Rozdział 1: Podejrzane dekoracje
Zosia, Hania i Maja uwielbiały przygotowania do świąt. Każda z nich pomagała mamie rozwieszać kolorowe lampki, układać bombki i wieszać na drzwiach świąteczny wieniec. Tej soboty obudziły się jak zwykle wcześnie, bo miały ważną misję: ozdobić cały dom na Boże Narodzenie!
Ale coś było nie tak. Gdy weszły do salonu, ich oczom ukazał się dziwny widok. Bombki leżały w butach taty, a lampki były oplecione wokół krzesła, które wyglądało teraz jak świecący jeż! Papierowe gwiazdki wisiały na klamkach, a na stole stał słoik z ogórkami... ubrany w czapkę Mikołaja.
– Kto zrobił taki bałagan? – zapytała Zosia, drapiąc się po głowie.
– Może kot się nudził? – zażartowała Hania, patrząc na śpiącego kota, który mruczał słodko na fotelu.
– Albo ktoś chciał nam zrobić żart! – zawołała Maja.
Nagle zza kanapy rozległ się cichy chichot. Dziewczynki spojrzały w tamtym kierunku, ale nikogo nie zobaczyły. Tylko na dywanie pojawił się błyszczący ślad brokatu, który prowadził do kuchni.
– To musi być sprawka jakiegoś... świątecznego żartownisia! – wyszeptała Zosia konspiracyjnym głosem.
Rozdział 2: Tropienie świątecznego łobuza
Dziewczynki postanowiły odkryć, kto stoi za tymi figlami. Wzięły lupę, notatnik i... ciasteczka, bo wiadomo, że śledztwo na głodniaka to nie to samo! Podążyły za brokatowym śladem, który skręcał, kręcił się w kółko, a potem prowadził pod stół.
Pod stołem jednak nie było nic oprócz okruszków i świątecznej serwetki, z której ktoś zrobił samolocik. „To musi być bardzo szybki żartowniś!” – pomyślała Maja.
Nagle usłyszały cichy dźwięk dzwoneczków. W kuchni drzwi od lodówki były lekko uchylone, a na blacie pojawił się ślad małych, brokatowych stópek. Dziewczynki ostrożnie zajrzały do środka – a tam zamiast świątecznego sernika ktoś zostawił marchewki ustawione w piramidę!
– To już nie żarty, ktoś tu naprawdę psoci! – śmiała się Hania.
– Jeśli to lutin, musimy go przechytrzyć – stwierdziła Zosia.
Wymyśliły więc plan: ustawiły rządek pierniczków na stole i włożyły do środka karteczkę z napisem: „Drogi Lutinku, zostaw nam wiadomość, jeśli chcesz się z nami pobawić!” Potem schowały się za kanapą i czekały.
Po chwili usłyszały szeleszczenie. Na stole pojawił się mały, rozczochrany lutin ze śmieszną czapką w paski. Zjadł pierniczka, podrapał się w nosek i napisał na karteczce: „Zabawa dopiero się zaczyna!”
Rozdział 3: Wielka pułapka na Lutina
Dziewczynki były zachwycone. To znaczy, trochę się bały, ale jeszcze bardziej były ciekawe, co ten lutin wymyśli dalej. Gdy wróciły do pokoju, zobaczyły, że ich skarpetki świąteczne zamieniły się miejscami, a w jednej z nich był balon z napisem „HA HA HA!”.
– Lutin musi być bardzo wesoły – powiedziała Maja.
– To co? Próbujemy go złapać? – spytała Hania.
– Zróbmy mu niespodziankę! – zaproponowała Zosia.
Zbudowały z klocków pułapkę: kiedy ktoś podniesie jedną z figurek renifera, rozsypie się konfetti. Dziewczynki ukryły się za fotelem i obserwowały. Po chwili mały lutin podszedł do figurki i... PUFF! Cały został obsypany kolorowym konfetti. Wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu.
– Ale was nabrałam! – zaśmiał się i pomachał swą maleńką łapką.
– Chcesz się z nami bawić? – zapytała Zosia.
– Oczywiście! Przecież o to chodzi w świętach! – odpowiedział lutin. – Czasem warto trochę się wygłupiać, żeby było więcej śmiechu!
Rozdział 4: Magia wspólnej zabawy
Od tego momentu dziewczynki i lutin urządzali razem różne figle. Robili kolorowe girlandy ze słomek, wymyślali śmieszne wierszyki i chowali rodzicom pierniczki w dziwnych miejscach (pod poduszką, w kapciach i nawet w doniczce z kwiatkiem!).
Wieczorem, gdy w domu zapaliły się świąteczne lampki, wszyscy usiedli razem przy choince. Zosia, Hania i Maja wiedziały już, że święta to nie tylko prezenty i porządek. To także wspólna radość, śmiech i trochę szalonych pomysłów.
Lutin uśmiechnął się i powiedział:
– Pamiętajcie, że magia świąt to czasem po prostu ciepły uśmiech i iskierka żartu. Bez tego nawet najpiękniejsza choinka nie świeci tak jasno!
Dziewczynki przytuliły lutina i zawołały głośno:
– Wesołych świąt, żartownisiu!
A świąteczny lutin mrugnął do nich porozumiewawczo, zostawiając na podłodze mały ślad brokatu na szczęście.