Początek: Termometr, trzy nosy i jedna ważna misja
W pokoju było… no właśnie. Niby ciepło, niby nie. A dla Kuby to nie było „niby”. Kuba miał sześć lat i był bardzo konkretny. Lubił klocki równo ułożone, kredki w pudełku i skarpetki do pary. Najbardziej lubił liczby.
Tego wieczoru stanął na środku dywanu, trzymając w dłoni termometr z dużymi cyferkami.
— Potrzebuję temperatury idealnej — oznajmił poważnie.
Obok niego była Maja, też sześciolatka, z warkoczykami jak dwa skaczące przecinki. I był Olek, sześciolatek z uśmiechem, który pojawiał się szybciej niż bańka mydlana.
— Idealnej do czego? — zapytała Maja.
— Do zasypiania — odpowiedział Kuba. — Jak jest za ciepło, to człowiek jest jak naleśnik na patelni. A jak za zimno, to człowiek jest jak lód w sokiem. Ja chcę być… wygodny.
Olek podrapał się po głowie.
— A jaka jest idealna? Taka „mmm”?
— Taka „mmm” — potwierdził Kuba i spojrzał na termometr. — Teraz jest 23 stopnie.
Maja rozłożyła ręce.
— To dużo czy mało?
— Dla mnie… podejrzanie dużo — mruknął Kuba, jakby termometr był podejrzanym ogórkiem w słoiku.
Olek wskoczył na krzesło i zrobił minę naukowca.
— Ogłaszam badanie! Zrobimy eksperyment. Wietrzenie, koc, skarpetki, poduszka, a może… taniec pingwina!
— Bez pingwina w łóżku — powiedział Kuba. — Pingwin to zmienna losowa.
— Co? — Maja zachichotała.
— Zmienna, która robi niespodzianki — wyjaśnił Kuba. — A ja dziś nie chcę niespodzianek. Ja chcę temperaturę.
Maja podniosła mały wiatraczek z półki.
— To może to? Będzie wietrzyk jak w bajce o chmurkach.
Kuba zmarszczył brwi.
— Wietrzyk to też zmienna. Ale… możemy sprawdzić.
I tak zaczęła się misja: „Idealna temperatura do snu”. Trójka dzieci, jeden termometr i bardzo dużo śmiesznych pomysłów.
Środek: Polowanie na „mmm” i wietrzyk, który śmieje się cicho
Najpierw Olek podszedł do okna.
— Otwieram na trzy palce! — powiedział. — Ani na dwa, bo za mało. Ani na cztery, bo wtedy wpadnie noc.
— Noc nie wpada — uspokoiła go Maja. — Noc jest już wszędzie, tylko udaje, że jej nie ma.
Olek otworzył okno na „trzy palce”. Powietrze wślizgnęło się do pokoju jak kot, który wie, że nie wolno mu na stół, ale i tak sprawdza.
Kuba trzymał termometr i czekał.
— Minuta. Musi być minuta — wyjaśnił. — Termometr potrzebuje czasu, żeby pomyśleć.
Maja usiadła na dywanie i przytuliła poduszkę.
— A ja myślę, że idealna temperatura jest wtedy, kiedy człowiek ma ochotę powiedzieć „aaa” i się rozciągnąć.
Olek spróbował.
— Aaa! — rozciągnął się tak mocno, że aż jego koszulka podskoczyła. — U mnie działa.
Kuba spojrzał na termometr.
— 22,5. Jest lepiej, ale to jeszcze nie „mmm”. To „hmm”.
— To dodajmy coś — zaproponowała Maja i pobiegła do szafy. Wyciągnęła cienki koc w żółte kropki.
— Koc w kropki zawsze wie, co robi.
Kuba pokręcił głową.
— Koc to poważna sprawa. Koc może przegrzać.
Olek wsunął się pod koc i udawał krokodyla.
— Jaaa… jestem Kocodyl! Kocodyl lubi idealną temperaturę!
Maja parsknęła śmiechem.
— Kocodyl brzmi bardzo groźnie, a wygląda jak rogalik.
Kuba, choć bardzo konkretny, też się uśmiechnął. Tylko trochę.
— Dobrze. Test koca. Ale tylko na nogi.
Położyli koc na nogach Kuby, jakby nogi były królewskie i trzeba je było przykryć z szacunkiem. Kuba znów czekał minutę. Termometr „pomyślał”.
— 22,7 — odczytał Kuba. — Hm. Wzrost minimalny.
Olek wpadł na kolejny pomysł.
— Skarpetki! Skarpetki robią małe grzejniki.
Maja pokazała swoje skarpetki z liskiem.
— Moje liski są bardzo ciepłe. One mieszkają w jesieni.
Kuba miał skarpetki w paski.
— Paski są bardziej… matematyczne — stwierdził i założył je powoli, jakby każdy pasek musiał być na swoim miejscu.
Olek założył skarpetki nie do pary.
— Ja mam skarpetkę-kosmonautę i skarpetkę-ogórka. Razem to jest kosmiczna sałatka!
— Olek! — Maja zachichotała. — To nie pasuje!
— Pasuje do mojego humoru — odparł Olek, dumny jak paw.
Kuba znów sprawdził termometr.
— 22,9.
— Jesteśmy blisko „mmm”! — Maja klasnęła cicho.
Wtedy wiatraczek nagle ruszył, bo Maja go przypadkiem dotknęła. Zrobił: „wuuu… wuuu…”, bardzo spokojnie, jak sowa, która próbuje śpiewać kołysankę.
Olek przyłożył dłoń do wietrzyku.
— On dmucha jak zimna zupa. Tylko bez łyżki.
Kuba spojrzał podejrzliwie.
— Wietrzyk może zepsuć wynik.
— To zrobimy wietrzyk tylko na sekundkę — zaproponowała Maja. — Taką małą sekundkę.
Olek odliczał teatralnie:
— Jedna… i pół… i jedna i ćwierć… i prawie dwie!
— Olek, to nie jest odliczanie — powiedział Kuba, ale już bez złości.
Wietrzyk przesunął firankę, a firanka dotknęła nosa Olka.
— A psik! — kichnął Olek tak komicznie, że aż poduszka Maji podskoczyła.
— Zdrowie! — powiedziała Maja.
— Dziękuję. Mój nos też szuka idealnej temperatury — mruknął Olek.
Kuba spojrzał na termometr.
— 22,4! Spadło.
— Aha! — Olek uniósł palec. — To znaczy, że wietrzyk jest psotnikiem.
Kuba zamknął wiatraczek.
— Wietrzyk odpada. Zostaje okno na trzy palce, skarpetki, koc na nogi. Teraz potrzebujemy… jeszcze jednej rzeczy.
Maja zmrużyła oczy, jakby słuchała sekretu powietrza.
— Może… poduszka w odpowiednim miejscu? Jak poduszka jest krzywo, to człowiek się denerwuje i robi się gorąco w głowie.
Kuba popatrzył na swoją poduszkę. Rzeczywiście leżała trochę jak naleśnik, który uciekł z talerza.
— Poduszka musi być prosto — powiedział poważnie. — Prosto to spokojnie.
Ułożyli poduszkę. Olek poprawił też kołdrę tak, że wyglądała jak falująca chmurka.
— Proszę bardzo, kołdra w kształcie śpiącego wieloryba — ogłosił.
— Wieloryb? — Maja dotknęła kołdry. — Jest miękki. I nie pryska wodą. Super.
Kuba położył się na chwilę. Zamknął oczy, ale jedną powieką jeszcze pilnował termometru.
— Sprawdzamy… — szepnął.
Minuta minęła cichutko. Jakby sama też chciała zasnąć.
— 22,8 — odczytał Kuba. Potem położył termometr na stoliku i zamyślił się. — Ale cyferki to jedno. A ciało to drugie.
— Co mówi twoje ciało? — zapytała Maja szeptem, bo nagle w pokoju zrobiło się miękko.
Kuba poruszył palcami u stóp.
— Stopy mówią: „dziękujemy za skarpetki”.
Poruszył ramionami.
— Ramiona mówią: „kołdra jest jak chmurka”.
Oddychał spokojnie.
— A brzuch mówi: „nie jestem naleśnikiem”. To dobrze.
Olek usiadł obok łóżka i też sprawdził.
— Moje ciało mówi: „jestem kosmiczną sałatką i mam się świetnie”.
Maja zachichotała tak cicho, że to był prawie śmiech-piórko.
— A moje ciało mówi: „chcę jeszcze jedną bajkę”, ale bez strachów, tylko z ciepłem.
Kuba otworzył oczy.
— To zróbmy bajkę o temperaturze — zaproponował. — Kreatywną. Żeby temperatura sama przyszła.
— O! — Maja aż usiadła prościej. — Jak to?
— Wyobraźmy ją sobie — powiedział Kuba. — Idealna temperatura to nie cyferka. To mały, miły ludzik, który układa pod kołdrą klocki ze spokoju.
Olek klasnął bezgłośnie.
— I robi „pyk, pyk” z klocków!
— A ja dam mu farby — dodała Maja. — Niech maluje powietrze na kolor herbaty z miodem.
Kuba zamknął oczy i mówił wolno, coraz ciszej:
— Ten ludzik ma czapkę z waty. Staje przy oknie, mówi: „trzy palce wystarczą”, i zamyka drzwi od przeciągów. Potem głaszcze kołdrę, żeby była równa jak linijka. I szepcze do skarpetek: „pracujcie, ale delikatnie”.
Olek dopowiedział szeptem:
— A jak ktoś kichnie, to ludzik daje mu chusteczkę z księżycem.
Maja:
— I nakleja na sufit małe gwiazdki, żeby było przytulnie.
Kuba westchnął z ulgą.
— Czuję „mmm” — powiedział w końcu. — To jest to.
Koniec: Idealna temperatura znajduje łóżko
Olek zgasił małą lampkę w kształcie gruszki. Zostało tylko światło z korytarza, cienkie jak wstążka.
Maja podsunęła Kubie ulubionego pluszaka, małego misia w czerwonej czapce.
— Miś też lubi, jak jest „mmm” — szepnęła.
— Dziękuję — odpowiedział Kuba. Przytulił misia i poczuł, że wszystko ma swoje miejsce: skarpetki na stopach, koc na nogach, kołdra-chmurka na brzuchu i poduszka prosto pod głową.
Olek stanął przy drzwiach i zrobił poważną minę.
— Ogłaszam: misja wykonana. Temperatura idealna została złapana. Bez siatki, bez hałasu.
Maja skinęła głową.
— Złapana w wyobraźni. To najlepsza siatka.
Kuba uśmiechnął się już całkiem.
— Wiecie co? Kreatywność jest jak termometr, tylko do pomysłów. Pokazuje, kiedy jest przytulnie w głowie.
— A w głowie ma być miło — szepnął Olek. — Bo wtedy sny robią fikołki, ale takie miękkie.
Maja poprawiła koc, jakby głaskała żółte kropki.
— Dobranoc, Kuba.
— Dobranoc — odparł Kuba. — Dobranoc, Maju. Dobranoc, Olku. Dobranoc, idealna temperaturko.
Za oknem noc nie „wpadła”. Ona po prostu usiadła na parapecie jak spokojny kot i mruczała cichutko. W pokoju było „mmm”. W sam raz.
Kuba zamknął oczy. Oddech zrobił się wolniejszy. Zdania w jego głowie wydłużyły się i zmiękły, jakby były z koca.
I kiedy już prawie odpłynął, powiedział jeszcze bardzo cicho, do misia i do powietrza:
— zzz