Rozdział 1: Pomysł, który się przyczepił
Pan Leon był znany na całej ulicy Makowej jako największy wynalazca o jeszcze większych wąsach. Każdego ranka jego pies Pluto musiał go delikatnie budzić, bo pan Leon często rozmyślał do późnej nocy nad kolejnym genialnym pomysłem. Pewnego ranka, gdy w kuchni rozlał mu się sok na spodnie, zawołał do Pluta: „Mam to! Wynajdę maszynę, która sama sprząta rozlane rzeczy!”. Pluto spojrzał na niego z podziwem, choć bardziej interesowała go kanapka na stole.
Pan Leon już od dziecka marzył, żeby wszystko, co się rozleje, znikło w mgnieniu oka. Często, kiedy niechcący przewrócił kubek z herbatą, mama wołała: „Leon, szmatka!”. Teraz nadszedł czas, żeby samemu wymyślić coś lepszego niż szmatka. Otworzył zeszyt z napisem „Zwariowane Wynalazki Pana Leona” i nabazgrał pierwsze szkice.
W jego planie była rurka, sprężynka, coś w rodzaju płetwy od płetwonurka i, rzecz jasna, przycisk wielki jak ciastko. Rozwijając pomysł, pan Leon nawet nie zauważył, jak Pluto wszedł do wiadra z wodą, myśląc, że to basen. „No tak, Pluto, wynalazek przyda się i tobie!” – zaśmiał się wynalazca, po czym zabrał się do pracy.
Rozdział 2: Gdzie się zgubił klips?
W swoim warsztacie pan Leon miał wszystko – od śrubek po gumowe kaczki. Ale tego dnia czegoś mu brakowało. Właśnie rysował mechaniczny odkurzacz do rozlanych płynów, kiedy uświadomił sobie, że potrzebuje systemu mocowania części. Zaczął grzebać w szufladach, aż nagle usłyszał głośny trzask – Pluto przewrócił pudło z klipsami!
Klipsy rozsypały się po całej podłodze, a niektóre utknęły nawet w kapciach pana Leona. „Pluto, ty się chyba chcesz przyczepić do mojego wynalazku!” – powiedział z uśmiechem, zdejmując z łapy psa żółty klips. Okazało się, że klipsy są doskonałe do łączenia rurki z płetwą i przyciskiem.
Pan Leon przyczepiał klipsy tu i tam, aż jego warsztat zaczął przypominać dziwną planetę z mnóstwem kolorowych punktów. Każdy klips trzymał inną część wynalazku, a Pluto biegał z niebieskim klipsem na ogonie, dumnie pokazując wszystkim swój nowy ogonowy ozdobnik.
Rozdział 3: Testy, próby i rozlane mleko
Nadszedł czas na pierwszy test. Pan Leon położył na podłodze szklankę mleka i – oczywiście – przewrócił ją specjalnie. Mleko rozlało się szeroką kałużą. Wynalazca nacisnął wielki przycisk na swoim urządzeniu.
Zębatki zaczęły chrobotać, sprężynka podskoczyła, a płetwa zaczęła wachlować powietrze jak szalona. Ssak zassał trochę mleka, ale też wciągnął kawałek skarpetki pana Leona, który zaplątał się w rurkę. „O nie, moje ulubione skarpety!” – jęknął pan Leon, gdy maszyna wypluła je z powrotem, głośno prychając.
Pluto szczekał z radości, bo dla niego każda próba wynalazku była jak świetna zabawa. Gdy maszyna trochę się zakrztusiła i zaczęła wydawać dziwne dźwięki, pan Leon szybko zatrzymał ją i dorysował w zeszycie nową część – „Odporność na skarpetki”.
Przy kolejnych próbach maszyna coraz lepiej radziła sobie z rozlanymi napojami, aż w końcu umiała nawet odróżnić kakao od zwykłego mleka! Pluto dostał specjalną funkcję: gdy szczekał dwa razy, maszyna włączała się sama. Pan Leon stwierdził, że wynalazek działa, choć czasem rozpryskiwał płyn w prawo i lewo, zamiast wciągać wszystko do środka.
Rozdział 4: Wynalazek idzie w świat
Pan Leon wiedział, że sam nie zużyje tylu rozlanych napojów, ile mógłby sprzątnąć jego wynalazek. Postanowił więc zaprosić sąsiadów do testowania. Pani Henia przyniosła lemoniadę, pan Grzegorz kawę, a dzieci z ulicy – kolorowe napoje w kubkach.
Każdy chciał sprawdzić, czy urządzenie pana Leona zadziała. Było trochę śmiechu, gdy maszyna połknęła kawałek serwetki lub kiedy Pluto przypadkowo włączył ją ogonem. Dzieci śmiały się do łez, widząc, jak maszyna robi „prrrt” na końcu pracy.
Największym hitem okazała się funkcja klipsów – każdy mógł doczepić do wynalazku własny element: łyżkę, rurkę, a nawet balonik. „To wynalazek dla każdego!” – zawołał pan Leon, gdy mały Adam przyczepił do maszyny samochodzik i próbował odkurzyć nim rozlane soki.
Wszyscy chcieli mieć swoje klipsy i pomysłów było tyle, że pan Leon musiał szybko dorobić jeszcze jeden worek kolorowych klipsów, żeby starczyło dla każdego.
Rozdział 5: Dzielimy się genialnością
Wynalazek pana Leona stał się sławny na całej ulicy Makowej. Każdy, kto miał coś do rozlania – a czasami specjalnie coś rozlewał – mógł przyjść i przetestować maszynę. Dzieci zaczęły nawet organizować konkursy na najbardziej kreatywne klipsowe dodatki. Był balonik-klips, kwiatek-klips, a nawet klips-z-papierowym-samolotem.
Pan Leon cieszył się, widząc, jak jego pomysł pomaga innym. Czasami wieczorem przypinał do maszyny karteczki z nowymi pomysłami od dzieci. Pluto pilnował, żeby żaden klips nie uciekł, i raz nawet udało mu się złapać uciekający spinacz ogonem.
Pewnego dnia, gdy sąsiedzi przyszli podziękować panu Leonowi za jego wynalazek, pani Henia podeszła, pogłaskała wynalazcę po ramieniu i powiedziała: „Dzięki tobie, Leon, Makowa jest czystsza i weselsza!”. Wszyscy ustawili się w kolejce, by poklepać go po plecach, a Pluto też dostał swoją porcję głaskania.
Tak oto pan Leon wynalazł nie tylko maszynę do sprzątania rozlanych napojów, ale przede wszystkim świetny sposób na wspólne spędzanie czasu i dzielenie się pomysłami. A na ulicy Makowej klipsy, śmiech i dobre pomysły już nigdy się nie kończyły.