Rozdział 1 – Tajemnica pod obrusikiem
W kuchni, tuż przy kominku, mieszkała sobie Filiżanka Emilka. Miała kolorowe wzorki, śmiała się srebrnym uszkiem i zawsze dbała, by w środku było trochę ciepła dla każdego, kto ją odwiedzi. Gdy przyszła Wigilia, cała rodzina ustawiła się wokół stołu, a Emilka czekała na wyjątkowy moment – kiedy wypije się w niej pierwszy łyk aromatycznej herbaty.
Nagle, tuż przed podaniem kolacji, rozległ się cichy dźwięk – dzyń, dzyń! Emilka rozejrzała się. Clochette, mała złota dzwoneczka, która miała ozdabiać serwetkę, zniknęła! Zamiast niej pod obrusikiem pojawił się ślad w kształcie maleńkiej stópki.
Emilka spojrzała na stojącą obok Cukierniczkę Klementynę. „Klementynko, słyszałaś ten dźwięk?”
„Oczywiście!” – odparła Klementyna. – „To na pewno sprawka Liska, tego figlarnego Lutin Farceur de Noël! W zeszłym roku schował mój srebrny łyżeczek w pudełku z pierniczkami!”
Emilka zapiszczała cichutko: „Musimy znaleźć nasz dzwoneczek, inaczej świąteczna kolacja nie zacznie się tak radośnie!” I wtedy, pod obrusikiem, rozległ się śmiech – cichy, skrzypiący, jakby ktoś przewracał się na cynamonowej chmurce.
Rozdział 2 – Poszukiwania wśród śmiechu
Emilka, wraz z Klementyną, postanowiły działać. Zeskoczyły ostrożnie ze stołu na miękki, świąteczny dywan. Wszystko wyglądało wyjątkowo: lampki mrugały, aniołki na choince kiwaly głowami, a w powietrzu unosił się zapach pierników.
„Lisku! Lisku, wróć nam dzwoneczek!” – nawoływała Emilka, rozglądając się na wszystkie strony.
Nagle obok serwetek pojawiła się karteczka, a na niej napisane czerwonym tuszem: „Dzyń dzyń! Chcecie znaleźć Clochette? Najpierw napiszcie mi list! Lutin Farceur”.
Klementyna zajęczała: „On chce z nami pograć w świąteczną zabawę!” Emilka się roześmiała. „To co, piszemy?”
Piórko, które leżało obok, zaczęło radośnie podskakiwać. Emilka podsunęła mu kawałeczek papieru. „Drogi Lisku, bardzo prosimy – oddaj nasz dzwoneczek! Bez niego święta nie będą brzmieć tak magicznie!”. Klementyna dodała: „Obiecujemy posłuchać tego, co chcesz nam powiedzieć.”
List został położony ostrożnie na środku stołu. Po chwili powiał lekki wiaterek, list zniknął, a pod obrusem słychać było znowu: dzyń, dzyń!
Rozdział 3 – Świąteczne figle i niespodzianki
Zamiast dzwoneczka, na stole pojawił się rządek orzechów ustawionych w kształcie serca. Emilka spojrzała zaskoczona. „O co mu chodzi?”
Wtedy obok pojawiła się kolejna karteczka: „Spróbujcie znaleźć trzy rzeczy, które są inne niż zawsze. Jeśli się Wam uda, pojawi się wskazówka do Clochette! Powodzenia!”.
Emilka i Klementyna ruszyły na poszukiwania. Najpierw zauważyły, że jedna łyżeczka była odwrócona na lewą stronę. Potem spostrzegły, że pierniczek w kształcie renifera stał do góry nogami. Trzecią niespodziankę znalazły pod choinką: jeden prezent został owinięty w papier w kratkę, podczas gdy reszta miała gwiazdeczki.
„Mamy to!” – krzyknęła Emilka. Nagle na serwetce pojawiła się świąteczna zagadka: „Czasem chowam się pod obrus, czasem w dłoni, czasem śpiewam cicho, choć jestem maleńka. Kim jestem?”
Klementyna zamyśliła się. „To musi być Clochette! Ona zawsze jest tam, gdzie jest radość i śmiech.” Emilka powtórzyła: „Clochette! Clochette!”
W tym momencie coś zaczęło się ruszać pod obrusikiem – i oto dzwoneczek pojawił się tuż obok Emilki, świecąc się jak gwiazdka.
Rozdział 4 – Mały Lutin i wielka lekcja
Gdy dzwoneczek wrócił na swoje miejsce, tuż pod obrusem pojawił się mały, rudy Lutin Farceur. Miał zieloną czapeczkę, figlarny uśmiech i malutkie skarpetki w renifery. Zaczął tańczyć i śmiać się radośnie.
Emilka zapytała: „Czemu to wszystko zrobiłeś, Lisku?”
Lutin Farceur zatrzymał się i spojrzał na nią poważnie, ale z iskierkami w oczach. „Wiecie, święta to nie tylko prezenty i kolacja. Czasem trzeba się zatrzymać, posłuchać się nawzajem i zwolnić. Dzwoneczek przypomina, że magia świąt to wspólne chwile, uważność i odrobina śmiechu.”
Klementyna uśmiechnęła się szeroko. „To była wesoła zabawa. Dzięki tobie poczułyśmy magię trochę inaczej!”
Lutin ukłonił się niziutko. „Teraz, gdy już to wiecie, mogę iść dalej siać radość. Ale pamiętajcie, że świąteczne figle są po to, byśmy nie zapomnieli się śmiać i być razem.”
Rozdział 5 – Wspólna kolacja i świąteczne dzyń-dzyń
Wszystko wróciło na swoje miejsce: Clochette dzwoniła cichutko, kolacja stała się jeszcze pyszniejsza, a wokół stołu było mnóstwo ciepła i śmiechu.
Emilka podziękowała Lutinowi listkiem herbaty i szerokim uśmiechem. Cukierniczka Klementyna wymyśliła nawet nową grę: „Zgadnij, gdzie ukrył się pierniczek!” – i wszyscy z radością w niej uczestniczyli.
Gdy wieczór zbliżał się ku końcowi, Emilka pomyślała sobie, że czasem warto zwolnić, wsłuchać się w dźwięk dzwoneczka i docenić każdą chwilę z bliskimi. Bo święta to nie tylko prezenty i ozdoby, ale właśnie te radosne, wspólne momenty – a odrobina świątecznych psot sprawia, że są jeszcze bardziej niezapomniane.
Kiedy dom już ucichł, a gwiazdy mrugały za oknem, Filiżanka Emilka delikatnie pobrzękiwała, czekając na kolejny świąteczny poranek. A gdzieś w kącie Lutin Farceur znów chichotał, gotów na nowe figle – ale tym razem już tylko dla śmiechu i radości.