Rozdział 1: Dziewczynka, która chciała ostrzegać
Maja miała dziewięć lat, warkoczyk i bardzo poważny plan. Nie plan typu „zjem trzy naleśniki naraz”, tylko prawdziwy plan: postawić w mieście tabliczki „Uwaga na magię”.
Bo magia w ich miasteczku była jak kot sąsiadki: niby zwykła, a jednak wszędzie właziła.
Tego ranka Maja wyszła z domu i od razu zobaczyła, jak chodnik pod jej butami zrobił się miękki jak budyń.
„O nie… znowu” – mruknęła.
Z budyniu wyskoczył mały bąbelek i powiedział cienkim głosem:
„Dzień dobry! Jestem Bąbel Zaskoczenia. Kto pierwszy nadepnie, ten ma dzisiaj szczęście!”
„A kto drugi?” – zapytała Maja.
„Ten ma… dwa szczęścia. To podejrzane, prawda?” – bąbelek zachichotał i uciekł w rynsztok.
Maja wyjęła z kieszeni zeszyt w kratkę. Na pierwszej stronie miała listę:
1) Tabliczki.
2) Gdzie je postawić.
3) Jak nie dostać karą od pana z urzędu, który nie lubi tabliczek.
Właśnie wtedy zza rogu wyskoczył jej kolega Tymek, dziesięć lat i wieczny uśmiech.
„Maja! Twoje włosy… one… śpiewają!”
Rzeczywiście. Warkoczyk Majki cichutko nucił:
„La-la-la, uważaj na magię, bo ci zrobi z kanapki pierogi…”
„Nie śpiewają. One… ostrzegają” – powiedziała Maja, choć sama nie była pewna.
Tymek parsknął śmiechem.
„To postaw im mikrofon!”
„Nie. Postawię tabliczki” – Maja uniosła palec, jakby ogłaszała prawo w królestwie naleśników. – „Potrzebuję twojej pomocy. I młotka. I farby. I… zdrowego rozsądku.”
„Zdrowy rozsądek mam tylko w środy” – odparł Tymek. – „Ale dziś mogę pożyczyć.”
I tak ruszyli do sklepu pana Kruczka po deski. Nad drzwiami sklepu wisiał szyld, który czasem zmieniał napis z „Sklep” na „Sklep, ale z przygodą”. Dziś, oczywiście, był ten drugi.
Rozdział 2: Sklep, który sprzedawał kłopoty na sztuki
W sklepie pachniało drewnem, gwoździami i tajemnicą. Pan Kruček, niski i okrągły, wyglądał, jakby sam był zrobiony z desek, tylko lepiej wypolerowanych.
„Dzień dobry, dzieciaki. Po co wam tyle desek?” – zmrużył oczy.
Maja wyprostowała się.
„Na tabliczki. Chcę napisać: ‘Uwaga na magię'.”
Pan Kruczek aż podskoczył.
„O! To odważne. Magia nie lubi, jak się ją wytyka palcem. Wtedy robi psikusa.”
„Niech robi” – powiedziała Maja spokojnie. – „Lepiej psikus niż ktoś, kto wpadnie w budyń na chodniku.”
Tymek dodał:
„Albo w kałużę, która nagle staje się zupą pomidorową. Raz mi but pachniał obiadem trzy dni.”
Pan Kruczek skinął głową i wyjął deskę.
„To będzie kosztować… hmm… jedną opowieść.”
„Co?” – Tymek otworzył usta.
„Płacę opowieściami. Pieniądze gubią się w magii, a historie zawsze wracają” – wyjaśnił sklepikarz, jakby to było zupełnie normalne.
Maja szybko wymyśliła krótką historię o smoku, który bał się czkawki i dlatego pił herbatę z miętą. Pan Kruczek słuchał z powagą, jakby to była sprawa państwowa. Na końcu uśmiechnął się.
„Dobra. Bierzcie deski, farbę i… to.”
Podał im mały pęczek piórek, srebrzystych i lekkich jak kurz od księżyca.
„Co to?” – zapytała Maja.
„Piórka od Wiatru, który lubi przytulać. Tylko uważajcie: jak je zgubicie, wiatr się obrazi i będzie dmuchał w złą stronę. Na przykład w zupę.”
„Wiatr, który przytula?” – Tymek zachichotał. – „Brzmi jak ciocia, tylko bez torebki.”
Maja schowała piórka ostrożnie.
„Dziękujemy. Postawimy tabliczki w najgorszych miejscach.”
Pan Kruczek podniósł palec.
„A najgorsze miejsca… same się znajdą.”
I miał rację, bo gdy tylko wyszli ze sklepu, na rynku pojawił się kosz z jabłkami, które kłóciły się między sobą.
„Ja jestem najsłodsze!” – krzyczało jedno.
„A ja mam lepszy połysk!” – odkrzyknęło drugie.
„To już wiem, gdzie pierwsza tabliczka” – powiedziała Maja. – „Na rynku. Zanim jabłka zaczną głosować na burmistrza.”
Rozdział 3: Tabliczka kontra Kałuża Złośliwości
Zrobili pierwszą tabliczkę pod fontanną. Maja napisała starannie: „UWAGA NA MAGIĘ”. Dodała też mały rysunek: czapkę czarodzieja, ale przekrzywioną, żeby wyglądała na trochę głupią.
„Magia nie jest zła” – tłumaczyła Tymkowi, wbijając gwoździe. – „Tylko czasem… rozkojarzona.”
„Jak ja na lekcji matematyki” – odparł.
Ledwo tabliczka stanęła, a obok fontanny urosła kałuża. Tylko że nie była zwykła. Miała minę. Tak, minę. Zrobioną z bąbelków.
„Pliiisk! Kto we mnie wejdzie, temu zrobię skarpetki niewidzialne!” – zaśmiała się kałuża.
„Wtedy wszyscy będą myśleli, że nie ma skarpetek i że śmierdzi” – szepnął Tymek przerażony.
Maja podeszła bliżej.
„Kałużo, to nieładnie. Ktoś się poślizgnie.”
„A to ja lubię!” – chlupnęła kałuża.
Maja spojrzała na tabliczkę. Litery na niej nagle zaczęły się przesuwać, jakby tańczyły. Z napisu wyszło: „UWAGA NA MAGIĘ” i zrobiło się: „UWAGA NA… MIGAJĄCE ŻABY”.
„Hej! Ja nie pisałam o żabach!” – oburzyła się Maja.
Z fontanny wyskoczyła jedna żaba w okularkach.
„Ja też nie prosiłam o ogłoszenie” – prychnęła. – „Ale skoro już jest, to poproszę o autograf.”
Tymek parsknął.
„Maja, twoja tabliczka sama robi psikusy.”
Maja zacisnęła usta, ale nie ze złości. Raczej z troski.
„To znaczy, że magia czuje się zauważona. Musimy ją… przekonać, że ostrzegamy dla dobra wszystkich.”
„Jak się przekonuje magię?” – zapytał Tymek.
Maja pomyślała chwilę.
„Uprzejmie. I z pomocą.”
Zwróciła się do żaby:
„Przepraszam za zamieszanie. Możesz nam pomóc? Kałuża rozrabia.”
Żaba poprawiła okularki.
„Mogę. Tylko mam warunek: ktoś musi mnie przenieść na suche miejsce, bo nie chcę zmoczyć skarpetek, których nie mam.”
Tymek wziął żabę ostrożnie na dłonie i postawił ją na murku. Żaba chrząknęła i powiedziała do kałuży:
„Szanowna Kałużo Złośliwości. Proszę zachowywać się jak woda, a nie jak pudding z charakterem.”
Kałuża zawahała się. Bąbelki-mina zadrżały.
„Ale ja… chciałam być zauważona.”
Maja uklękła przy brzegu kałuży.
„Widzimy cię. I dlatego stawiamy tabliczki. Żeby ludzie się nie bali. Możesz robić psikusy, ale takie, które nikogo nie krzywdzą.”
Kałuża chlupnęła cicho.
„Na przykład?”
„Na przykład” – wtrącił Tymek – „zmieniaj kolor na fioletowy, gdy ktoś kłamie. To będzie zabawne.”
Kałuża rozjaśniła się jak galaretka na słońcu.
„O! To mi się podoba!”
I rzeczywiście, od tej chwili kałuża robiła się fioletowa, gdy ktoś próbował wcisnąć komuś kit. Na rynku było nagle bardzo fioletowo, co trochę poprawiło uczciwość mieszkańców.
Maja poprawiła tabliczkę, przytrzymując litery, żeby nie uciekały.
„Następne miejsce: biblioteka. Tam książki czasem… uciekają.”
Rozdział 4: Biblioteka, w której książki robią „hop!”
Biblioteka była cicha jak kot, który coś kombinuje. Pani bibliotekarka, pani Ela, miała okulary na łańcuszku i spojrzenie, które potrafiło uciszyć nawet kichnięcie.
„Dzień dobry” – szepnęła Maja.
„Dzień dobry” – szepnął Tymek, choć nie było potrzeby, bo i tak szeptał z przyzwyczajenia.
Pani Ela zmarszczyła brwi.
„Jeśli przyszliście oddać książki, to już cud. Jeśli przyszliście narobić hałasu, to wyjdźcie, zanim magia się obudzi.”
Maja aż się ucieszyła.
„Właśnie o magię chodzi! Chcę postawić tabliczkę: ‘Uwaga na magię'.”
Pani Ela westchnęła.
„Ona już tu mieszka. W dziale ‘Bajki'.”
Jak na zawołanie z półki wyskoczyła książka. Zrobiła „hop!” i wylądowała na głowie Tymka jak kapelusz.
„Ej! Ja czytam oczami, nie głową!” – zaprotestował.
Książka się otworzyła sama, a z niej wyleciały literki jak muszki.
„Bzzz! Bzzz!” – brzęczały i układały się w zdania nad ich głowami: „KTO MNIE SZUKA, TEN MNIE ZNAJDZIE”.
Maja wyjęła drugą tabliczkę, już pomalowaną.
„Pani Ela, pozwoli pani? Postawimy ją przy wejściu. Ludzie będą wiedzieć, że tu magia robi ‘hop'.”
Pani Ela uniosła brew.
„A jeśli tabliczka też zrobi ‘hop'?”
„To ją przybijemy mocniej” – powiedział Tymek i dumnie pokazał młotek, jak rycerz pokazuje miecz.
Wbili tabliczkę przy drzwiach. Tym razem napis nie uciekał, tylko… zaczął się poprawiać:
„UWAGA NA MAGIĘ. PROSIMY NIE KARMIĆ LITER OKRUSZKAMI.”
„Ja tego nie pisałam” – szepnęła Maja, ale tym razem się uśmiechnęła. To było nawet mądre.
Pani Ela spojrzała na nich łagodniej.
„Wiecie co? To może działać. Dzieci mniej się przestraszą, dorośli przestaną udawać, że nic nie widzą.”
Wtedy z działu „Bajki” wysunął się kurz. Kurz był bardzo elegancki, bo układał się w spiralę.
„Przepraszam” – powiedział kurz, bo w bibliotece nawet kurz mówił szeptem. – „Czy mogę prosić o pomoc? Magia zgubiła się między półkami i robi zamieszanie.”
„Jak zawsze” – mruknęła pani Ela.
Maja spojrzała na Tymka.
„Pomagamy?”
„Pewnie. Ja i tak chciałem zostać detektywem od zaginionych kanapek” – odparł.
Poszli między regały. Tam magia była jak niewidzialny kot: przesuwała zakładki, zmieniała strony miejscami, a czasem robiła, że ktoś czytał na głos w myślach.
W końcu Maja wyjęła piórka od przytulającego wiatru. Ułożyła je na dłoni.
„Jeśli wiatr lubi przytulać, to może… przytuli też magię i uspokoi ją.”
Tymek kiwnął głową.
„Albo przynajmniej przytuli książki, żeby nie uciekały.”
Maja dmuchnęła lekko na piórka. Uniosły się i popłynęły między półkami jak małe srebrne rybki.
I wtedy coś zaszeleściło. Nie strasznie. Raczej jak kołdra, gdy ktoś się pod nią wierci.
Rozdział 5: Wielkie Ostrzeżenie i mały, ważny uścisk
Zaszumiał wiatr. Ale nie taki, co przewraca parasole. Tylko taki, co poprawia komuś grzywkę i mówi: „No już, będzie dobrze”.
Z piórek zwinęła się smuga powietrza, prawie niewidzialna. Owinęła regał, potem drugi, jakby sprawdzała, czy wszystko stoi prosto. Książki przestały robić „hop”. Literki przestały bzyczeć i usiadły grzecznie na stronach.
Pani Ela wyszła zza półki i spojrzała na Maję.
„Co ty zrobiłaś?”
Maja wzruszyła ramionami.
„Poprosiłam wiatr o pomoc. Magia chyba potrzebowała… trochę życzliwości.”
Wiatr zaszeleścił, jakby się śmiał.
„Ffff… (to znaczyło: ‘Dziękuję')” – przetłumaczył Tymek bardzo poważnie, choć nikt go o to nie prosił.
Nagle przy drzwiach biblioteki rozległ się gwar. Ktoś wpadł, cały zdyszany.
To był pan z urzędu, pan Groch, znany z tego, że nie lubił tabliczek, a najbardziej nie lubił tabliczek, które miały rację.
„Co to jest?!” – wskazał na napis: „UWAGA NA MAGIĘ”.
Maja poczuła ścisk w brzuchu. Była wrażliwa. Zawsze się martwiła, czy nie zrobiła czegoś nie tak. Ale przypomniała sobie kałużę, żabę i panią Elę. I to, że robi to dla wszystkich.
Podeszła do pana Grocha.
„To ostrzeżenie. Magia w mieście robi psikusy. Chcemy, żeby nikt się nie przestraszył ani nie zrobił sobie krzywdy. I żebyśmy umieli sobie pomagać.”
Pan Groch otworzył usta, gotów powiedzieć coś urzędowego. Ale wtedy… jego wąsy zaczęły się kręcić jak dwa małe świdry. Magia, słysząc o tabliczce, postanowiła sprawdzić, czy pan Groch potrafi się uśmiechnąć.
Tymek szepnął do Mai:
„Jeśli się zdenerwuje, będzie gorzej.”
Maja szybko dodała:
„Może pan też pomoże? Może pan… ustali miejsca, gdzie tabliczki będą najbardziej potrzebne. Tak urzędowo.”
To była mądra sztuczka. Dorośli lubią pomagać, jeśli to wygląda jak ważna decyzja.
Pan Groch zamrugał. Jego wąsy przestały wirować, jakby też chciały usłyszeć.
„Urzędowo?” – powtórzył.
„Tak. Lista. Plan. Porządek” – Maja wyciągnęła zeszyt w kratkę.
Pan Groch spojrzał na panią Elę, na uspokojone książki, na tabliczkę, która grzecznie stała. Westchnął.
„Hmf. Dobrze. Rynek, biblioteka, szkoła… i plac zabaw. Tam magia robi najwięcej zamieszania. Widziałem zjeżdżalnię, która zjeżdżała pod górę.”
„To ja!” – krzyknął Tymek. – „Znaczy… ja na niej.”
Pani Ela uśmiechnęła się pierwszy raz od trzech lat, a może od wczoraj, ale i tak to było wydarzenie.
„Czyli ustalone. Tabliczki zostają.”
Maja poczuła, jak napięcie z niej schodzi, jakby ktoś odwiązał supełek w środku. Spojrzała na wiatr, który kręcił się w bibliotece jak zadowolony kot.
„Dziękuję” – powiedziała cicho.
Wiatr odpowiedział inaczej niż zwykle. Zamiast dmuchnąć, zrobił krok… jeśli wiatr może robić kroki. Otulił Maję delikatnie, pachnąc papierem, miętą i czymś jak śmiech.
To był ciepły, miękki uścisk. Czuła go na policzkach i w sercu.
Tymek też dostał kawałek tego uścisku i aż mu się rozczochrała grzywka.
„Ej! To… to jak przytulenie od niewidzialnej kołdry!” – zachichotał.
Maja zamknęła oczy na chwilę.
„Widzisz?” – szepnęła. – „Magia wcale nie chce straszyć. Ona czasem tylko potrzebuje, żeby ktoś powiedział: ‘Uważajmy' i ‘Pomóżmy sobie'.”
Wiatr ścisnął ich jeszcze raz, lekko, jak kropka na końcu zdania. A potem odpłynął przez uchylone okno, zostawiając w bibliotece spokój i odrobinę chichotu.
A tabliczka przy drzwiach, zupełnie sama z siebie, dopisała maleńkim drukiem:
„PS. Jeśli spotkasz magię, przywitaj się. Ona też się czasem wstydzi.”