Trwa ładowanie...
Opowieści małych detektywów 11-12 lat Czytanie 17 min.

Tajemnica zaginionej mapy z biblioteki i niebieskiej wstążki

Rudy lis Leon i wiewiórka Miki prowadzą śledztwo w bibliotece i metrze, by odnaleźć zaginioną książkę ze stroną pełną zagadek; tropy prowadzą ich przez stacje, skrytki i podejrzenia, ucząc o współpracy i odpowiedzialności.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Główny bohater to antropomorficzny rudy lis Leon, spokojny i skupiony, trzymający starą otwartą książkę i ostrożnie przyklejający naprawioną stronę; wiewiórka Miki, żywa i uśmiechnięta, pomaga podając cienką taśmę, siedząc na oparciu zielonej ławki obok Leona; borsuk Roman, dorosły, w szarym futrze, stoi nieco z tyłu z notesem, obserwując z dumą i czułością; kret Kazio w ziemistym futerku z brakującym guzikiem pojawia się w tle przy rzędzie metalowych schowków, nieco skrępowany lecz uważny; miejsce akcji to stacja metra „Muzeum” z szerokimi kamiennymi kolumnami, kolorową mozaiką ze scenami zwierząt, miodowo-niebieskimi kaflami, zatrzymanym zegarem na 11:11, automatem z napojami i koszem na śmieci w kształcie wieloryba; scena przedstawia chwilę naprawy i pojednania — przyjaciół delikatnie sklejających podartą stronę starej mapy/książki przy ciepłym świetle farby, z widocznymi fakturami papieru i tkanin, w ludzkiej, kojącej atmosferze. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Zniknięcie z półki „Oddane”

W bibliotece osiedlowej pachniało papierem, klejem i herbatą z malinowych liści. Leon — rudy lis o spokojnym spojrzeniu — stał przy ladzie i obracał w łapach ołówek, jakby był narzędziem do ważnych spraw. Leon nie podnosił głosu. Wolał, żeby fakty same się układały.

— Zniknęła — sapnęła bibliotekarka, sowa pani Hela, poprawiając okulary na dziobie. — „Mapa Podziemnych Korytarzy”. Wróciła dziś rano, położyłam ją na półce „Oddane”, a teraz… pusto.

— Ktoś ją pożyczył? — zapytał Leon flegmatycznie.

— Nie ma wpisu. A ta książka jest specjalna. Zawiera plany starych przejść, legendy, historyjki… i jedną stronę z zagadkami. Dzieci to uwielbiają.

Do Leona podbiegła wiewiórka Miki, jego sąsiadka i mistrzyni wspinania się na wszystko, co miało krawędź.

— To brzmi jak sprawa! — szepnęła. — Wczoraj widziałam tę książkę. Miała na grzbiecie niebieską wstążkę.

Leon skinął głową.

— Zanim zaczniemy szukać podejrzanych, znajdźmy ślady. Pani Helo, kto był dziś rano w bibliotece?

Sowa wyliczyła:

— Kret Kazio przyszedł po atlas grzybów. Jeżynka, listonoszka, zostawiła paczkę. I borsuk Roman… siedział przy stoliku, notował coś w kajecie.

Leon przesunął palcem po krawędzi półki „Oddane”. Na drewnie zostały drobne ziarenka piasku, jakby ktoś przyniósł na łapach kawałek peronu.

Miki zmarszczyła nos.

— Piasek? Przecież tu jest dywan.

Leon podniósł jedno ziarenko.

— Piasek z butów… albo z metra. Tam zawsze coś chrzęści pod łapami.

— Metro! — Miki aż podskoczyła. — To znaczy, że książka pojechała pod ziemię?

Leon odłożył ołówek do kieszeni. Jego ogon poruszył się jak wahadło zegara.

— Sprawdzimy. Ale najpierw: kto z tej trójki mógł mieć piasek? Kret Kazio… może, ale on raczej nosi ziemię, nie piasek. Jeżynka biega wszędzie. Borsuk Roman często jeździ metrem do pracy w urzędzie.

Miki uśmiechnęła się szeroko.

— To co, detektywie? Na stację?

Leon spojrzał na panią Helę.

— Proszę się nie martwić. Oddamy książkę. I to bez dramatów.

Sowa zamrugała.

— Wolałabym bez dramatów. W bibliotece dramaty brudzą strony.

Rozdział 2: Peron, który wszystko słyszy

Stacja metra „Dąbrowa” była znajoma: płytki w kolorze miodu, zielone ławki i echo, które powtarzało każdy krok, jakby ktoś szedł tuż za tobą. Nad głowami mrugały tablice: „Następny pociąg: 2 minuty”.

Miki kręciła się jak wskazówka kompasu.

— Gdzie szukać książki w całym metrze?

Leon uniósł łapę.

— Spokojnie. Metro to nie ocean. To rzeka z przystankami. Jeśli książka tu trafiła, ktoś ją tu czytał, zostawił albo przekazał dalej. Szukamy ludzi, którzy czytają.

Na ławce siedział bóbr w kamizelce odblaskowej i przeglądał gazetę, ale to nie było to. Obok stała koza z torbą, w której dzwoniły butelki. Też nie.

Wtedy Miki wskazała na tablicę ogłoszeń. Między reklamą warsztatów ceramiki i plakatem o „Dniu Marchewki” wisiała kartka z narysowaną niebieską wstążką.

Na kartce było napisane:

„ZGUBA? SZUKAJ TAM, GDZIE NIKT NIE SZUKA.

POD ŁAWKĄ ZIELONĄ.

POD ZEGAREM, CO NIE TYKA.

A POTEM: KIERUNEK ‘MUZEUM'. — R.”

Leon przeczytał na głos. Miki przełknęła ślinę.

„R.” jak Roman?

— Może. Albo jak „Rudy”, ale to nie ja — mruknął Leon i obejrzał się, czy ktoś się uśmiecha. Nikt nie. Metro miało poważną minę.

Podeszli do zielonej ławki. Leon uklęknął, wsunął łapę pod siedzisko i wyciągnął… małą zakładkę z niebieską wstążką. Na zakładce był odcisk łapy — okrągły, z mocnymi palcami.

— To nie kret — stwierdził Leon. — Kret ma delikatniejsze ślady. To raczej borsuk… albo ktoś w grubych rękawicach.

— A „zegarek, co nie tyka”? — zapytała Miki.

W głębi peronu wisiał stary zegar, który od dawna stał na 11:11, jakby uparł się na wieczną przerwę.

Pod zegarem, w szczelinie między kafelkami a ramą tablicy informacyjnej, Leon zauważył coś białego. Wyciągnął zwinięty bilecik.

„NIE BIORĘ DLA SIEBIE.

CHCĘ TYLKO, ŻEBY KTOŚ ZNALAZŁ ‘STRONĘ Z ZAGADKAMI'.

BO KTOŚ INNY SZUKA JEJ PIERWSZY. — R.”

Miki zrobiła wielkie oczy.

— Ktoś inny? Czyli to nie tylko zagubiona książka, ale… wyścig?

Leon wsunął bilecik do kieszeni.

— Raczej ostrożność. Ktoś chciał, by książka była bezpieczna, ale nie mógł jej oddać wprost. I prowadzi nas na stację „Muzeum”.

Pociąg wjechał z wiatrem i świstem. Drzwi otworzyły się z westchnieniem.

— Jedziemy? — zapytała Miki, już na pół kroku.

Leon poprawił pasek swojej torby.

— Jedziemy. I pamiętaj: najpierw obserwacja, potem wnioski. Jak w układaniu puzzli, tylko że elementy czasem uciekają.

Rozdział 3: Stacja „Muzeum” i znikający cień

Stacja „Muzeum” była chłodniejsza, z wysokimi kolumnami i mozaiką przedstawiającą dawne miasto zwierząt: lisy w kapeluszach, zające z parasolkami, żółwie prowadzące tramwaj. Wszystko wyglądało tak, jakby ktoś zamknął historię w płytkach.

Na peronie stał automat z napojami. Obok niego — kosz na śmieci w kształcie wieloryba. Miki natychmiast go polubiła.

— Gdzie teraz? — szepnęła.

Leon rozejrzał się. Na słupie ogłoszeniowym zobaczył kolejną kartkę z narysowaną niebieską wstążką. Tym razem krócej:

„TRZECI STOPIEŃ: SZAFKA NR 7.

HASŁO: ‘SOLIDARNOŚĆ'.”

— Szafka? — Miki zmarszczyła czoło. — Jak w szatni?

W rogu stacji, przy punkcie informacji, stał rząd małych skrytek na zguby i rzeczy znalezione. Nad nimi tabliczka: „Rzeczy z peronu — tylko po zgłoszeniu”.

Leon podszedł do pracownika stacji: rosomaka w czapce z daszkiem.

— Przepraszam — powiedział spokojnie. — Szukamy książki zguby. Podobno jest w skrytce numer siedem.

Rosomak uniósł brew.

— Zguba? A macie zgłoszenie?

Miki otworzyła pyszczek, ale Leon ją uprzedził:

— Nie mamy. Ale mamy hasło. „Solidarność”.

Rosomak spojrzał na nich uważnie, jakby ważył ich intencje.

— Hasła u nas nie ma w regulaminie — mruknął. — Ale… dziś rano ktoś zostawił książkę i powiedział, że przyjdą „dwoje młodych detektywów, co nie hałasują”. To pewnie wy.

— Staramy się — odparł Leon.

Rosomak otworzył skrytkę numer siedem. W środku leżała książka, owinięta w papier i przewiązana niebieską wstążką. Na wierzchu ktoś przykleił karteczkę: „DLA BIBLIOTEKI”.

Miki aż zatańczyła w miejscu.

— Mamy ją!

Leon jednak nie sięgnął od razu. Zauważył coś jeszcze: róg papieru był lekko poszarpany, jakby ktoś go w pośpiechu zahaczył pazurem. A na podłodze, tuż obok skrytek, leżał świeży, błyszczący guzik.

Podniósł guzik. Czarny, z wyrytym znakiem: mała łopatka.

— Kret? — szepnęła Miki.

Leon zmrużył oczy.

— Kret Kazio nosi przypinki z łopatką. Ale guzik od płaszcza? To już ciekawsze.

W tej samej chwili, w szybie gabloty z mapą linii metra, mignął cień. Ktoś w kapturze szybko oddalił się w stronę schodów.

Miki chciała ruszyć, ale Leon położył jej łapę na ramieniu.

— Bez pościgów. To metro, nie film. Zapamiętujemy: kaptur, pośpiech, kierunek schody. I… guzik.

— Ale co, jeśli to złodziej? — zapytała Miki.

Leon wziął książkę, podziękował rosomakowi i schował guzik do kieszeni.

— Jeśli to złodziej, to nie bardzo sprytny, skoro zostawia wskazówki i oddaje książkę do skrytki. Tu chodzi o coś innego. O tę „stronę z zagadkami”.

Miki otworzyła książkę na chybił trafił. Kartki zaszeleściły jak liście.

— Jest tu kieszonka! — syknęła. — I… pusta.

Leon pokiwał głową.

— Więc strona została wyrwana. Ktoś ją ma. I ktoś się jej bał oddać.

Rozdział 4: Trzy podejrzenia i jedna dobra decyzja

Wrócili do biblioteki. Pani Hela przyjęła książkę tak ostrożnie, jakby była pisklęciem.

— Dziękuję — powiedziała. — A strona z zagadkami?

Leon otworzył książkę i wskazał pustą kieszonkę.

— Zniknęła. Mamy jednak tropy.

Miki wyliczała na palcach:

— Piasek z metra, inicjał „R.”, guzik z łopatką, cień w kapturze.

— I hasło „Solidarność” — dodał Leon. — To ważne. Ktoś chciał, żebyśmy współpracowali, a nie oskarżali.

Do biblioteki wszedł kret Kazio, otrzepując łapki. Miał na sobie długi płaszcz, a na nim… brakowało jednego guzika.

Miki wciągnęła powietrze.

— O!

Kazio zatrzymał się, widząc ich miny.

— Co? Mam coś na nosie?

Leon podszedł bez pośpiechu.

— Kazio, zgubiłeś guzik?

Kret spojrzał na płaszcz, potem na Leona.

— Ojej… faktycznie. Nie zauważyłem. W metrze dziś tłok był taki, że ktoś mi prawie teczkę wyrwał.

— Teczka? — podchwycił Leon.

Kazio przycisnął teczkę do brzucha.

— Z planami korytarzy technicznych. Dla ekipy remontowej. Wiesz… mam pracę przy podziemnych tunelach. Nie tych tajemniczych, tylko zwykłych. Rury, kable, takie sprawy.

Miki szepnęła do Leona:

— Podziemne korytarze… jak w tytule książki.

Leon uniósł łapę, uspokajająco.

— Kazio, czy widziałeś tę książkę dziś rano?

Kret zamrugał.

— Widziałem, jak borsuk Roman ją oglądał. Mówił, że chce sprawdzić coś dla… swojego siostrzeńca. A potem przyszła jeżynka z paczką. I zrobiło się zamieszanie, bo ktoś rozlał sok.

Jak na zawołanie w drzwiach pojawiła się Jeżynka, jeż w żółtej czapce listonoszki.

— Kto rozlał sok? — burknęła. — Ja? Ja rozlałam! Ale wytarłam! Mam ściereczki! Zawsze mam ściereczki!

Pani Hela chrząknęła:

— Dobrze, Jeżynko. Nie o sok chodzi.

Leon wyjął bilecik z inicjałem „R.” i położył na ladzie.

— Roman zostawiał takie wiadomości?

Jeżynka przechyliła głowę.

— Roman? On ma charakter jak stara ławka: skrzypi, ale trzyma. Potrafi pisać zagadkami, to fakt. Ale po co?

W tej chwili drzwi otworzyły się drugi raz i wszedł borsuk Roman. Wysoki, w szarym płaszczu, z kajecikiem pod pachą. Zobaczył książkę i westchnął, jakby właśnie zdjął z pleców ciężki plecak.

— Uff. Czyli dotarła — powiedział cicho.

Miki wysunęła się do przodu.

— To ty! Zostawiałeś wskazówki!

Roman spojrzał na nich poważnie, ale w oczach miał ulgę.

— Tak. I zanim zaczniecie robić z tego tragedię, powiem: nie ukradłem książki. Wziąłem ją, żeby ją ochronić.

— Przed kim? — zapytał Leon.

Roman usiadł na krześle, jakby nogi w końcu przestały go słuchać.

— Przed… moim siostrzeńcem, Krukiem Igorem. On nie jest zły. Tylko… lubi wygrywać. Słyszał o stronie z zagadkami, podobno prowadzi do „sekretnego przejścia” w metrze. Wymyślił, że ją znajdzie i zostanie bohaterem szkoły. I… próbował wyrwać tę stronę.

Pani Hela aż zaskrzeczała.

— Wyrwać stronę z książki?! To barbarzyństwo!

Roman pokiwał głową.

— Wiem. Dlatego schowałem książkę w skrytce i zostawiłem wam tropy. Liczyłem, że dwoje młodych, spokojnych detektywów rozwiąże sprawę lepiej niż ja, dorosły, co tylko mówi „nie wolno”.

Leon złożył łapy na blacie.

— Gdzie jest Igor?

Roman ściszył głos.

— W metrze. Z kolegą. Chcą… sprawdzić przejście techniczne. To nie zabawa. Tam są drzwi z zakazem wstępu.

Miki przełknęła ślinę.

— Musimy ich zatrzymać. Ale bez straszenia.

Leon skinął głową.

— Dokładnie. Rozwiążemy to tak, żeby nikt nie stracił twarzy. I żeby książka znów była cała.

Rozdział 5: Zagadki, które uczą współpracy

Na stacji „Muzeum” było więcej ludzi niż wcześniej. Echo mieszało się z zapowiedziami pociągów. Leon szedł spokojnie, choć w środku czuł, jak jego myśli układają się w szybkie rzędy.

— Pomyśl — powiedział do Miki. — Jeśli Igor wyrwał stronę, musiał ją gdzieś schować, żeby nikt nie zauważył. Gdzie nastolatek chowa coś w metrze?

Miki spojrzała na kosz-wieloryba.

— W śmieciach?

— Zbyt ryzykowne. Ktoś by wyrzucił. — Leon wskazał na gablotę z mapą linii. — Albo w miejscu „na widoku”, gdzie nikt nie grzebie.

Przy gablocie stał kruk w zielonej bluzie z kapturem. Obok niego — zając o minie „ja tu tylko stoję”. Kruk ściskał w skrzydle kartkę.

Miki szepnęła:

— To Igor.

Leon podszedł bez gwałtownych ruchów.

— Cześć, Igor.

Kruk drgnął.

— Skąd mnie znasz?

— Z biblioteki. I z tego, że masz w dłoni coś, co należy do książki pani Heli — odparł Leon łagodnie.

Zając odsunął się o krok.

— Ja nic nie wiem, Igor.

Kruk wyprostował się, próbując wyglądać groźnie, ale wyszło mu bardziej… zestresowanie.

— To tylko kartka. Zagadki. Nikomu nie robię krzywdy.

— Kartka z książki to też krzywda — powiedziała Miki, ale bez złośliwości. — Strony nie odrastają.

Igor zacisnął dziób.

— Chciałem tylko znaleźć przejście. Wszyscy mówią, że tu są tajne drzwi. Chciałem… udowodnić, że potrafię.

Leon kucnął, żeby być na jego wysokości.

— Udowadnianie czegoś może być mądre albo głupie. Różnica bywa w jednym słowie: bezpieczeństwo. Wiesz, co jest za drzwiami technicznymi?

Igor zawahał się.

— Tunel?

— I kable. I prąd. I miejsca, gdzie łatwo się zgubić — dodał Leon. — A teraz zagadka dla ciebie: jak zostać bohaterem bez wchodzenia tam, gdzie nie wolno?

Igor spojrzał na kartkę. Na niej były trzy krótkie zadania:

1) „Znajdź miejsce, gdzie czas stoi.”

2) „Zrób to w dwójkę, bo samemu łatwo się pomylić.”

3) „Oddaj to, co pożyczyłeś, zanim poprosisz o więcej.”

Miki uśmiechnęła się.

— To nie prowadzi do tajnego przejścia. To prowadzi do… dobrego zachowania.

Igor zmarszczył brwi.

— Serio?

Roman wyszedł zza kolumny. Nie wyglądał na wściekłego, raczej na zmęczonego.

— Serio — powiedział. — To moja strona. Sam ją kiedyś dopisałem do tej książki. Dla dzieci z mojego bloku. Żeby się uczyły myśleć, a nie ryzykować.

Igor spuścił skrzydła.

— Czyli… nie ma przejścia?

Leon wzruszył ramionami.

— Są przejścia. Ale nie dla zabawy. Jeśli chcesz być bohaterem, pomóż nam naprawić to, co się stało.

Miki wyjęła z torby cienką taśmę naprawczą do papieru, którą dostała kiedyś od pani Heli „na wypadek wiewiórczych przygód”.

— Możemy wkleić stronę z powrotem, ale delikatnie — powiedziała. — Tylko… musisz ją oddać.

Igor spojrzał na zająca.

— Pomożesz?

Zając kiwnął głową z ulgą.

— Z chęcią. Wolę klej niż prąd.

Usiedli przy ławce. Leon trzymał książkę, Miki prowadziła taśmę, a Igor podał stronę, już bez buntu. Roman pilnował, by nikt im nie przeszkadzał, a rosomak z obsługi stacji rzucił im krótkie:

— Tylko nie zostawiajcie śmieci. Wieloryb się obrazi.

Po kilku minutach strona znów była na miejscu. Nie idealnie, ale czytelnie, i przede wszystkim — uratowana.

Igor wziął głęboki oddech.

— Przepraszam.

Roman położył mu łapę na ramieniu.

— Dzięki, że to naprawiłeś. To jest odwaga.

Leon spojrzał na nich wszystkich.

— A teraz ostatni krok śledztwa: oddajemy książkę pani Heli osobiście. Razem.

Rozdział 6: Powrót i koc, który kończy sprawy

W bibliotece pani Hela prawie podskoczyła, gdy zobaczyła całą grupę: Leona, Miki, Romana, Igora i nawet zająca, który wyglądał, jakby wolał zapaść się pod dywan.

Leon podał książkę.

— Jest. Z odzyskaną stroną.

Sowa przejrzała naprawę. Jej oczy złagodniały.

— Nie jest perfekcyjnie… ale jest uczciwie.

Igor odchrząknął.

— To ja… wyrwałem. Myślałem, że to prowadzi do tajnego przejścia. Teraz wiem, że prowadzi do kłopotów. Przepraszam.

Pani Hela zamknęła książkę, a potem — ku zaskoczeniu wszystkich — wyszła zza lady i uściskała Igora skrzydłem.

— Dziękuję, że wróciłeś z prawdą — powiedziała. — W bibliotece to ważniejsze niż idealne rogi stron.

Miki szepnęła do Leona:

— To było… bardziej wzruszające niż pościg.

Leon odchrząknął, jakby właśnie połknął zbyt miękki cukierek.

— Zauważyłem.

Roman uśmiechnął się lekko.

— Leon, twoje wskazówki i spokój… uratowały sytuację.

Solidarność — przypomniał Leon, wskazując na bilecik. — To działa lepiej niż podejrzenia.

Wieczorem Leon wrócił do domu. Deszcz bębnił cicho o parapet, a w mieszkaniu pachniało kakao. Miki, już w swojej klatce schodowej, pomachała mu na dobranoc, jakby ich śledztwo było zwykłym spacerem.

Leon położył się na kanapie. Zawinął się w miękki, wełniany koc w kratę, który zawsze czekał na końcu dnia jak cierpliwy przyjaciel. Koc był ciepły, ciężki i spokojny — idealny, żeby zamknąć sprawę.

Przed zaśnięciem Leon pomyślał o trzech rzeczach: o piasku z peronu, o guziku z łopatką i o haśle „Solidarność”.

Wszystko się zgadzało. A najważniejsze: nikt nie został sam z błędem.

Za oknem metro jechało dalej, pod ziemią, jak długa, świecąca myśl. Leon przymknął oczy.

— Sprawa rozwiązana — mruknął do koca.

Koc, jak na profesjonalistę przystało, nie odpowiedział. Po prostu otulił go jeszcze ciaśniej.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pachniało
Mieć wyraźny zapach, czuć coś przyjemnego w powietrzu.
Klejem
Gęsta substancja, którą przykleja się papier lub inne rzeczy.
Peron
Miejsce na stacji, gdzie pasażerowie czekają na pociąg.
Skrytka
Małe zamykane miejsce, gdzie można zostawić znalezione rzeczy.
Kieszonka
Mała część książki lub ubrania, gdzie można coś schować.
Korytarzy
Długie, wąskie przejścia między pomieszczeniami lub tunelami.
Wyrwać
Siłą oderwać coś, oderwać stronę lub kartkę z książki.
Taśmę naprawczą
Przezroczysta taśma używana do naprawiania podartego papieru.
Odblaskowej
Coś, co odbija światło, sprawia że łatwiej to zauważyć po zmroku.
Regulaminie
Zbiór zasad, które mówią, jak coś powinno działać lub być używane.
Solidarność
Postawa polegająca na wspieraniu innych i działaniu razem.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.