Rozdział 1
Był sobie mały świnek o imieniu Pucuś. Pucuś miał różowe uszka i krótkie nóżki. Mieszkał w stogu siana z przyjaciółmi. Codziennie się śmiał. Codziennie coś wymyślał.
Pewnego ranka Pucuś obudził się z pomysłem. "Zrobię gag!" — oświadczył głośno. Przyjaciele zebrali się wokół. Była tam myszka Mela, kura Klara, żabka Żaneta i kotek Kicuś. Wszyscy patrzyli na świnka.
"Jaki gag?" — zapytała Mela.
"Coś śmiesznego!" — odpowiedział Pucuś i podskoczył.
"Bez krzywdy!" — dodała Klara.
"Tak, tak!" — zgodził się Pucuś. "Chcę śmiać, nie sprawiać bólu."
Pucuś myślał. Myślał i myślał. W końcu wyciągnął wielki, kolorowy kapelusz. "Zobaczcie!" — zawołał. Kapelusz był za duży i opadał mu na oczy. Pucuś potknął się i wpadł do kałuży. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Ale to był dopiero początek.
Rozdział 2
Pucuś miał pomysł numer dwa. Chciał zamienić wszystkie marchewki w "tańczące marchewki". Posadził marchewki w rzędzie i zaczęło dyrygować im z liścia. Klara stukała dziobem, Mela biegała wokół, a Kicuś udawał orkiestrę, miaucząc rytmem. Marchewki nie ruszyły się. Pucuś zrobił wielki ukłon i... sam się zatoczył jak marchewka. To wyglądało tak śmiesznie, że wszyscy zaczęli klaskać.
Potem Pucuś postanowił zrobić nocny pokaz świetlny. Żabka Żaneta pożyczyła mu swoje zielone światło. Pucuś założył lampkę na nos i świecił jak latarka. Biegał po polu, robił cienie i opowiadał straszne (ale śmieszne) historie o chrumkających księżycach. "Buu!" — krzyknął i... nagle wszyscy zaczęli udawać chrumkanie. Chrum, chrum, chrum! To brzmiało jak orkiestra świnek.
W połowie dnia Pucuś miał jeszcze inny pomysł. "Zrobimy śmieszne twarze!" — zawołał. Wszyscy poszli do stawu. Pucuś zanurzył swoje nóżki i wysmarował się błotem. Zrobił wielkie wąsy i kropki na nosie. Mela zrobiła sobie kompakt z liściem i wyciągnęła nosek. Kicuś nasmarował wąsiki na pyszczku. Klara zasznurowała piórka jak kapelusz. Wyglądali bardzo zabawnie. Ale nikt nie był przykryty. Nikt nie był smutny. Tylko dużo śmiechu.
"To jeszcze nie jest super gag" — powiedział Pucuś. "Jeszcze coś!" Wtedy wpadł na pomysł balonów. Balony! Kolorowe, pękate kule, które fruwają. Pucuś napompował pierwszy balon nosem. "Hah!" — parsknął. Balon odleciał i zadziwił kaczkę Kwi. Kwi myślała, że to latający jabłek. "Kwa! Kwa!" — pisnęła i zaśmiała się.
Wszyscy napełnili balony. Balony pęczniały jak bąbelki. Pucuś przywiązał balon do trzonka marchewki i postawił go w rzędzie. "Zatańczą!" — krzyknął. Balony potrząsnęły się na wietrze i zaczęły falować jak miękkie chmurki. To było tak ładne, że nawet starzy gołębie przysiedli, by popatrzeć. Ale nagle... balon pękł! Huk był wielki, ale nikt się nie przestraszył. Było to jak "pop" w piosence. Wszyscy zaczęli klaskać do rytmu.
Rozdział 3
Pucuś czuł, że jeszcze nie znalazł "tego jednego" gagu. Usiedli wszyscy pod drzewem i zaczęli opowiadać żarty. Każdy miał coś krótkiego: Mela robiła skoki w miejscu, Klara opowiadała, jak zgubiła jedno piórko, Żaneta robiła śmieszne miny z szerokimi oczami, a Kicuś udawał, że poluje na skarpetkę. Pucuś słuchał i nagle... zaśmiał się tak bardzo, że stracił równowagę i przewrócił się na grzbiecie. Leżał z nóżkami w powietrzu jak mała łódka.
Wszyscy patrzyli. Przez chwilę był cisza. Potem Mela zaczęła chichotać, potem Klara, potem żabka, potem kot. Śmiech rozlał się jak ciepły miód po łące. Był to najpiękniejszy gag. Nikt niczego nie złamał. Nikt się nie gniewał. Była tylko radość.
Pucuś podniósł się, otrzepał błoto i uśmiechnął szeroko. "To był najlepszy gag!" — powiedział. Przyjaciele przytulili się i zatańczyli w kółeczku. Balony jeszcze fuczały na wietrze, kapelusze latały, a marchewki stały jak małe żołnierzyki.
Gdy zapadł zmierzch, wszyscy położyli się w stogu siana. Pucuś zamknął oczy. Słyszał chichot przyjaciół i czuł ciepło przyjaźni. Wiedział, że najlepszy gag to ten, który daje śmiech wszystkim. Zasnęli spokojnie, marząc o nowych, delikatnych psikusach na jutro.