Dawno, dawno temu był mały chłopiec o imieniu Jaś. Jaś miał cztery lata. Jaś lubił śnieg. Śnieg padał cicho, śnieg błyszczał.
Był wieczór przed świętem. W domu pachniało ciastem. Mama zapaliła świeczki. „Świeczki światło, świeczki ciepło” — zaśpiewała mama. Dzwonki dzwoniły daleko. Dzwonki brzmiały tak miło. „Dzyń, dzyń, dzyń” — powtarzał Jaś.
Jaś ubrał ciepły płaszcz. Poszedł z mamą pod wielką choinkę. Choinka była zielona i miła. Jaś położył małą figurkę na gałązce. „Proszę, choinko” — powiedział Jaś. Śnieg padał dalej. Śnieg szeptał.
W nocy tata przyszedł z saniami. Tata przyniósł pudełko z jadalnymi pierogami. Wszyscy usiedli razem. Mama podała kubek ciepłego kakao. „Ciepło, ciepło” — mówiła babcia. Dzieci śmiały się i śpiewały.
Gdy zegar wybił godzinę, Jaś poczuł sen. Mama wzięła Jasia na kolana. „Dobranoc, śniegu, dobranoc, dzwonki, dobranoc, choinko” — szepnęła cicho. Jaś zamknął oczy. Sen przyszedł łagodnie. W domu było cicho i jasno.
Dobro i bliskość dają spokój i radość.