Część 1
W domu było ciepło i jasno. Za oknem skrzył się śnieg. Cztery maluchy siedziały na dywanie: Zosia, Hania, Franek i Olek. Wszyscy mieli około trzech lat i każdy miał rumiane policzki jak małe jabłuszka.
Mama przyniosła pudełko z ozdobami. Pachniało świerkiem, pomarańczą i… cynamonem. W pudełku leżały brązowe patyczki cynamonu, gładkie i zwinięte jak małe ruloniki.
„Dziś macie ważną misję” powiedziała mama cicho, jakby zdradzała sekret. „Trzeba zawiesić patyczki cynamonu. Będą pachnieć przez całe święta.”
Dzieci spojrzały na siebie. Misja! To brzmiało jak przygoda, ale bez pośpiechu, w miękkim świetle lampek.
Tata pokazał koszyczek z czerwonymi wstążkami. „Najpierw wstążka, potem patyczek, a potem supełek” powiedział powoli. „I spokojny oddech.”
Zosia pogłaskała wstążkę. „Mięciutka” szepnęła.
Franek wziął patyczek i powąchał. „Mmm… pierniczek!”
Hania uśmiechnęła się szeroko. „Ja chcę dużo, dużo.”
Olek kiwnął głową. „Ja zrobię jeden. Tylko jeden.”
W kącie stała choinka. Zielona, wysoka, z gałązkami jak ramiona gotowe na przytulenie. Lampki mrugały: raz złote, raz zielone, raz czerwone.
Część 2
Dzieci usiadły przy stole. Mama dała każdemu po jednej wstążce. „Powoli” przypomniała. „Nie śpieszymy się. Cynamon lubi cierpliwość.”
Zosia próbowała zawiązać supełek. Paluszki były małe, a wstążka ślizgała się jak rybka. Zosia zmarszczyła brwi. „Nie umiem.”
Mama położyła dłoń na jej dłoni. „Umiem ja i umiesz ty. Spróbuj jeszcze raz. Raz… i dwa.”
Zosia zrobiła „raz” i „dwa”. Supełek wyszedł malutki. „O!” powiedziała, jakby zobaczyła gwiazdkę.
Franek chciał od razu zawiesić patyczek. Ciągnął wstążkę, ciągnął i… wstążka zrobiła długi ogonek. Franek westchnął. „Za długie.”
Tata uśmiechnął się. „To nic. Skrócimy. Cierpliwie.” Tata zawiązał drugi supełek, a Franek patrzył uważnie. „Jeszcze raz?” zapytał Franek.
„Jeszcze raz” odpowiedział tata. I zrobili razem.
Hania liczyła patyczki. „Jeden, dwa, trzy… dużo!” Zaśmiała się, aż lampki na choince jakby zamrugały szybciej.
Olek trzymał swój jeden patyczek jak skarb. Siedział cichutko. Potem powiedział: „Proszę, pomóż.”
Mama pochyliła się. „Z przyjemnością.” Wspólnie zrobili supełek. Olek był bardzo dumny. „Mój” powiedział ciepło.
Kiedy cztery wstążki były gotowe, wszyscy podeszli do choinki. Gałązki lekko drżały, jakby choinka szeptała: „Witajcie.”
Zosia zawiesiła swój cynamon na dolnej gałązce. Franek zawiesił obok, trochę wyżej. Hania zawiesiła aż dwa, bo jeden zrobił jej tata. Olek powiesił swój jeden patyczek dokładnie pośrodku, jak w samym sercu choinki.
Nagle w pokoju zrobiło się jeszcze bardziej pachnąco. Cynamon mieszał się ze świerkiem. Dzieci wciągały powietrze nosem. „Mmm” mówili raz po raz.
Część 3
Mama postawiła na stole kubki z ciepłym mlekiem. Tata włączył cichą kolędę. Dzieci usiadły na kanapie pod kocem w gwiazdki.
„Zrobiliście to” powiedziała mama. „Cierpliwie. Krok po kroku.”
Zosia oparła głowę o mamę. „Cierpliwość to… powoli?”
„Tak” odpowiedziała mama. „Powoli i spokojnie. A wtedy rzeczy się udają.”
Franek spojrzał na choinkę. „Choinka pachnie jak ciasteczka.”
Hania klasnęła. „I jak święta!”
Olek szepnął: „Mój patyczek też pachnie.”
Za oknem płatki śniegu tańczyły w ciszy. W domu lampki mrugały miękko, jak małe świetliki. Cynamonowe patyczki kołysały się lekko, a wstążki robiły czerwone „hop, hop”.
Tego wieczoru dzieci nie musiały nigdzie biec. Były razem. Było ciepło. Było jasno. I w całym pokoju unosiła się spokojna, słodka magia świąt.