Rozdział 1: Tajemniczy Przybysz
W głębi galaktyki, na wielkiej stacji badawczej Alfa-Lupus, mieszkał mały wilczek o imieniu Lutek. Lutek nie był zwykłym wilkiem – urodził się na tej stacji, a jego rodzice byli wybitnymi naukowcami, którzy badali kosmiczne fenomeny i przyjaźnili się z istotami z dalekich planet. Stacja Alfa-Lupus krążyła wokół błękitnej planety Luporia, gdzie żyły różne stworzenia, ale nikt nie był tak ciekawy świata jak Lutek.
Każdego ranka Lutek budził się w swoim przytulnym pokoiku z widokiem na rozgwieżdżone niebo. Gdy tylko otworzył oczy, już myślał o tym, co nowego odkryje. Tego dnia czuł, że wydarzy się coś niezwykłego.
Po śniadaniu, składającym się z chrupiących kosmicznych płatków i mleka z planety Księżycowej, Lutek pobiegł do laboratorium, gdzie jego rodzice pracowali nad tajemniczym urządzeniem – tłumaczem międzygatunkowym. Urządzenie miało pomagać w rozmowach z gośćmi z innych planet.
— Mamo, tato, czy mogę dziś pomóc w laboratorium? — zapytał z nadzieją.
— Oczywiście, Lutek! — uśmiechnęła się mama, podając mu ochronne okulary. — Ale pamiętaj, żeby nie dotykać zielonego guzika!
Lutek kiwnął głową, ale jego ciekawość była ogromna. Przez chwilę obserwował, jak rodzice testują urządzenie na holograficznym obrazie istoty z planety Frizz. Nagle, z korytarza dobiegł dziwny, cichy dźwięk – jakby ktoś szeptał w nieznanym języku.
Lutek nie mógł się oprzeć. Wysunął się z laboratorium i pobiegł w stronę dźwięku. Za zakrętem, w cieniu wielkiego pojemnika na próbki kosmicznego pyłu, zobaczył coś niezwykłego: małą, świecącą kulkę z wielkimi, błękitnymi oczami i trzema czułkami na głowie. Istotka była wyraźnie przestraszona.
— Cześć, kim jesteś? — szepnął Lutek, nie chcąc jej wystraszyć.
Istotka odpowiedziała czymś w rodzaju „Bli-blu-blip!”, a jej czułki zaczęły drgać.
Lutek przypomniał sobie o tłumaczu. Pobiegł do laboratorium, pożyczył urządzenie i wrócił do nieznajomego.
— Spróbujmy się porozumieć… — powiedział, włączając tłumacz.
Po chwili z urządzenia popłynął głos: — Jestem Zibi z planety Gloz. Zgubiłem się. Pomóż mi, proszę!
Lutek uśmiechnął się szeroko. — Nie martw się, Zibi. Razem coś wymyślimy!
Rozdział 2: Misja Ratunkowa
Lutek wiedział, że musi pomóc nowemu przyjacielowi. Zibi był wyraźnie zmartwiony.
— Jak się tu znalazłeś, Zibi? — zapytał wilczek.
— Mój statek rozbił się podczas burzy meteorytowej. Schowałem się tutaj, bo bałem się, że ktoś mnie złapie — odpowiedział Zibi przez tłumacz.
Lutek zamyślił się. Na stacji badawczej panowały ścisłe zasady bezpieczeństwa. Obce istoty musiały być zarejestrowane i badane, zanim mogły swobodnie się poruszać. Ale Lutek wiedział, że jeśli dorośli dowiedzą się o Zibim, mogą go przestraszyć jeszcze bardziej.
— Musimy znaleźć twój statek i naprawić go, zanim ktoś cię zauważy — postanowił.
— Ale jak to zrobimy? — zapytał Zibi, a jego czułki zadrżały.
— Znam kogoś, kto może nam pomóc — powiedział Lutek tajemniczo.
Zaprowadził Zibiego do swojego przyjaciela, robota o imieniu Zębatka. Zębatka był złotym robotem naprawczym, który uwielbiał majsterkować i opowiadać żarty.
— Hej, Lutek! Kogo przyprowadziłeś? — zapytał Zębatka, obracając się na kółkach.
— To Zibi z planety Gloz. Potrzebuje naszej pomocy, żeby wrócić do domu — wyjaśnił Lutek.
Zębatka roześmiał się radośnie. — Każdy, kto lubi śrubki, jest moim przyjacielem! Zajrzyjmy do hangaru, może znajdziemy części do statku!
Trójka przyjaciół wyruszyła do hangaru. Po drodze musieli ukrywać Zibiego, który chował się za plecami Lutka albo pod peleryną Zębatki. Po drodze spotkali naukowca-ośmiornicę, Panią Mądrą Mackę, która spojrzała na nich podejrzliwie.
— Co tam chowacie, młodzi? — zapytała, unosząc jedną z macków.
— Eee… to nowy model odkurzacza kosmicznego! — wypalił Lutek, a Zębatka dodał: — Do sprzątania… kurzów międzyplanetarnych!
Pani Mądra Macka pokiwała głową i wróciła do swoich badań. Przyjaciele odetchnęli z ulgą.
W końcu dotarli do hangaru. Tam, wśród rozmaitych części, narzędzi i porzuconych maszyn, znaleźli niewielki, srebrzysty statek z niebieskimi światełkami – statek Zibiego.
— O nie! — jęknął Zibi. — Silnik jest popsuty, a panel sterowania wygięty!
Zębatka zakasał „rękawy” i powiedział: — Zostawcie to mnie! Ale będę potrzebował super-rzadkiej śruby z laboratorium. Lutek, dasz radę ją zdobyć?
Lutek kiwnął głową. — Zrobię wszystko dla przyjaciela!
Rozdział 3: Wyprawa po Super-Śrubę
Lutek wiedział, że zdobycie super-rzadkiej śruby nie będzie łatwe. Śruba była przechowywana w głównym laboratorium i pilnowana przez strażnika – robota Skana, który miał oczy dookoła głowy.
— Muszę być sprytny — szepnął Lutek do siebie.
Najpierw udał się do kuchni po ulubione przysmaki Skana – magnetyczne ciastka z orzechami. Następnie wymknął się korytarzem i podszedł do drzwi laboratorium.
— Cześć, Skan! — zawołał wesoło. — Przyniosłem ci coś pysznego!
Skan, który zazwyczaj był bardzo poważny, nagle się rozpromienił.
— Dziękuję, Lutku! Uwielbiam te ciastka! — powiedział, otwierając jedną z metalowych dłoni.
Gdy Skan zajadał się ciastkami, Lutek cichutko przemknął do szafki z częściami. Znalazł super-śrubę – małą, lśniącą i bardzo ciężką. Schował ją do kieszeni i wrócił do Skana.
— Muszę już lecieć, Skan! — zawołał, wybiegając z laboratorium.
— Dzięki za ciastka! — odpowiedział Skan z pełną buzią.
Lutek pobiegł z powrotem do hangaru, gdzie Zębatka i Zibi czekali niecierpliwie.
— Mam ją! — krzyknął, wyciągając śrubę.
— Hurra! — zawołał Zibi, a jego czułki zatańczyły z radości.
Zębatka od razu zabrał się do pracy. Wkręcił śrubę, naprawił panel sterowania i podłączył silnik. Po godzinie statek Zibiego był gotowy do lotu.
— Jesteście najlepszymi przyjaciółmi w całej galaktyce! — powiedział Zibi wzruszony.
— Ale zanim polecisz, musimy się pożegnać — westchnął Lutek.
Rozdział 4: Pożegnanie i Lekcja Przyjaźni
Przyjaciele stanęli przed statkiem Zibiego, otoczeni światłami hangaru. Zębatka wręczył Zibiemu mały prezent – śrubokręt z wygrawerowanym napisem: „Dla Zibiego, od przyjaciół z Alfa-Lupus”.
— Żebyś zawsze mógł naprawić swój statek — mrugnął Zębatka.
— Dziękuję, Zębatka! — powiedział Zibi, przytulając robota swoimi czułkami.
Lutek poczuł, że coś ściska go w gardle. — Będzie mi cię brakować, Zibi.
— Ja też będę tęsknić, Lutku. Ale pamiętaj, że przyjaźń nie zna granic planet ani galaktyk — odpowiedział Zibi.
— Zawsze możesz nas odwiedzić! — dodał Zębatka.
Nagle w hangarze zrobiło się jasno. Drzwi otworzyły się, a do środka weszła mama Lutka.
— Lutek! Co tu się dzieje? — zapytała, patrząc na statek i Zibiego.
Lutek wziął głęboki oddech i wszystko wyjaśnił. Opowiedział o tym, jak pomógł Zibiemu, jak nauczyli się współpracować i jak ważna jest przyjaźń nawet z kimś zupełnie innym.
Mama Lutka uśmiechnęła się łagodnie. — Jestem z ciebie bardzo dumna, Lutku. Pokazałeś, że nauka i przyjaźń idą w parze. Zibi, jesteś zawsze mile widziany na naszej stacji.
Zibi rozpromienił się. — Dziękuję! Obiecuję, że jeszcze wrócę!
Wszyscy pomachali Zibiemu, gdy jego statek unosił się w powietrze i znikał za oknem hangaru, zostawiając za sobą kolorową smugę światła.
Rozdział 5: Nowe Horyzonty
Po odejściu Zibiego Lutek często spoglądał nocą w gwiazdy. Czasem marzył, że znów spotka przyjaciela i razem przeżyją kolejne przygody. Ale wiedział też, że to, czego się nauczył, zostanie z nim na zawsze.
Wkrótce na stację przybyli nowi goście z odległych planet. Lutek, Zębatka i mama Lutka zorganizowali wielkie spotkanie, podczas którego istoty z różnych światów mogły się poznać, spróbować swoich przysmaków i opowiedzieć o swoich zwyczajach.
— Przyjaźń jest jak most między gwiazdami — powiedział Lutek podczas spotkania. — Każdy z nas jest inny, ale razem możemy nauczyć się więcej i osiągnąć rzeczy, o których nawet nie śniliśmy.
Zębatka dodał: — No i razem możemy naprawić każdy statek!
Wszyscy wybuchli śmiechem.
Od tej pory stacja Alfa-Lupus stała się miejscem, gdzie wszyscy czuli się jak w domu. Lutek, mały wilczek z wielkim sercem, wiedział, że największe odkrycia rodzą się dzięki odwadze i przyjaźni.
A gdzieś w odległej galaktyce Zibi wysyłał do Lutka kolorowe sygnały świetlne, przypominając mu, że prawdziwi przyjaciele są zawsze blisko — nawet jeśli dzielą ich miliony gwiazd.
Koniec.