Rozdział 1: Sztućcowe Marzenie
W Szufladzie Podziwów, wśród noży, widelców i łyżeczek, mieszkała sobie Łyżka imieniem Lusia. Była najzwyczajniejszą srebrną łyżką, z jednym wyjątkiem: Lusia miała marzenia. Ogromne, błyszczące marzenia! Każdego dnia, kiedy inne sztućce wylegiwały się w szufladzie, Lusia wpatrywała się w sufit i śniła.
„Co dziś zmalujesz, Lusia?” zagadnął ją pewnego ranka Widel Fredzio, który miał zawsze rozczochrane zęby i ogromny apetyt na żarty.
„Chciałabym złowić słodkie słowa,” westchnęła Lusia, patrząc na swoje okrągłe odbicie w łyżeczce do herbaty. „Takie, co rozgrzewają serce, jak kakao w zimowy wieczór.”
„Słowa? A do czego ci one?” Fredzio się zdziwił.
„Bo słodkie słowa są jak lukier na drożdżówce! Mogą rozweselić nawet najbardziej szare śniadanie!” odpowiedziała Lusia z nadzieją w głosie.
Fredzio przewrócił oczami, ale w duchu podziwiał upór Lusi. W końcu niewiele jest łyżek, które chcą łowić słowa, zamiast zupy.
Lusia nie zamierzała czekać dłużej. Pragnęła wyruszyć na poszukiwanie słodkich słów. Tylko jak się łowi słowa, skoro nie mają płetw ani ogonów? To już była zagadka na miarę najlepszych detektywów z kuchennej szuflady.
Rozdział 2: Przygoda na Stole
W nocy, kiedy domownicy już dawno spali, a księżyc zaglądał przez okno, Lusia wyślizgnęła się z szuflady. Sunęła po blacie kuchennym, cicho jak myszka, choć trochę bardziej połyskująca. Na stole spotkała Słoik Dżemu, który miał na sobie szalik w kratkę.
„Dobry wieczór, Łyżko! Co cię tu sprowadza?” zapytał Słoik, przecierając zakrętkę.
„Chcę złowić słodkie słowa. Wiesz może, gdzie je znaleźć?” zapytała Lusia z nadzieją.
„Hmm… Słodkie słowa? Może w moim dżemie? Są tam maliny, truskawki i nawet trochę radości!” zasugerował Słoik.
Lusia zanurzyła się w dżemie, ale zamiast słów, wyłowiła tylko pestkę. Trochę się zawiodła, ale nie dała za wygraną.
„Muszę szukać dalej!” powiedziała sobie dzielnie.
Przeskoczyła na garnek, który akurat śnił o zupie pomidorowej.
„Hej, Garnek! Wiesz, gdzie można znaleźć słodkie słowa?” zapytała.
Garnek zamruczał przez sen: „Spróbuj u Cukiernicy. Ona zna się na słodkościach najlepiej w całej kuchni!”
Lusia podziękowała i ruszyła w stronę półki, gdzie mieszkała Cukiernica – dama w białej sukni, zawsze obsypana kryształkami cukru.
Rozdział 3: Zaklęcia i Słodkie Kłopoty
Cukiernica miała dobry humor, bo właśnie dostała nową porcję cukru.
„Witaj, Łyżko Lusia! Cóż za nocna wizyta?” zapytała, podnosząc wieczko jak kapelusz.
„Szukam słodkich słów. Czy możesz mi jakoś pomóc?” spytała Lusia, nie kryjąc nadziei.
Cukiernica zamilkła na chwilę, a potem sięgnęła do środka i wyciągnęła drobny różowy kryształek.
„To jest Cukrowe Zaklęcie. Wypowiedz je nad czymś, co jest dla ciebie ważne, a usłyszysz słodkie słowa,” wyjaśniła tajemniczo.
Lusia podziękowała, schowała kryształek pod swoim brzuszkiem i pomknęła w stronę okna. Chciała spróbować zaklęcia na czymś naprawdę wyjątkowym.
Nagle zza firanki wyskoczył Kotek Filemon, domowy rozrabiaka.
„Co tam chowasz, Lusia?” zamruczał ciekawsko.
„Cukrowe Zaklęcie! Chcę usłyszeć słodkie słowa!” odpowiedziała Lusia.
Filemon zamrugał, po czym wyciągnął łapkę: „Może spróbuj na mnie! Lubię słodkości i miłe słowa!”
Lusia uśmiechnęła się i posypała Filemona magicznym kryształkiem, wypowiadając cicho: „Niech słodkie słowa popłyną jak mleko do miseczki!”
W tej samej chwili Filemon zamiauczał: „Najlepsza jesteś, Lusia! Taka błyszcząca, pomocna i… łyżkowa!”
Lusia aż podskoczyła z radości. To działało! Ale zaraz potem Filemon kichnął od cukru i cała kuchnia rozbrzmiała śmiechem.
Rozdział 4: Wyprawa do Krainy Zgubionych Słów
Następnej nocy Lusia postanowiła wyruszyć jeszcze dalej. Jeśli słodkie słowa można znaleźć dzięki zaklęciu, to co dopiero można znaleźć w Krainie Zgubionych Słów? Słyszała o niej od starego Chochla, który twierdził, że tam trafiają wszystkie zagubione wyznania, pochwały i sekrety.
Lusia, uzbrojona w odwagę i resztki cukrowego kryształka, przeskoczyła przez okno i powędrowała po ogrodowej ścieżce. Wkrótce dotarła do Stawu Odbić, gdzie powierzchnia wody była gładka jak lustro.
„A kto tu się tak skrada?” zapytała Żaba Florentyna, która pilnowała stawu.
„Chcę dostać się do Krainy Zgubionych Słów. Słyszałaś o niej?” Lusia spytała z przejęciem.
„Oczywiście! Ale żeby tam wejść, musisz znać magiczne hasło.”
Lusia pomyślała chwilę i wypaliła: „Proszę?”
Żaba parsknęła śmiechem. „To nie takie łatwe! Hasło zmienia się co noc. Dziś brzmi: ‘Chichot pod poduszką'.”
Lusia, trochę zdziwiona, wypowiedziała hasło. Nagle woda zafalowała, a staw zamienił się w portal. Lusia wskoczyła do środka i już po chwili znalazła się w miejscu, gdzie słowa fruwały jak motyle: „kocham”, „dziękuję”, „jesteś super”, „przepraszam”.
Lusia próbowała złowić je swoim brzuszkiem, ale słowa były zwinne i nie dawały się łatwo złapać.
„Hej, słówka!” zawołała. „Chodźcie, zrobię wam wygodne gniazdko!”
Słowa zatrzymały się i spojrzały na nią z zaciekawieniem.
„Dlaczego chcesz nas łowić?” zapytało jedno z nich, „przytulanka”.
Lusia odpowiedziała szczerze: „Chcę dawać innym radość. Słodkie słowa są jak miód na serce!”
Wtedy słowa zaczęły same wskakiwać do jej brzuszka, aż zrobiło się tam ciepło i miło.
Rozdział 5: Powrót z Pełnym Brzuszkiem
Lusia wróciła do kuchni, a w jej brzuszku aż roiło się od słodkich słów. Po drodze spotkała Fredzia, który ciekawsko zaglądał do szuflady.
„I jak tam, Lusia? Złowiłaś coś?” spytał z przekąsem.
Lusia uśmiechnęła się szeroko: „Oczywiście! Mam całe mnóstwo słodkich słów! Chcesz usłyszeć?”
Fredzio zrobił minę sceptyczną, ale przytaknął.
Lusia zaczęła recytować: „Jesteś ważny! Dziękuję, że jesteś! Świetnie sobie radzisz!”
Widel Fredzio najpierw zaczerwienił się, potem roześmiał, a na końcu przytulił Lusię.
„Ej, to naprawdę działa! Czuję się lepiej niż po najlepszym śniadaniu!” przyznał.
Słodkie słowa rozeszły się po całej kuchni. Słoik Dżemu tańczył z Cukiernicą, Garnek śpiewał serenady, a Filemon zamruczał z zadowoleniem.
Od tej pory Lusia codziennie dzieliła się słodkimi słowami ze wszystkimi. Czasem nawet znajdowała nowe – schowane w zakamarkach szuflady albo pod serwetką.
Rozdział 6: Dodo Czułości
Nadszedł wieczór. Cała kuchnia pachniała ciepłem, a Lusia czuła się szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Przysunęła się do szuflady i przytuliła do Fredzia.
„Dziękuję, że we mnie uwierzyłeś,” szepnęła.
Fredzio objął ją swoimi rozczochranymi zębami i powiedział: „Dobrze, że jesteś, Lusia. Bez ciebie byłoby tu nudno jak w poniedziałek bez kakao.”
Wszystkie sztućce przytuliły się do siebie i zrobiło się miękko, ciepło i cicho. Lusia zamknęła oczy, czując, że w jej brzuszku wciąż kołyszą się słodkie słowa. W tej cichej chwili, pod miękką warstwą ściereczki, każdy czuł się kochany i bezpieczny.
A gdy Lusia zasypiała, szeptała do siebie: „Słodkie słowa są jak kocyk dla duszy.”
I tak, otulona czułością i przyjaźnią, odpłynęła w najpiękniejszy dodo świata.