Rozdział 1: Figlarz Franek i jego Sztuczki
Franek miał sześc lat i był najweselszym chłopcem na całej ulicy Jeżynowej. Kiedy szedł do domu, jego zielona czapka podskakiwała śmiesznie, a uśmiech był szeroki jak banan. Franek lubił żarty, psoty i... wygłupy! O tak, wygłupy były jego specjalnością.
Pewnego wieczoru, tuż po kolacji, gdy mama poprosiła go, by w końcu zaczął szykować się do spania, Franek miał już w głowie sto pomysłów na małe figle. Przekręcał się na sofie tu i tam, udając, że nie słyszy, jak mama woła:
– Franek, łap piżamę i myk do łazienki!
Franek sięgnął po piżamę, ale zanim ją ubrał, postanowił, że spróbuje ją założyć na głowę. Wyglądał jak śmieszny, niebieski słoń!
– Mamusiu, zobacz! Mam trąbę! – krzyknął wesoło, pokazując rękaw piżamy wystający z czoła.
Mama tylko pokręciła głową i się uśmiechnęła.
– Ojejku, Franku, zaraz się zamienisz w śpiocha… Szykuj się do spania, bo sen już czeka za drzwiami!
Ale Franek nie mógł usiedzieć w miejscu. Wbiegł do łazienki, ale zamiast umyć zęby, zaczął śpiewać:
– Szuuu, szuuuu! Zęby myją się, a paszcza szeroka jak żaba, tra-la-la!
Część pasty spadła mu na nos. Franek przyjrzał się sobie w lustrze i zaczął udawać, że jest ślimakiem z białą ścieżką.
– Oho, nowy ślimak w łazience! – zażartował tata, który właśnie zaglądał przez uchylone drzwi.
Franek mrugnął, po czym obiecał:
– Już, już, staram się być cicho jak myszka!
Ale to była tylko obietnica na chwilę…
Rozdział 2: Pościelowe przygody Franka
Gdy wreszcie znalazł się w swoim pokoju i wskoczył pod kołdrę, jego myśli zaczęły wirować jak karuzela. Kołdra była puchata i miękka, przypominała ogromną chmurę waty cukrowej. Franek wyciągnął rękę spod kołdry i zrobił z niej znak „do jutra!” w stronę mamy, która przyszła go przykryć.
– I co, śpiochu? Gotowy na podróż do krainy snów? – spytała, głaszcząc go po głowie.
– Tak, mamo… ale czy wiesz, że na mojej poduszce mieszka poduszkowy smok? – szepnął konspiracyjnie Franek.
Mama przysiadła na brzegu łóżka.
– Smok? A jaki on jest?
Franek przyłożył palec do ust i szeptał:
– To bardzo śmieszny smok! Zamiast zionąć ogniem, zionie… śmiechem! I czasem łaskocze mnie w stopy, żeby sny były wesołe!
Mama się zaśmiała.
– Może powinnam poprosić go, żeby i mnie trochę połaskotał? – zaproponowała.
– On łaskocze tylko tych, co robią znak do jutra – powiedział Franek i pomachał znowu w powietrzu.
Tata wszedł do pokoju i wystawił palec w górę, robiąc najdziwniejszą minę, jaką udało mu się wymyślić.
– Znak do jutra, panie smoku! – zawołał, a Franek zaniósł się śmiechem.
Poduszka rzeczywiście poruszyła się lekko. To był tylko wiatr, ale Franek był pewien, że to smok daje mu znak, że czeka już na wesołe sny. Pachniało czystością i miękkością, a światło lampki powoli stawało się coraz cieplejsze.
Rozdział 3: Kapcie w ucieczce i Szept Skrzata
Tuż przed zaśnięciem Franek przypomniał sobie o swoich kapciach, które leżały przy łóżku. Jeden z nich miał na przodzie kolorową buźkę króliczka, drugi był pomarańczowy i udawał marchewkę. Franek pomyślał, że to bardzo śmieszne, że króliczek i marchewka są razem kapciami.
Nagle postanowił, że kapcie powędrują razem na wycieczkę!
– Hej, kapcie! Zrobimy wyścig pod łóżko – szepnął i wepchnął je pod łóżko.
Kapcie potoczyły się z cichym szuraniem, a Franek śmiał się na tyle cicho, że mama mogła tylko się uśmiechnąć.
– Dobrej nocy, wesoły chłopczyku – powiedziała, gasząc lampkę.
Gdy już prawie zasypiał, usłyszał cichy szept…
– Franek, tu Skrzat Snu! Twoje kapcie właśnie zasnęły… Jedno śni o zielonej łące, a drugie o chrupiących marchewkach!
Franek przecierał oczy.
– Skrzatku, a ja będę śnił o czym?
– O tym, co najweselsze! O poduszkowych smokach, śmiejących się kapciach i mamie, która przychodzi, by powiedzieć „do jutra”.
Franek poczuł ciepło w sercu.
– Dziękuję, Skrzatku. Dobranoc!
Rozdział 4: Bravo Dodo i Słodka Cisza
Z każdym mrugnięciem powieki Franek czuł się bardziej i bardziej senny. Myśli płynęły jak łódki na spokojnym jeziorze. Słyszał jeszcze cichy, kołyszący głos mamy:
– Jestem z ciebie dumna, Franku. Byłeś dzisiaj odważny, pomysłowy i wesoły. Każdy wieczór jest z tobą jak wielka przygoda! Teraz czas na sen – a rano znów się zobaczymy.
Franek uśmiechnął się lekko. Wyciągnął rączkę spod kołdry i ostatni raz pomachał znak „do jutra” w stronę mamy, taty, śmiesznego poduszkowego smoka i Skrzata Snu. Czuł się bezpieczny i zaopiekowany, jakby kołdra była mięciutkim kokonem.
W śnie kapcie tańczyły w rytm cichych chichotów, poduszkowy smok podawał tort z obłoków, a Skrzat Snu rysował wielkie serce na nocnym niebie. Franek spał spokojnie, otulony lekkim śmiechem i dobrymi myślami.
A gdy świt zaglądał przez okno, na poduszce pojawiła się mała, kolorowa kartka:
„Bravo Dodo! Dziś spałeś jak prawdziwy mistrz snu. Jutro nowy dzień – nowe przygody i nowe żarty. Pamiętaj, że miłe myśli zawsze wracają. Słodkich snów, Figlarzu Franku!”
Franek przez sen się uśmiechnął i wtulił głowę w poduszkę, gotowy na jutro, na nowe psoty i na kolejne znaki do jutra. Świat był taki zabawny, a on tak bardzo kochany.
I cisza zapadła miękka jak chmurka słodkiej waty cukrowej…