwał głową, jakby sprawdzał, czy strzałka jest prosto.

Potem wyjął z kieszeni odrobinę brokatu i posypał nim napis Hani tak delikatnie, jakby solił zupę dla wróżek. Na końcu postawił obok tabliczki malutki cukierek — tym razem nie dla siebie, tylko jak prezent.

Hania podniosła cukierek i położyła go na talerzyku obok innych słodyczy, żeby każdy mógł wziąć po kawałku.

Skrzat klasnął cichutko, aż jedna bombka zadrżała ze śmiechu. A potem, jak to skrzat, zniknął tak, jak się pojawia: bez hałasu, zostawiając po sobie tylko błysk i dobre zamieszanie.

Hania usiadła z rodziną przy stole. Gdy ktoś podał jej kompot, Hania podała dalej talerz. Nikt nie musiał być pierwszy. Wystarczyło, że byli razem.

A tabliczka „TĘDY” stała na swoim miejscu, pokazując drogę nie do psoty, tylko do tego, co po psocie najważniejsze: do wspólnego „ha, ha!” i spokojnego „dobrze, że jesteś”.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Parapecie
Szczególna część pod oknem, na której można stawiać rzeczy lub kwiaty.
Brokatu
Błyszczące, bardzo drobne kawałeczki, które wyglądają jak miniaturowe gwiazdki.
Psotny
Ktoś, kto robi drobne, zabawne figle i żarty innym.
Spiżarki
Małe pomieszczenie do przechowywania jedzenia i zapasów kuchennych.
Kosmonauta
Osoba, która leci w kosmos; tu użyte jako zabawny pomysł na czapeczkę miodu.
Przechylił
Pochylił coś lub kogoś delikatnie na bok, żeby lepiej spojrzeć.
Pułapka
Urządzenie lub plan, który ma kogoś złapać; tu miła i nie szkodzi nikomu.
Mechanizm
Zestaw części, które razem działają i robią jakąś pracę.
Ukłon
Sposób okazania szacunku lub podziękowania przez lekkie pochylenie ciała.
Rozbawionego
Kogoś, kto jest bardzo wesoły i śmieje się z czegoś.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o Świątecznym Psotniku dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.