Rozpoczęcie zabawy
Kuba, Tomek, Antek i Filip mieli pięć lat i mnóstwo pomysłów. Był wieczór. Słońce ziewało za płotem. Chłopcy postanowili urządzić ostatnią przygodę dnia w ogrodzie. "Cichutko!" szepnął Kuba. "To ma być misja na paluszkach."
Mieli pyszne czapki-łódeczki, kocyk-żaglówkę i latarkę-błysko. Każdy miał swoje zadanie. Kuba był kapitanem. Tomek trzymał mapę papierową pełną dziury. Antek miał słoik pełen gwiazdek (to były kamyczki). Filip nosił magiczny kotlet... czyli poduszkę, która brzmiała jak kotlet, kiedy się ją klepało. Wszystko było gotowe.
"Gotowi?" zapytał Kuba. "Gotowi!" krzyknęli. I ruszyli. Na paluszkach, hałasując jak ciche kaczuszki, przemykali przez trawę.
Wielkie zamieszanie
Najpierw spotkali coś bardzo dużego i bardzo smacznego. Albo tak im się przynajmniej wydawało. "To ogromny naleśnik!" wyszeptał Tomek. "Nie!" powiedział Antek. "To księżyc na ziemi!" "To mój kapelusz!" zawołał Filip i wskazał palcem... na psie. Pies o imieniu Burek siedział i patrzył, jakby to on właśnie był atrakcją.
Chłopcy złapali się za ręce. "Co to jest?" szeptali. Burek podniósł nos i kichnął. A z jego kichnięcia wyskoczyły małe latające listy — listy do snów! "To listy do snów!" zaśmiał się Kuba. "Dostarczymy je!" A więc zaczęła się dostawa.
W pierwszym domku listy wpadły do wiaderka z mydłem. "O nie!" krzyknął Tomek. "Listy się mydlą!" Próbowali je wyciągnąć, ale mydło było śliskie. Chłopcy śmiali się, gdzieś pękał mały balonik śmiechu. "Od razu!" powiedział Antek. "Śpiewamy im piosenkę!" I zaśpiewali cichutko, tak cichutko, że listy przestały się ślizgać i wskoczyły z powrotem do dłoni.
Następnie trafili do ogródka Jana, który hodował marchewki patrzące na księżyc. Tam listy utknęły wśród liści. "Pomogę!" zawołał Filip i użył swojego magicznego kotleta-poduszki jak dźwigu. Poduszka- kotlet zaszeleściła i... puf! Listy wyskoczyły jak popcorn. Marchewki pokiwały się z dumą.
Trzecie zadanie było najdziwniejsze. Jeden list wpadł w kapelusz pani Heleny. Pani Helena miała kapelusz pełen dzwoneczków i gumowych kur. "To mój kapelusz!" powiedziała półbezgłośnie. "A to są moje kurki!" Dziewczynka zza płotu zawołała: "To nie kurki, to moje zabawki!" Zrobił się mały gwar. Chłopcy biegali wokół, szukali, podawali, a list w kapeluszu tańczył jak gwiazda.
Wtedy nastąpiło nieporozumienie. Kuba zbiegł na drzewo. "Cicho" krzyknął, bo zobaczył cienisty kształt. Cień wyglądał jak smok. "Smok!" krzyknął. Wszyscy uciekali, tupot, śmiech. Smok był... tylko długim szalikiem na suszarce, który wirował na wietrze. "To tylko szalik" westchnął Tomek. Wszyscy się roześmiali tak, że echo w ogrodzie również się roześmiało.
Małe kłopoty przeradzały się w śmieszne rozwiązania. Gdy jeden z listów wpadł do buta, wszyscy zatańczyli butowy taniec. Gdy list ukrył się pod poduszką, Filip zaczął opowiadać poduszkowe kawały i list wyskoczył jak sprężynka. Powoli wszystkie listy trafiły do właściwych okienek i łóżek. Każde dziecko otrzymało list z prostą wiadomością: "Dobranoc. Śnij śmiesznie."
Spokojne zasypianie
Przygoda kończyła się. Chłopcy poczuli, że są już bardzo, bardzo senni. Ziewali razem. "Jeszcze raz misja?" zapytał Antek. "Nie" powiedział Kuba i uśmiechnął się ciepło. "Misja zakończona."
Usiedli na kocyku-żaglówce. Gwiazdy mrugały im z góry. Pies Burek ułożył się obok i chrapał bardzo delikatnie, jakby ktoś grał na małej skrzypcowej poduszce. Chłopcy szeptali o dziwnych szalikach i latających listach. Przypomnieli sobie kapelusze i marchewki. Śmiali się jeszcze jeden raz cichutko, jakby nie chcieli obudzić księżyca.
Powietrze zrobiło się ciepłe jak mleko. Oddechy im zwolniły, a słowa stały się krótsze i miększe. "Dobrze jest..." powiedział Tomek. "Tak..." dokończył Filip. Antek ułożył gwiazdkę z kamyczków obok Buczka. Kuba przytulił poduszkę-kotlet. I powoli, bardzo spokojnie, oczy zaczęły się zamykać. "Dobranoc, misja" powiedział ktoś półsennie. "Dobranoc, misja" powtórzyli pozostali.
I tak zasnęli wszyscy razem, na kocyku, pod mrugającymi gwiazdami, z psem u stóp. Śnili o miękkich szalikach, kapeluszach co dzwonią i o listach uśmiechniętych. Śnili o tym, że przygody potrafią być śmieszne i proste, i że zawsze po nich przychodzi dobry, ciepły sen.