Rozdział 1: Kłopotliwe Kołtunki
Dziesięcioletnia Dolores Ulewka mieszkała na skraju zupełnie zwykłego, choć odrobinę podejrzliwego miasteczka. Każdego ranka Dolores czesała sobie warkocza przed lustrem, bardzo porządnie i bardzo starannie. Była przekonana, że warkocz to najlepszy sposób, by trzymać włosy — i życie — w ryzach.
Pewnego dnia, kiedy zajadała kanapkę z dżemem, przez okno do pokoju wturlał się Jeżyk Pafnucy, który, oczywiście, nie miał odrobiny wstydu.
— Dolores, Dolores! W lesie znowu się splątało! — krzyknął, machając zadziornie pazurkiem.
— Co się splątało? — Dolores uniosła brwi, czując, że dzień zapowiada się dziwacznie.
— Cały las! — wysapał Pafnucy. — Drzewa mają kołtuny większe niż mój zadek! A wróble… wróble nie mogą się przebić przez gałęzie!
Dolores, która lubiła wyzwania (i kołtuny, o ile nie były na jej głowie), zamknęła okno i wsunęła się w swoje żółte kalosze.
— Prowadź, Pafnucy! — rzuciła bojowo.
Rozdział 2: Wejście do Warkocznego Lasu
Las, do którego zaprowadził ją Pafnucy, wyglądał jak ogromna głowa po walce z wichurą. Gałęzie splatały się, liście zwisały w supłach, szyszki zamieniły się w grzebienie. Wszystko było jednym wielkim, zielonym kołtunem. Dolores przełknęła ślinę.
— No to chyba czas na wielką przygodę rozczesywania — szepnęła.
Wtem zza krzaka wyskoczyła Chlupcia Wróżka, czarująca istotka o skrzydłach jak świeżo wyprane firanki.
— Dolores! Lasu nie rozczesze się zwyczajnym grzebieniem! Tu trzeba magii, cudu i… pasty do zębów miętowej!
— Pasty do zębów? Chlupcia, czy ty jesteś pewna?
— Nie jestem! Ale czy to nie brzmi przynajmniej interesująco? — roześmiała się wróżka, zerkając na Pafnucego, który rozglądał się za wygodnym miejscem do podrapania się.
Dolores postanowiła, że jeśli w życiu istnieje zagmatwanie, to ona na pewno je rozplącze. Wzięła głęboki oddech i ruszyła w głąb leśnych kołtunów.
Rozdział 3: Eliksir Supłomieszacza
Po godzinie szamotania się z liśćmi, Dolores znalazła chatkę, która wyglądała, jakby zbudowano ją z rozczesanych wąsów kota. Drzwi otworzył Gnom Wąsacz.
— Do usług, Panno Dolores! Szukasz sposobu na kołtun?
— Tak, las potrzebuje pomocy.
Gnom podrapał się po nosie i kiwnął głową.
— Mam eliksir Supłomieszacza! Raz posmarujesz, supły same się rozchodzą! Ale jest haczyk…
— Oczywiście, że jest haczyk — westchnęła Dolores. — Jaki?
— Trzeba zaśpiewać przy smarowaniu piosenkę o rozplątywaniu.
Dolores wzięła eliksir i niepewnie ruszyła ku drzewom. Pafnucy szedł za nią, śpiewając coś o ogonach i jeżynach.
Przy pierwszym splątanym drzewie Dolores zaintonowała:
— Rozkołtuniam, rozkołtuniam, nici w węzły niech nie luniam!
Drzewo zadrżało, liście zaszeleściły, a z gałęzi wypadł zaskoczony wiewiór.
— O, co wy wyprawiacie? — spytał wiewiór.
— Uwalniamy las od kołtunów! — wyjaśniła Dolores, pokazując eliksir.
Rozdział 4: Low Fantasy, Wielka Rozczesywanka
Las ożył. Przez kolejne godziny Dolores, Pafnucy i Chlupcia z zapałem rozsmarowywali eliksir i śpiewali wymyślone na poczekaniu piosenki. Czasem mylili słowa, więc z drzewa zamiast liści spadały kolorowe skarpetki albo zamiast gałęzi rozplątywały się spaghetti.
— Kto by pomyślał, że las aż tak potrafi zaskoczyć? — zachichotała Dolores, kiedy z jednej z gałęzi wysypały się gumowe kaczuszki.
— Las zawsze kryje niespodzianki, ale z tobą nuda nie grozi! — odpowiedziała Chlupcia, mrużąc oczy.
W pewnym momencie usłyszeli szelest i przed nimi stanęła stara Panna Brzoza we własnej osobie.
— Kto mi tu rozplątuje korzenie bez pozwolenia? — burknęła.
— To ja, Dolores. Chcę pomóc, żeby wiatr i wróble mogły swobodnie fruwać — powiedziała spokojnie dziewczynka, prostując plecy.
Stara Brzoza spojrzała na nią, potem na Pafnucego (który właśnie próbował rozczesać własne kolce), i uśmiechnęła się tak, że pojawiło się dwadzieścia nowych liści na jej gałęziach.
— No dobrze. Skoro masz tyle zapału i odwagi, jesteś naszą Leśną Fryzjerką!
Rozdział 5: Guirlanda Pełna Światełek
Rozplątywanie trwało aż do zmierzchu. Gdy ostatni kołtun został pokonany, Dolores poczuła się dumna i szczęśliwa. Las błyszczał w wieczornym słońcu, a ptaki wreszcie mogły przelecieć przez gałęzie.
Nagle z korony drzewa zsunęła się na ziemię długa, kolorowa guirlanda zrobiona z liści i kwiatów. Chlupcia wrzasnęła:
— To nagroda od lasu! Prawdziwa, magiczna guirlanda!
Dolores chwyciła guirlandę i zawiesiła ją między dwoma drzewami. Nagle mali leśni mieszkańcy zaczęli przynosić świetliki i mrówki ze świecącym ogonkiem. Każdy owad wpinał się w guirlandę, aż ta rozbłysła ciepłym, miękkim światłem.
— Nigdy nie myślałam, że tak pięknie można rozczesać las — uśmiechnęła się Dolores szeroko.
— Nie każda przygoda kończy się takim światłem — zauważył Pafnucy, rozkosznie merdając ogonkiem.
Wszyscy usiedli pod rozświetloną guirlandą. Chlupcia podała Dolores kawałek ciasta, Gnom Wąsacz dorzucił cukierka, a Panna Brzoza śpiewała leśne kołysanki.
Dolores spojrzała na swoje warkocze, potem na rozświetlony las. Wiedziała, że rozplątała coś więcej niż gałęzie — zdobyła też wiarę w siebie i nową, rozbłyskującą pewność, że nawet najbardziej zawikłane kłopoty można rozczesać… jeśli tylko się odważy.
A światło w guirlandzie świeciło jeszcze długo, przypominając wszystkim, że las już nigdy nie pozwoli się splątać bez zaproszenia do tańca.