Wielkie Miasto Jutra błyszczało jak pudełko z kolorowymi klockami. Wysokie wieże miały dachy-ogrody. Rosły tam truskawki, mięta i małe drzewka. Między budynkami biegły powietrzne kładki. Były przezroczyste jak szkło i miękkie jak guma pod stopami.
Cztery dziewczynki szły razem. Prawie wszystkie miały po trzy latka. Nela miała trzy i pół i lubiła mówić: „Ja już prawie duża”. Kiki miała trzy. Pola miała trzy. A Maja była troszkę młodsza, ale dzielna i szybka.
W rękach niosły Mapkę. To nie była zwykła kartka. To była miękka, dotykowa plansza. Gdy głaskało się ją palcem, świeciła. Gdy stuknęło się dwa razy, mówiła ciepłym głosem: „Tu jesteś”.
Dziś dziewczynki miały ważne zadanie. Aktualizowały mapę, żeby była dobra dla wszystkich. Dla małych i dużych. Dla tych, co widzą, i tych, co wolą słuchać. Dla wózków i dla rolek.
„Dodamy nowe miejsca!” powiedziała Nela.
„I nowe dźwięki!” powiedziała Kiki.
„I nowe wypukłe ścieżki!” dodała Pola, bo lubiła dotykać palcami małe kropeczki.
Na dachu-ogrodzie numer Siedem mapka zamrugała zielono. Stała tam huśtawka, a obok lśniący kran z wodą o smaku cytryny.
Nela dotknęła mapki. „Tu jest huśtawka.” Mapka zrobiła mały dźwięk: ding. Na powierzchni pojawiła się wypukła ikonka, taka jak półksiężyc.
Maja przyłożyła ucho. Mapka szepnęła: „Huśtawka. Spokojnie. Bezpiecznie.”
Potem poszły powietrzną kładką. Pod nimi jechały ciche autobusy na magnesach. Nie dymiły. Mruczały jak koty.
Na następnym skrzyżowaniu kładek stał robot-latarnia. Miał oczy jak dwa żółte kółka i świecił w dzień, bo lubił.
„Przepraszam,” powiedziała Pola. „Szukamy nowej rampy.”
Robot poruszył głową. „Rampy są tutaj. Pokażę.” Jego światło przesunęło się po podłodze i narysowało jasną linię. Linia prowadziła do szerokiej, łagodnej rampy z miękką poręczą.
„Ojej!” ucieszyła się Kiki. „Tego nie ma na mapie!”
Dziewczynki szybko zaktualizowały Mapkę. Nela dodała ikonę rampy. Kiki nagrała krótki dźwięk: „Rampa tędy.” Maja przykleiła małą naklejkę z gwiazdką, bo gwiazdki pomagały pamiętać.
Nagle Mapka mignęła na niebiesko. „Uwaga. Nowy ogród na dachu. Proszę dodać.” Głos brzmiał miło, jak kołysanka.
Poszły więc jeszcze kawałek. Nowy dach-ogrod był pełen pomidorów i wielkich, okrągłych poduszek do siedzenia. W rogu stała stacja ładowania dla wózków i małych skuterów.
„Dla wszystkich,” szepnęła Maja i pogłaskała mapkę.
Kiedy słońce zrobiło się pomarańczowe, dziewczynki usiadły na poduszkach. Mapka świeciła spokojnie, ciepło. Pokazywała ich drogę jak świetlistą wstążkę.
„Teraz każdy trafi,” powiedziała Nela.
„I każdy poczuje,” dodała Pola.
„I każdy usłyszy,” dodała Kiki.
Maja przytuliła Mapkę. „Miasto jest dobre.”
A Miasto Jutra mruczało cicho pod nimi, równo i bezpiecznie, jak wielki, przyjazny silnik.