Rozdział 1: Magiczna sprawa w szkole
Bartek miał dziewięć lat i kieszenie zawsze pełne okruchów. Był mistrzem poważnych min i niepoważnych myśli. Pewnego dnia, kiedy zadzwonił dzwonek na długą przerwę, nauczycielka matematyki, pani Zimna, patrzyła na całą klasę z miną jak zamknięta lodówka.
Nikt nie widział jej uśmiechu od początku roku szkolnego. Były legendy, że jeszcze nigdy się nie uśmiechnęła, nawet jak ktoś przyniósł do szkoły zupę z bitą śmietaną zamiast zeszytu.
Bartek postanowił, że rozwiąże zagadkę lodowego uśmiechu. — Jak się nie śmieje, to pewnie się zamroziła! — mruknął do koleżanki, Zosi.
— To znaczy, że trzeba go rozmrozić! — Zosia chichotała.
Zielone oczy Bartka rozbłysły. — Operacja „Rozmrażanie Uśmiechu” się rozpoczyna!
Rozdział 2: Tajemniczy zeszyt i koci figiel
Po lekcjach Bartek wrócił do domu. Przez całą drogę rozmyślał, jak odczarować uśmiech pani Zimnej. Wpadł na genialny plan: poszuka magii w domowym biurku babci, która kiedyś była czarodziejką od ciastek.
W biurku znalazł zeszyt w fioletowe koty z napisem „Sekrety codziennej magii”. Przewracał kartki, aż przeczytał: „Aby roztopić lód, potrzeba ciepła, śmiechu i odrobiny... kota?”
Bartek spojrzał na swoją puszystą kotkę Fibi, która właśnie usiłowała schować się w pustym pudełku po butach.
— Chodź, Fibi, będziesz moim czarodziejem! — powiedział i przebrał kotkę w skarpetkę z reniferami. Kotka wyglądała jak magiczny kabanos.
Rozdział 3: Kłopoty w sklepiku i eliksir śmiechu
Następnego dnia zabrał Fibi (w tajemnicy, w plecaku) do szkoły. Plan był prosty: użyć magii kota, żeby wyczarować śmiech podczas przerwy. Po drodze do klasowego sklepiku, Bartek potknął się o szkolny dywanik, a Fibi wyskoczyła z plecaka.
— Miau! — przeciągle zawołała kotka, galopując przez sklepik i przewracając na głowę panią sklepikarkę kilogram landrynek.
— Mamy kłopoty! — szepnęła Zosia, obserwując, jak landrynki lecą jak kolory tęczy.
Pani sklepikarka... zaczęła się śmiać! A potem śmiali się wszyscy oprócz pani Zimnej, która tylko wyciągnęła notes i zapisała coś bardzo powoli.
Bartek, nie tracąc nadziei, wyjął z zeszytu babci przepis na eliksir śmiechu: „Mieszać sok z ogórka, ślady kota i jedną łzę cebuli”.
W szkolnej kuchni, przy pomocy Zosi i kucharki Jadzi, uwarzyli miksturę. Fibi błysnęła wąsem i wskoczyła na stół, żeby dodać swój ślad łapki.
Powstał napój, który pachniał jak kiszone ogórki w piżamie. Bartek nalał trochę do plastikowego kubka i postawił na biurku pani Zimnej.
Rozdział 4: Lodowate wyzwanie i niespodziewany zwrot
Pani Zimna popatrzyła na kubek z eliksirem tak, jakby był to pocałunek smoka. Uczniowie wstrzymali oddech, nawet Fibi usiadła z wybałuszonymi oczami.
— Co to takiego? — zapytała poważnie.
— Eliksir na uśmiech, proszę pani! — odpowiedział Bartek, próbując nie parsknąć śmiechem.
Pani Zimna powąchała napój.
— Pachnie... nietypowo — mruknęła i ostrożnie upiła łyk. Cała klasa śledziła każdy jej ruch, jakby oglądali najnowszy film o smokach i księżniczkach-zebrach.
Na początku nic się nie wydarzyło. Potem pani Zimna zaczęła... kichać. Najpierw cicho, potem coraz głośniej, aż w końcu rozległo się donośne „Apsik!”, a na jej twarzy pojawiły się podejrzanie rozciągnięte kąciki ust.
Bartek był już niemal pewien, że to nie wypali, kiedy nagle pani Zimna spojrzała na Fibi, która akurat robiła minę kota-niewidka i przewróciła butelkę wody ogonem.
Nauczycielka zachichotała. Najpierw cicho, potem coraz głośniej, aż cała klasa do niej dołączyła.
Rozdział 5: Uśmiech, który stopił lód
— Wspaniale, Bartku, rozmroziłeś mój uśmiech! — powiedziała pani Zimna, śmiejąc się jakby właśnie wygrała konkurs na najdłuższy śmiech na świecie.
Wszyscy zaczęli się turlać po podłodze, a Fibi dostała order „Najzabawniejszego Kota Szkoły”. Nawet pani sklepikarka przyszła pogratulować Bartkowi.
Na ostatnich zajęciach tego dnia Bartek spojrzał przez okno. Słońce już zachodziło, a nad szkolnym ogrodem wisiał księżyc jak miękka poduszka.
Zosia pociągnęła Bartka za rękaw.
— Chodź, coś ci pokażę — szepnęła.
Przy bocznej alejce stała stara ławka, dziwnie błyszcząca w księżycowej poświacie. Usiadł obok Zosi i Fibi, która wskoczyła im na kolana.
— Wiesz, Bartku, najlepsza magia to ta, którą robimy razem — powiedziała Zosia i uśmiechnęła się szeroko.
Bartek pokiwał głową. Czuł się lekki jak balonik z helem. Przez chwilę wszyscy milczeli, patrząc, jak księżyc oświetla ławkę i ślady łapek Fibi na świeżej trawie.
Tak zakończyła się Operacja „Rozmrażanie Uśmiechu”. Chociaż Bartek nadal miał kieszenie pełne okruchów, w sercu miał teraz coś wspanialszego — ciepły, rozgrzewający uśmiech, który był jak magia pod księżycem.