Rozdział 1: Tajemnicze Przemeblowanie
Oliwia miała osiem lat i kochała święta Bożego Narodzenia bardziej niż wszystko na świecie. Każdego roku pomagała mamie wieszać bombki na choince i lepić świąteczne pierniczki, które potem znikały w tajemniczy sposób. Ale tym razem, kiedy obudziła się w zimowy poranek, coś było nie tak.
Zamiast swojej ulubionej, czerwonej bombki na gałęzi obok okna, zobaczyła… kapelusz taty! Zamiast światełek, które miały zwisać nad kominkiem, wisiały tam skarpetki. A na czubku choinki dumnie siedziała… gumowa kaczuszka!
– Mamo! – zawołała Oliwia. – Czy ty przesadzałaś dekoracje choinkowe?
Mama spojrzała na choinkę i wybuchła śmiechem. – Ależ córeczko, nie miałam pojęcia, że twój tata ma takie zdolności dekoratorskie!
Tata, słysząc to, tylko wzruszył ramionami. – Może to świąteczny duch dał nam znak? – zażartował.
Oliwia była pewna: za tym wszystkim kryje się coś podejrzanego. Przecież żaden duch nie ma takiego poczucia humoru. No chyba, że to jakiś lutin… i to bardzo figlarny!
Rozdział 2: Tropem Figlarza
Oliwia postanowiła przeprowadzić śledztwo. W końcu była już dużą dziewczynką i doskonale wiedziała, że świąteczne dekoracje nie zamieniają miejsc same z siebie. Wyjęła szkło powiększające, które dostała na urodziny, i ruszyła na poszukiwania śladów tajemniczego sprawcy.
Pod stołem znalazła ślady... śniegu? Ale przecież cała podłoga była wycierana wczoraj! Przy kominku odkryła okruszki po pierniczkach, a na parapecie – maleńkie, czerwone czapeczki, zupełnie jak dla myszy.
Nagle usłyszała cichy chichot dochodzący z szafy na przedpokoju. Oliwia podkradła się na paluszkach, powoli otworzyła drzwi i… nic! Ale na półce zobaczyła karteczkę z krzywym napisem: „HO HO HO! Co dziś będziecie szukać? Lepszy od nudy jest psotny kształt!”
Czyżby to był znak od lutina farciarza?
Tego dnia w domu działy się rzeczy niesamowite. W butach Oliwii zamiast sznurowadeł pojawiły się kolorowe wstążki. W łazience szczotka do zębów zatańczyła, gdy tylko dziewczynka chciała ją użyć, a z radia zamiast kolęd płynęły… żabie rechoty!
Rozdział 3: Plan na Lutina
Wieczorem Oliwia wpadła na pomysł. – Skoro lutin lubi się bawić, to może czas go przechytrzyć? – szepnęła do swoich misiów. Zbudowała więc specjalną pułapkę z pierniczków, światełek i pluszowego misia przebranego za bałwanka. Postawiła wszystko pod choinką i cierpliwie czekała.
W nocy usłyszała stłumione śmiechy i szelesty papieru. Zaglądała spod kołdry jednym oczkiem, gdy nagle… coś małego, zwinnego i ubranego w zielone rajstopki oraz czerwoną czapeczkę przemykało pod choinką! Lutin! Skakał wokół choinki, próbując sięgnąć do pierniczka. Ale kiedy tylko zbliżył się do pluszowego bałwanka, pułapka zadziałała – kolorowe światełka rozbłysły, a lutin westchnął zaskoczony.
Oliwia wybiegła z pokoju, łapiąc go za końcówkę czapeczki. – Mam cię! – zawołała triumfalnie.
Lutin tylko zaśmiał się wesoło i przewrócił oczami. – Ojejku, jak mnie przechytrzyłaś! Jesteś szybsza od mojej paprociowej żaby! Ale powiedz mi, dlaczego chcesz mnie złapać?
– Bo chciałam wiedzieć, dlaczego robisz te wszystkie psikusy! – odpowiedziała Oliwia.
Rozdział 4: Magia Figli i Radość Świąt
Lutin usiadł razem z Oliwią na podłodze, kiwając nogami.
– Widzisz, Oliwio – zaczął – każdy myśli, że święta to tylko powaga i błyskotki. Ale prawdziwa magia świąt to właśnie śmiech, zabawa i trochę psot! Kiedy wszyscy się śmieją, nawet pierniki smakują lepiej!
Oliwia zaczęła się śmiać. – To dlatego tata założył skarpetki na uszy, a mama włożyła kapelusz do lodówki?
Lutin pokiwał głową i poczuł się ważny jak najprawdziwszy elf. – Czasem wystarczy trochę zamieszania, żeby zauważyć, ile radości jest wokół. Zobacz, dziś wszyscy śmiali się przez moje figle!
Oliwia przemyślała to chwilkę. – Chyba masz rację. Może zrobimy razem jakiś psikus, ale taki, żeby nikomu nie było przykro?
Lutin uśmiechnął się szeroko. – To doskonały pomysł!
Tego wieczoru Oliwia i Lutin przełożyli wszystkie łyżeczki do szuflady z łyżkami i zamienili sól z cukrem (tylko trochę, żeby mama się nie złościła). Rano cała rodzina śmiała się, gdy tata posolił herbatę, a mama nie mogła znaleźć ani jednej łyżeczki.
Od tamtej pory lutin odwiedzał Oliwię każdego roku, przynosząc śmiech, zabawę i jeszcze więcej świątecznej magii. A Oliwia już zawsze pamiętała, że najlepszym prezentem na święta jest radość i wspólne figle – bo przecież na Boże Narodzenie nawet choinka wydaje się szczerzej uśmiechać!