Rozpoczęcie farandoli
Małpka Mela skakała po gałęziach. Miała czerwony szal na szyi i wielki uśmiech. Lubiła muzykę. Lubiła tańczyć. Pewnego dnia postanowiła zrobić farandolę. Farandola to tańcujący wąż przyjaciół, trzymający się za ogony i łapki.
Mela zawołała sarenkę Sonię. „Chodź z nami!” — krzyknęła. Sonia przytaknęła i podskoczyła. Potem dołączył jeżyk Julek. „Ja też!” — mówił i śmiejąc się, wbijał igiełki w trawę. Ptaki ćwierkały: „Raz, dwa, trzy!” i wskakiwały do szeregu. Tak powstał kolorowy wąż z futerkiem, piórkami i kolcami.
Dzieci ze wsi patrzyły spod ogrodzenia. Zwierzęta tańczyły w kręgu. Mela prowadziła na czele. Ręka za rękę, ogon za ogon, łapka za łapkę. Farandola ruszyła przez łąkę. Słońce przyglądało się z uśmiechem. Motylki machały skrzydełkami.
Śmieszne przygody po drodze
Na drodze stał kosz pełen jabłek. Króliki wyskoczyły i zawołały: „Czy możemy dołączyć?” Mela skinęła głową. Króliki wskoczyły do łańcucha. Farandola rosła i śmiała się głośno. Jabłka leżały w koszu, ale wiatr zawiał i kilka spadło. Jedno stoczyło się prosto pod stopę żółwia Bartka.
„Ups!” — powiedział Bartek powoli. „Nie mogę biec jak wy.” Zwierzęta spojrzały na siebie. Mela przystanęła i pomachała. „Zostań z nami, Bartek. Możesz iść swoim tempem.” Bartek uśmiechnął się i powoli dołączył do farandoli. Każdy robił miejsce. Królik podskakiwał, sarenka stawiała lekkie kroki, jeżyk starał się nie kłuć sąsiadów.
Nagle farandola napotkała kałużę błota. „Hop!” — zawołała Mela. Ptaki przefrunęły, ale sarenka poślizgnęła się i zrobiła piruet w błocie. Wszyscy zaśmiali się głośno. Jeżyk tak się przejął, że... zapomytał, gdzie trzyma swoje igły. „Oddam ci moje chusteczki!” — zawołał żółw. Mela wyciągnęła swój czerwony szal i podała go delikatnie sarnie, żeby mogła się otrzeć. Sonia otrzepała sierść i zatańczyła dalej. Szal latał na wietrze jak mała flaga.
Po chwili natknęli się na strumyk. Mostek był wąski. Każde zwierzątko przechodziło ostrożnie. Króliczki skakały radośnie. Ptaszki śpiewały: „Cii, cii, krok po kroku.” Mela liczyła: „Raz, dwa, trzy, hop!” I wszyscy przeszli bez problemu. Farandola była coraz dłuższa. Mieszkańcy lasu wyszli, żeby podziwiać korowód.
Najzabawniejsze wydarzyło się jednak przy starej jabłoni. Kotek Feliks, który mieszkał na płocie, zszedł na dół z wielką miską na głowie. „Mam zupę z trawy! Kto chce?” — miauczał radośnie. Zwierzęta zatrzymały się. „Ooo, pysznie!” — powiedziała Mela. „Podzielimy razem.” Feliks zaczął rozdawać porcje. Jedna porcja była za mała. Ktoś zaproponował, żeby zrobić większe porcje. Feliks lekko się skrzywił, ale potem śmiał się razem z innymi. Każdy dostał trochę zupy. Nikt nie był głodny. Nikt nie czuł się pominięty.
Wielki finał i ciepłe zakończenie
Farandola dotarła do polany, gdzie stał stary dąb. Przy dębie leżały śmiechy i zabawy. Mela usiadła na gałęzi i zawołała: „Zróbmy wielki krąg!” Zwierzęta ułożyły się wokoło. Słońce zmęczone dnia tańczyło jeszcze jedną melodię. Ptaszki nuciły cicho, jak kołysanka.
Mela podzieliła się ostatnim kawałkiem banana z Jeżykiem Julekiem. „Dziękuję!” — zaszczekał królik. „To było pyszne!” — pomruczał kotek. Bartek, wolny żółw, uśmiechał się szeroko. Wszyscy czuli, że farandola to coś więcej niż taniec. To była wspólna radość. To była wspólna troska.
Noc zaczynała wchodzić łagodnie. Każde zwierzątko znalazło swoje miejsce. Króliki zwinęły się w kłębuszki. Ptaszki schowały się w gniazdach. Mela przytuliła się do gałęzi i pomyślała o wszystkich przyjaciołach. „Dobranoc,” szepnęła. „Do jutra.” Wszyscy odpowiedzieli cicho: „Dobranoc.”
Gdy księżyc wyjrzał zza chmurek, na polanie zostało tylko ciche chrapanie i kilka ciepłych oddechów. Farandola miała nowe pamiątki: czerwony szal, kilka zgubionych jabłek, ślady błota i mnóstwo śmiechu. Zwierzęta spały spokojnie. Wiedziały, że w razie potrzeby podzielą się wszystkim. Tak kończyła się ich dzisiejsza zabawa — radosna, śmieszna i pełna hojności.