W małym, ciepłym pokoju stała choinka. Pachniała lasem i piernikiem. Pod choinką leżały kolorowe pudełka, a na gałązkach mrugały światełka: raz, dwa, raz, dwa.
Na stoliku mieszkał dzwoneczek. Nazywał się Dzyń. Był złoty, okrąglutki i zawsze trochę chichotał, bo łaskotało go własne brzuszko, gdy ktoś go dotknął.
„Dzyń, Dzyń!” mówił, kiedy chciał coś powiedzieć.
Tego wieczoru Dzyń usłyszał szept:
„W domu jest skarb… skarb… skarb…”
Dzwoneczek aż zadrżał z ciekawości.
„Jaki skarb? Gdzie skarb?” zadzwonił cichutko. „Chcę go znaleźć!”
Światełka na choince mrugnęły jak oczka.
„Szukaj, szukaj” zdawały się mówić. „Ale spokojnie. Tu jest Wigilia. Wszystko jest dobre.”
Dzyń poturlał się po stoliku. Hop! Zsunął się na miękki dywan i wcale nie było bum, tylko „puf”. Dywan był miły jak kocyk.
Najpierw zajrzał pod choinkę.
„Czy ty jesteś skarb?” zapytał czerwone pudełko.
Pudełko milczało, ale wstążka zrobiła fikuśny supełek, jakby się uśmiechała.
Dzyń poturlał się dalej, ostrożnie, ostrożnie.
W kuchni pachniało barszczem i mandarynką. Na blacie stała miska z makiem.
„Maku, maku, czy ty znasz skarb?” zadzwonił Dzyń.
Miska była pełna i poważna, ale jedna ziarenka maku przykleiła się do nosa dzwoneczka.
„Hihihi!” zaśmiał się Dzyń. „To łaskocze!”
Nagle usłyszał ciche „tik-tak”.
To zegar w kształcie domku mrugał okienkiem.
„Zegarze, zegarze, gdzie skarb?” zapytał Dzyń.
„Tik-tak, tik-tak” odpowiedział zegar. „Skarb lubi ciepło i bliskość. Spójrz tam, gdzie wszyscy lubią być.”
Dzyń pomyślał. Gdzie wszyscy lubią być?
Przy stole! Bo tam są talerze, opłatek i śmiech.
Poturlał się do pokoju. Stół był nakryty białym obrusem. Pod obrusem coś cichutko szeleściło.
„Halo?” zadzwonił Dzyń. „Czy tu jest skarb?”
Spod obrusa wystawał róg małej karteczki. Dzyń podciągnął ją delikatnie. Na karteczce były rysunki: serduszko, gwiazdka i uśmiechnięta buzia. A obok ktoś napisał krzywo: „Dla Ciebie”.
Dzyń zrobił wielkie „Dzyń!”
„To jest skarb! To jest mój skarb!” zaśmiał się. „Ale… dla kogo? Dla mnie? Dla kogoś miłego?”
Wtedy do pokoju weszła rodzina. Mama niosła talerz pierników, tata poprawiał lampki, a dziecko trzymało małą kopertę.
„O, jest!” powiedziało dziecko. „Moja karteczka uciekła pod obrus.”
Dzyń zadzwonił łagodnie:
„To twoja karteczka? Jest piękna jak śnieżynka.”
Dziecko uśmiechnęło się szeroko.
„To jest mój skarb dla babci. Narysowałem gwiazdkę, bo babcia świeci jak gwiazdka.”
Dzyń poczuł w środku ciepło, choć był z metalu.
„To najlepszy skarb” zadzwonił cichutko. „Nie błyszczy jak złoto, a i tak świeci.”
Mama pogłaskała dzwoneczek palcem.
„Dzyń, dziś jesteś bardzo dzielny.”
Dzwoneczek chichotał:
„Nie dzielny, tylko ciekawski! Ciekawość robi: dzyń-dzyń!”
Wkrótce wszyscy usiedli przy stole. Światełka mrugały spokojnie. Za oknem padał śnieg, jakby sypał cukier puder.
Dzyń wrócił na swoje miejsce przy choince. Patrzył, jak dziecko wkłada karteczkę do koperty i niesie ją babci. Babcia przytuliła dziecko i powiedziała:
„Och, jaki skarb!”
Dzyń zadzwonił najciszej, jak umiał:
„Wesołych Świąt… wesołych… wesołych…”
I zasnął w blasku lampek, szczęśliwy, bo znalazł skarb: ciepłe słowa, uśmiechy i bliskość, które mieszczą się w każdym domu, gdy przychodzi Boże Narodzenie.