Początek
W lesie mieszkał lisek o imieniu Rudo. Był sprytny… ale często się mylił. I jeszcze częściej się z tego śmiał.
Pewnego ranka Rudo zobaczył tabliczkę: „Dzień Naleśnika w Polanie!”
„O! To pewnie dzień… nalewania!” ucieszył się. Wziął wiaderko i pobiegł.
Po drodze spotkał zająca.
„Dokąd tak pędzisz?” spytał zając.
„Na Dzień Nalewania! Będę nalewał… no… coś!” odpowiedział Rudo i potknął się o własny ogon.
Zając zachichotał i pobiegł z nim, bo lubił przygody.
Środek
Na polanie krzątały się zwierzęta. Jeż mieszał w misce, bóbr niósł patelnię, a sowa liczyła jajka: „Raz, dwa, trzy… ojej, uciekło mi jedno!”
Rudo podskoczył do wielkiej beczki.
„Tu się nalewa!” zawołał i chlup! wlał do miski sok z malin zamiast mleka.
„Mmm… różowe naleśniki?” mruknęła wiewiórka.
„To będzie naleśnik-kwiatuszek!” zaśmiał się Rudo.
Potem pomylił cukier z solą. Kich! Kich! Królik aż podskoczył.
„To będą naleśniki… morskie!” powiedział Rudo poważnie, a wszystkim zrobiło się śmiesznie.
Nagle patelnia zniknęła. Bóbr patrzył w lewo, w prawo.
„Bez patelni nie ma naleśników!” westchnął.
Rudo chciał pomóc. Zajrzał do kosza z jabłkami, do kapelusza sowy i nawet pod własny brzuch.
„Ojej. Może patelnia poszła na spacer?” zapytał.
„Ja ją widziałem!” pisnął wróbel. „Toczy się w stronę strumyka!”
Wszyscy ruszyli razem. Rudo biegł pierwszy… i oczywiście skręcił w złą ścieżkę.
„To nie strumyk, to… krzak!” zdziwił się, gdy wpadł w miękkie liście.
Zając podał mu łapę. „W prawo, Rudo. Razem damy radę.”
Koniec
Przy strumyku patelnia naprawdę się turlała, popychana przez ciekawską wydrę.
„Myślałam, że to okrągły bębenek!” zaśmiała się wydra.
„To bębenek do smażenia!” odparł Rudo i wszyscy znów się roześmiali.
Zwierzęta złapały patelnię razem: bóbr trzymał mocno, jeż podpierał, a lisek dmuchał: „Hop! Hop!” jakby to był balon.
Na polanie naleśniki w końcu wyszły… różowe, trochę słone i bardzo wesołe.
„Najdziwniejsze i najlepsze!” powiedziała sowa, mlaskając.
Rudo ukłonił się. „Ja się mylę, ale wy mnie ratujecie.”
„A ty nas rozśmieszasz!” dodał zając.
Potem wszyscy siedzieli w kółku, jedli ciepłe naleśniki i patrzyli, jak słońce mruga do lasu. Wszystko było spokojne, pyszne i wspólne.