Rozdział 1: Zniknięcie w pracowni
W Leśnym Domu Kultury pachniało farbą, kurzem z kulis i herbatą z suszonych malin. W dużej sali, gdzie odbywały się warsztaty teatralne, stały krzesła w półkole, a na środku leżał stos rekwizytów: kapelusze, peleryny, sztuczne wąsy i drewniany miecz, który zawsze skrzypiał jak stara gałąź.
Bohaterem dzisiejszego zamieszania był królik o imieniu Feliks. Miał długie uszy, bystre oczy i zwyczaj układania rzeczy w równych liniach. Kiedy coś było krzywo, czuł, jakby jedna łapa miała za krótką skarpetkę.
Feliks pomagał w porządkach po próbie. Miał przy tym swój ulubiony długopis — nie byle jaki, tylko granatowy, z małą gwiazdką na klipsie. Pisał nim notatki do scenariusza: kto wchodzi, kiedy padają kwestie, gdzie ma stać skrzynia udająca tron.
— „Kto widział mój długopis?” — zapytał Feliks, rozglądając się po podłodze.
Wiewiórka Klara, która ćwiczyła skoki w pelerynie, zadarła nos.
— „Może uciekł na scenę. Długopisy mają lekkie nogi… znaczy, sprężynki.”
Jeż Igor, odpowiedzialny za rekwizyty, chrząknął.
— „Bez długopisu nie podpiszemy listy sprzętu. A bez listy… będzie chaos. A chaos… kłuje.”
Feliks westchnął. Chaos naprawdę kłuł.
Podszedł do stołu, gdzie leżał scenariusz. Długopisu tam nie było. Sprawdził kieszeń kamizelki — pusta. Zajrzał pod krzesła — tylko okruszki i guzik od płaszcza.
— „Dobrze,” — powiedział Feliks spokojnie, choć w środku coś mu się marszczyło jak papier. — „Zrobimy śledztwo. Bez paniki. Najpierw porządek.”
Ustawił krzesła równo, jeden obok drugiego, jak żołnierze na przeglądzie. Dopiero potem uniósł głowę.
— „Kiedy ostatnio używałem długopisu? Pamiętam: poprawiałem kwestię w scenie trzeciej. Stałem… tu, przy kulisach.”
To była pierwsza wskazówka.
Rozdział 2: Trzy tropy i jeden ślad marchewki
Feliks uklęknął przy kulisach. Materiał był ciężki, ciemny, pachniał starym drewnem i kurzem. Podciągnął zasłonę i zobaczył wąską przestrzeń za sceną: skrzynie, pudła, kabel od lampy i… ślad marchewkowego pyłku na podłodze.
— „To moje,” — mruknął Feliks. — „Z wczorajszego ciastka.”
Klara przeskoczyła przez skrzynię jakby była kałużą.
— „Może długopis wpadł do skrzyni z kostiumami! Tam wszystko znika. Raz zniknęła nawet moja druga rękawiczka.”
Igor podrapał się po grzbiecie ostrożnie, żeby się nie ukłuć.
— „A może ktoś go wziął przez pomyłkę. Na warsztatach każdy coś nosi, przekłada, odkłada.”
Feliks pokiwał głową.
— „Zróbmy listę podejrzanych… to znaczy: listę możliwych miejsc. Bez oskarżeń.”
To było ważne. Feliks lubił zagadki, ale nie lubił, gdy ktoś czuł się źle bez powodu.
Ustalili trzy tropy:
1) Skrzynia z kostiumami.
2) Stół reżysera (tam zawsze lądowały ważne rzeczy).
3) Garderoba, czyli mały pokoik z lustrem, gdzie leżały spinki, puder sceniczny i szczotki.
Feliks wziął kartkę i… zatrzymał się.
— „No tak. Nie mam długopisu.”
Klara wybuchnęła śmiechem.
— „Śledztwo bez długopisu! To jak przedstawienie bez widowni!”
Igor podał mu kawałek kredy teatralnej.
— „Pisz kredą na tablicy. A długopis i tak znajdziemy.”
Feliks zapisał na małej tablicy: „Tropy: skrzynia, stół, garderoba”.
Potem dodał: „Zasada: mówimy prawdę”.
— „Szczerość to najlepsza latarka,” — powiedział. — „Widać nią rzeczy, które chowają się w kątach.”
Rozdział 3: Skrzynia pełna tajemnic
Skrzynia z kostiumami wyglądała niewinnie, ale Feliks wiedział, że w środku panuje dżungla. Otwarcie wieka zabrzmiało jak ziewnięcie wielkiego potwora.
— „Uwaga na pelerynę ducha,” — ostrzegł Igor. — „Ona lubi się przyklejać.”
Klara zanurkowała łapkami w tkaniny.
— „O! Kapelusz detektywa! Feliks, pasowałby ci.”
Feliks nie dał się rozproszyć. Porządkował: wyciągał rzeczy, układał w stosy: kapelusze osobno, rękawiczki osobno, wąsy osobno (wąsy były najbardziej podejrzane, bo zawsze wyglądały jakby coś knuły).
W pewnym momencie z głębi skrzyni wypadł mały rulonik papieru. Feliks rozwinął go. To była kartka z próbnego scenariusza. Na dole ktoś dopisał kredą:
„Nie zgub gwiazdki.”
Feliks zmarszczył nos.
— „Gwiazdki… mój długopis ma gwiazdkę na klipsie.”
Klara uniosła uszy.
— „To brzmi jak wskazówka! Albo jak groźba. Ale taka… miękka.”
Igor wsadził pyszczek do skrzyni.
— „Ja tu widzę tylko szarfę i… o, skarpetę. Kto trzyma skarpetę w skrzyni?”
— „Skarpety są wolnymi duchami,” — stwierdziła Klara.
Feliks spojrzał na kartkę.
— „Kto mógł to napisać? Kreda jest z naszej tablicy. Każdy mógł jej użyć. To znaczy: wskazówka nie mówi, kto, tylko gdzie szukać dalej.”
W skrzyni długopisu nie było. Ale pojawiło się pytanie: co znaczy „nie zgub gwiazdki”?
Feliks popatrzył na lampy nad sceną. Gwiazdkę mógł mieć długopis… albo dekoracja.
— „Idziemy do stołu reżysera,” — zdecydował. — „Tam leżą rzeczy, które mają być pod ręką. Długopis też chciałby być pod ręką.”
Rozdział 4: Stół reżysera i podejrzany klej
Stół reżysera stał na końcu sali. Był zawalony: notes, klej, taśma, kubek z pędzlami, trzy różne miarki (bo w teatrze wszystko trzeba mierzyć) i pudełko z małymi gwiazdkami do dekoracji, błyszczącymi jak szron.
Feliks nachylił się.
— „Oho. Gwiazdki.”
Klara dotknęła jednej i pisnęła.
— „Kłuje! To brokat. On wchodzi wszędzie. Nawet do myśli.”
Igor wskazał na klej.
— „Ktoś przyklejał gwiazdki do tła nocnego nieba. Klej jeszcze mokry.”
Feliks przyjrzał się uważnie. Na brzegu stołu była cienka smuga kleju, jakby ktoś przesunął coś długiego i gładkiego.
— „Długopis mógł się przykleić?” — zapytał Feliks.
— „Mój ogon raz przykleił się do taśmy,” — powiedziała Klara. — „To było… upokarzające.”
Feliks uniósł notes. Pod nim znalazł odciśnięty w kleju prosty kształt, jak po czymś, co leżało chwilę i zostało zabrane.
— „Tu coś było. Coś długiego.”
Igor pochylił się.
— „To pasuje do długopisu.”
Feliks jednak nie oskarżał stołu. Stół nie mógł chodzić.
— „Kto ostatni pracował przy stole?”
Zza kulis wyszła sowa Maja, prowadząca warsztaty teatralne. Była mądra, spokojna i mówiła tak, jakby każde zdanie miało swój przecinek na miejscu.
— „Widziałam, jak ktoś tu poprawiał dekorację tuż po próbie,” — powiedziała. — „Ale nie widziałam kto. Światło było przygaszone.”
Feliks przytaknął.
— „Czyli ktoś był tu po próbie. Długopis mógł zostać zabrany przypadkiem. Albo… ktoś zostawił nam wskazówkę.”
Klara spojrzała na pudełko z gwiazdkami.
— „Może długopis jest przy gwiazdach. Jakby… poszedł do swoich.”
Feliks poczuł, że układa mu się plan w głowie, jak równo ustawione krzesła.
— „Garderoba. Tam zawsze lądują rzeczy w kieszeniach kostiumów. A długopis lubi kieszenie.”
Rozdział 5: Garderoba, prawda i kieszeń peleryny
Garderoba była mała i ciepła. Lustro miało na bokach żarówki, które mrugały, jakby miały własne poczucie humoru. Na wieszaku wisiała peleryna maga, płaszcz króla i kamizelka detektywa z wieloma kieszeniami.
Feliks podszedł do kamizelki.
— „To moja sceniczna. Wczoraj ją tu zostawiłem.”
Wsunął łapę do pierwszej kieszeni: znalazł cukierek miętowy. Do drugiej: guzik. Do trzeciej: kartkę z napisem „Pamiętaj o przerwie na wodę”.
— „Ktoś tu robi notatki troskliwe,” — mruknął Feliks.
Klara zaglądała do puderniczki.
— „Jak można zgubić długopis w miejscu, gdzie jest tyle pyłu, że można by narysować mapę całego lasu?”
Igor otworzył szufladę.
— „Tu są spinki. I… coś granatowego!”
Feliks podbiegł. W szufladzie leżał granatowy… ołówek. Nie długopis.
— „Pudło,” — powiedział, ale bez złości. — „Dobrze, że sprawdziliśmy.”
Wtedy sowa Maja chrząknęła.
— „Zanim zaczęliście szukać, zauważyłam coś jeszcze. Ktoś włożył pelerynę ducha do niewłaściwego pudła. A to znaczy, że ktoś się spieszył.”
Feliks spojrzał na pelerynę ducha. Była półprzezroczysta, srebrzysta i miała ogromną kieszeń wewnętrzną, bo duch w przedstawieniu musiał gdzieś chować list.
— „Kieszeń,” — powiedział Feliks cicho.
Wsunął łapę do kieszeni peleryny. Palce natrafiły na coś twardego. Serce Feliksa zrobiło małe „hop”.
Wyciągnął… długopis. Granatowy. Z gwiazdką na klipsie. Tylko że klips był oblepiony brokatem.
— „Jest!” — krzyknęła Klara. — „W pelerynie! Długopis udawał ducha!”
Igor odetchnął tak mocno, że aż mu zadrżały kolce.
— „Czyli ktoś go włożył do kieszeni i zapomniał. Albo schował, żeby było ciekawiej.”
Feliks spojrzał na błyszczący brokat.
— „Był na stole reżysera, blisko gwiazdek. Potem trafił do peleryny ducha. Kto miał pelerynę po próbie?”
Zapadła cisza. A cisza w garderobie brzmiała jak zamknięta szkatułka.
Z kąta wysunął się mały borsuk o imieniu Tymek, odpowiedzialny za efekty specjalne: dym w puszce i „magiczne” światło latarki.
— „Ja… miałem pelerynę,” — powiedział i spojrzał na podłogę. — „Chciałem sprawdzić, czy kieszeń nie jest dziurawa. I… znalazłem długopis na stole. Był w kleju. Pomyślałem, że jak go schowam do peleryny, to się nie pobrudzi. A potem… zapomniałem. Wstyd mi.”
Feliks uniósł długopis.
— „Dziękuję, że mówisz prawdę.”
Klara przekrzywiła głowę.
— „I co, to koniec tajemnicy?”
— „Prawie,” — powiedział Feliks. — „Jest jeszcze kartka: ‘Nie zgub gwiazdki'. Kto ją napisał?”
Tymek podniósł łapę nieśmiało.
— „Ja też. Chciałem zostawić wskazówkę, żebyście się nie martwili. Ale wyszło… dziwnie.”
Igor westchnął.
— „Wskazówki są jak kolce. Muszą być na miejscu, inaczej kłują nie tam, gdzie trzeba.”
Feliks uśmiechnął się.
— „Następnym razem po prostu powiedz: ‘Znalazłem długopis'. Szczerość jest szybsza od zagadek.”
Rozdział 6: Porządek na scenie i gwiazdka na klipsie
Wrócili na salę. Feliks od razu zabrał się do porządkowania: pudełko z gwiazdkami zamknął, klej wytarł, a pelerynę ducha powiesił na właściwym wieszaku. Krzesła znów stały równiutko.
Tymek kręcił się obok jak bączek, ale już bez tajemnic w oczach.
— „Mogę pomóc?” — zapytał.
— „Możesz,” — odpowiedział Feliks. — „A zaczniemy od tego, że oddasz długopis właścicielowi.”
Tymek podał długopis oburącz.
— „Przepraszam. Naprawdę nie chciałem nic ukrywać. Po prostu… bałem się, że wszyscy pomyślą, że go ukradłem.”
Feliks wziął długopis i wsunął go do kieszeni kamizelki. Gwiazdka na klipsie błysnęła, jakby mrugnęła do niego porozumiewawczo.
— „Gdybyś od razu powiedział prawdę, nikt by tak nie pomyślał. A jeśli ktoś by pomyślał, to i tak prawda by to uporządkowała.”
Klara skinęła głową.
— „Poza tym śledztwo było fajne. Ale fajniejsze jest, że nikt nie musi się martwić.”
Igor dodał poważnie:
— „I że rekwizyty są policzone. Chaos nie ma dziś wstępu.”
Sowa Maja spojrzała na nich z zadowoleniem.
— „W teatrze każda scena kończy się jasno,” — powiedziała. — „Najlepiej, gdy kończy się uczciwie.”
Feliks popatrzył na scenę, na kulisy, na gwiazdki, które miały tworzyć nocne niebo.
— „Zagadki są dobre, kiedy służą nauce. A dziś nauczyliśmy się, że szczerość to najszybsza droga do rozwiązania.”
Klara parsknęła.
— „I że długopisy nie mają nóg. Mają za to talent do chowania się w kieszeniach duchów.”
Wszyscy się roześmiali. A Feliks, z długopisem bezpiecznie schowanym, dopisał kredą na tablicy jedno zdanie:
„Zamknięte. Znalezione. Uporządkowane.”