Była sobie mała dziewczynka o imieniu Zosia. Zosia miała dwa latka i mieszkała w ciepłym domku z mamą, tatą i kotkiem o imieniu Mruczek. Za oknem padał śnieg. „Pada śnieg, dzyń, dzyń, dzyń” – powtarzała Zosia, patrząc na białe płatki.
W salonie stała choinka. Była zielona i pachnąca. Zosia z mamą wieszały kolorowe bombki. „Czerwona bombka, czerwona bombka, hop!” – śmiała się Zosia. Mruczek patrzył na bombki i cicho mruczał.
Na stole stały małe świeczki. Mama zapaliła jedną. „Świeci, świeci, cieplutko” – powiedziała Zosia i klasnęła w rączki. Tata przyniósł dzwoneczki. „Dzyń, dzyń, dzyń!” – rozbrzmiało w pokoju. Wszyscy śmiali się i śpiewali cicho kolędę.
Nagle Zosia zobaczyła, że jedna bombka spadła na podłogę. „Oj, spadła!” – powiedziała. Mama od razu przytuliła Zosię. „Nic się nie stało, kochanie. Bombka odpocznie.” Zosia znów była spokojna. Mruczek zamruczał jeszcze głośniej.
Za oknem padał śnieg, a w domu było ciepło i jasno. Zosia poczuła się szczęśliwa i bezpieczna.
Dobro i uśmiech zawsze wracają, gdy dzielimy się nimi z innymi.