W lesie padał miękki śnieg. Gałązki drzew były białe jak chmurki. Lisek Lutek obudził się wcześnie. Poczuł w sercu radość. Dziś jest Wigilia. Dziś trzeba ubrać choinkę.
W środku polany stał duży świerk. Był piękny i pachniał żywicą. Małe światełka migotały jak gwiazdki. Lutek spojrzał na czubek drzewa. Tam brakowało gwiazdy. „Chcę zawiesić gwiazdę” — powiedział cicho.
Lutek miał złotą gwiazdkę w małym woreczku. Gwiazdka błyszczała. Była lekka i ciepła. Lisek położył gwiazdkę na łapce. Potem skakał, by dosięgnąć czubka. Skakał raz. Nie doskoczył. Skakał dwa. Wciąż za niski. Lutek nie płakał. Uśmiechał się. Wiedział, że proste rzeczy wymagają czasu.
Przyszła wiewiórka Wera z koszyczkiem orzechów. „Pomogę” — powiedziała. Wera skakała na wyższe gałązki. Lutek chwycił ją za ogonek. Razem podskakiwali. Gwiazdka była blisko. Ale wietrzyk dmuchnął i gwiazdka zatańczyła w dłoni Lutka. Spadła na śnieg. „Uważajmy” — powiedziała Wera. Uśmiechali się.
Nagle z zarośli wyszedł zajączek Julek. Niósł lampion. Lampion dawał miękkie światło. „Może poskacę na plecy?” — zaproponował Julek. Lutek spojrzał. To było pomysłowe. Lutek wspiął się na plecy Julka. Wera stanęła na kolejnej gałązce. Razem tworzyli wieżę małych stworzeń.
Lutek wyciągnął łapkę. Gwiazdka lśniła tuż u końca. Prawie... Ale gałązka chybiła. Wszyscy zadrżeli. Potem rozbiegli się śmiechem. „Jeszcze raz!” — zawołała Wera. „Jeszcze raz!” — krzyknął Julek. Lutek wziął głęboki oddech. Policzył do trzech. Raz. Dwa. Trzy. Skoczył wyżej niż wcześniej.
Tym razem gwiazdka znalazła się na czubku świerka. Zaskrzypiał śnieg. Cała polana jakby zamilkła. Potem zapaliły się światełka. Gwiazdka świeciła ciepłym światłem. Świeciła jak małe słońce. Lutek poczuł ciepło w brzuchu. Było mu bardzo radośnie.
Przyszła sówka Sonia. Przyniosła pierniczki. Pucha mrugnęła swoimi oczami. „Świętujemy razem” — powiedziała. Wszyscy usiedli przy choinkowym kręgu. Jedli pierniczki i pili ciepłą malinową herbatkę z maleńkich kubeczków. Śmiech dudnił wśród drzew. Światła tańczyły na śniegu.
Lutek spojrzał na gwiazdkę. Była najwyżej. Była spokojna. „Udało się” — wyszeptał. Przytulił się do Wery. Przytulił się do Julka. Przytulił się do wszystkich przyjaciół. Czuli się bezpieczni i kochani.
Noc nadejdzie powoli. Na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Gwiazdka na choince świeciła tak samo jasno jak one. Lutek pomyślał, że magia to nie tylko światła. Magia to wspólne chwile. Magia to pomocna łapka. Magia to uśmiech.
Wszyscy zaśpiewali cicho kolędę. Głos sówki był miękki, zając nucił, wiewiórka bębniła pazurkiem. Lutek nucił razem z nimi. Płynęła ciepła melodia. Las słuchał.
Gdy nadszedł czas pójścia spać, każdy odnalazł swoje miejsce pod drzewem. Lutek zawinął się w miękki kłębek futerka. Spojrzał jeszcze raz na gwiazdkę. Była tam, świeciła spokojnie. Lutek zamknął oczy. Myślał o przyjaźni i o tym, że szczęście można dzielić.
W lesie zapadła spokojna noc. Śnieg skrzył się jak pyłek gwiazd. Wszystko było ciche i ciepłe. Lutek śnił o kolejnych świątecznych porankach. I o tym, że zawsze znajdą sposób, by zawiesić gwiazdę razem.