Część 1
Maja miała cztery lata i dziś od rana chodziła jak sprężynka. W kuchni pachniało wanilią i babką. Na stole stała miska z kolorowymi pisankami. Mama mieszała lukier, a tata udawał, że jest zającem i co chwilę robił „hop!”.
„Tato, nie skacz po moich skarpetkach!” zaśmiała się Maja.
„To nie skarpetki, tylko chmurki do skakania” powiedział tata całkiem poważnie.
Maja uśmiechnęła się szeroko. Lubiła takie żarty.
Na parapecie suszyły się małe papierowe zajączki, a obok leżała czekoladowa kurka, która wyglądała, jakby zaraz miała zapiać. Maja podeszła do koszyczka wielkanocnego. Był tam chlebek, sól i mały baranek z cukru. Wszystko było jasne, miękkie, domowe.
Nagle Maja zobaczyła coś pod krzesłem. Coś brązowego, okrągłego, jak jajko, ale nie czekoladowe.
„Mamo! Co to?” zawołała.
Mama przykucnęła. „Ojej, to drewniane jajko. Skąd się tu wzięło?”
Maja wzięła je w dwie dłonie. Było gładkie i ciepłe, jakby wcześniej leżało na słońcu. Na boku miało wyryty duży znak.
„Jedynka!” przeczytała mama. „1.”
Maja zrobiła wielkie oczy. „To jest jajko z liczbą!”
Tata podrapał się po głowie. „Może to jajko lubi liczyć. Jak ja, gdy liczę naleśniki.”
„Ile naleśników?” zapytała Maja.
„Zawsze za mało” odpowiedział tata, a mama się zaśmiała.
Maja pogłaskała drewniane jajko. I wtedy stało się coś malutkiego, ale dziwnego: jajko lekko zamruczało. Tak cichutko: „mrrr…”
Maja aż przysiadła z wrażenia, ale nie ze strachu. Raczej z ciekawości, jak wtedy, gdy bańka mydlana nagle zmienia kolor.
„Słyszałaś?” szepnęła do mamy.
„Chyba… to drewno skrzypnęło” powiedziała mama, choć sama się uśmiechała.
Maja przytuliła jajko. „Ja znajdę resztę. Muszą być inne: dwa, trzy, cztery!”
„Dobrze” powiedziała mama. „Szukamy razem. Nikt nigdzie nie znika. Jesteśmy w domu i w ogrodzie, blisko.”
„Hop, zespół Majowy!” zawołał tata i zrobił śmieszną minę.
Maja parsknęła śmiechem. „Jestem kapitan Maja!”
Część 2
Najpierw poszli do salonu. Pod poduszką leżał zajączek z papieru. Za firanką wisiała mała pisanka z plastiku. Ale Maja szukała cięższego, drewnianego jajka.
„Może pod dywanem?” zaproponowała Maja.
Tata uklęknął i zajrzał. „Pod dywanem mieszkają tylko okruszki. O, patrz! Okruszek w kształcie serduszka!”
Maja zachichotała. „Okruszek-serduszko!”
Wtedy drewniane jajko z jedynką znów zamruczało: „mrrr… mrrr…”
I jakby… lekko poruszyło się w stronę korytarza. Nie skoczyło daleko. Tylko o milimetr, jak gdyby mówiło: „tędy”.
„Ono pokazuje drogę!” szepnęła Maja.
„To jajko-przewodnik” powiedział tata. „Prowadzi do… jajkonów.”
„Do czego?” zdziwiła się Maja.
„Do jajek, które lubią porządek” odpowiedział tata. „Jedno po drugim!”
W korytarzu stały buty. Maja zajrzała do swojego kalosza. Był czysty, tylko pachniał gumą i wiosną.
„Coś tu jest!” zawołała.
W środku leżało drugie drewniane jajko. Na nim była wyryta „2”.
„Mam dwójkę!” Maja przytuliła oba jajka: 1 i 2. Były jak małe, drewniane cukierki, tylko że nie do zjedzenia.
„Brawo, kapitanie” powiedziała mama. „Co dalej?”
„Trójka!” odpowiedziała Maja bez wahania.
Poszli do kuchni. Na stole stała miska z czekoladowymi jajkami. Maja spojrzała na nie poważnie.
„Te są słodkie, ale nie liczą” powiedziała.
„One liczą… ile ich zniknęło” uśmiechnęła się mama i mrugnęła.
Drewniane jajka zamruczały razem: „mrrr-mrrr”. I nagle z koszyczka z pisankami wysunęła się cienka wstążka, jak kolorowy języczek.
„O!” powiedziała Maja. „Wstążka mnie woła.”
Pociągnęła delikatnie. Spod serwetki w koszyczku wyskoczyło trzecie drewniane jajko z „3”. Wyskoczyło tak grzecznie, jak piłeczka, która wie, gdzie ma wylądować.
„Trójka!” Maja zaklaskała. „To działa!”
„To jest prawdziwa wielkanocna magia” powiedział tata, a potem dodał ciszej: „Tylko nikomu nie mów, bo zając się zawstydzi.”
Maja przyłożyła palec do ust. „Ciiiii.”
Została jeszcze „4”. Maja poczuła w brzuchu miękkie łaskotanie. To było łaskotanie przygody, ale bez pośpiechu. W domu było ciepło. Mama była obok. Tata był obok. Wszystko było bezpieczne.
„Sprawdźmy ogród” zaproponowała mama. „Tam rosną krokusy.”
Maja założyła kurtkę. Tata założył czapkę… na odwrót.
„Tato, masz tył na przodzie” powiedziała Maja.
„To moda zająca” odpowiedział tata. „Zając zawsze patrzy, gdzie skacze.”
Maja śmiała się całą drogę do drzwi.
Część 3
W ogrodzie było jasno. Na trawie błyszczały kropelki. Krokusy były fioletowe, żółte i białe. W powietrzu pachniało mokrą ziemią i czymś słodkim, jakby wiosna też miała lukier.
Maja trzymała jajka: 1, 2, 3. Szła powoli między rabatkami.
„Czwórko, gdzie jesteś?” zapytała grzecznie.
I wtedy usłyszeli cichutkie „puk-puk”.
Nie było straszne. Raczej jak ktoś stuka łyżeczką w kubek.
„Słyszę!” Maja przyłożyła ucho do krzaczka z baziami. „Puk-puk!”
Tata udawał detektywa. „Podejrzany krzaczek!”
Mama wskazała małą, kolorową skrzynkę przy płocie. To była budka na listy, ale taka mini, dla ozdoby. Na niej wisiała kokardka.
Maja podeszła i otworzyła drzwiczki. W środku leżało czwarte drewniane jajko. Miało wyrytą „4”. Obok było małe czekoladowe serduszko, jak nagroda.
„Czwórka!” Maja prawie zatańczyła. „Mam całą kolejkę!”
Drewniane jajka w jej dłoniach zamruczały wesoło: „mrrr-mrrr-mrrr-mrrr”. A potem, zupełnie jakby były zadowolone, ucichły i zrobiły się zwyczajne. Drewniane, gładkie, spokojne.
Maja ułożyła je na ławce: 1, 2, 3, 4.
„To jest ciąg” powiedziała mama. „Pięknie ułożony.”
„Ciąg jak pociąg!” zawołała Maja. „Ciuchcia jajkowa!”
Tata zrobił „ciu-ciu!” i przeszedł obok, udając lokomotywę. Mama też się dołączyła, a Maja śmiała się tak, że aż przysiadła na trawie.
Potem wrócili do domu. Mama postawiła drewniane jajka na półce, obok pisanek. Tata podał Majce mały talerzyk z kawałkiem babki i czekoladowym jajkiem.
„To co, kapitanie, odpoczynek?” zapytał.
„Tak” powiedziała Maja i westchnęła zadowolona. „Ale jutro znów będę szukać.”
„Jutro możemy szukać… skarpetek” zażartował tata.
„Skarpetki się nie chowają!” odpowiedziała Maja bardzo pewnie.
Mama uśmiechnęła się ciepło. „A jednak czasem lubią zabawę.”
Maja spojrzała na półkę. Drewniane jajka stały równo: 1, 2, 3, 4. Jak mała, grzeczna rodzina. W słońcu wyglądały złoto-brązowo, jakby w środku miały odrobinę świątecznego światła.
Maja zjadła kęs babki, oblizała usta i przytuliła mamę.
„Wielkanoc jest miła” powiedziała cicho.
„Bardzo miła” zgodziła się mama.
Tata szepnął: „A zając na pewno jest z ciebie dumny.”
Maja zamknęła oczy na chwilę. W domu było spokojnie, wesoło i jasno. A liczby w drewnianych jajkach jakby szeptały: „Raz, dwa, trzy, cztery… dobrze, dobrze, dobrze.”