Rozdział 1: Pomysł na wynalazek
Basia siedziała w swoim ulubionym fotelu z notesem na kolanach i ołówkiem za uchem. „Dziś wymyślę coś naprawdę wyjątkowego!” – powiedziała sama do siebie, patrząc przez okno na sąsiada, który biegał za swoją kapryśną krową Balbiną. Basia była wynalazczynią. Taką prawdziwą – z dużą wyobraźnią i jeszcze większą kolekcją niepotrzebnych śrubek, sprężyn i sznurków.
„Ludzie mają roboty do sprzątania, lodówki, co same zamawiają mleko, a ja…” – Basia westchnęła. – „Co by tu wynaleźć…” Chwilę myślała, aż zobaczyła, jak jej kotek Kiełek próbuje złowić muchę, a przy okazji przewraca wazon.
„Mam to!” – zakrzyknęła radośnie. – „Zrobię Maszynę Do Pomagania W Codziennych Kłopotach! Będzie miała ramię do głaskania kotów, dystrybutor smakołyków i przycisk do podnoszenia rzeczy z podłogi. I może… podajnik na gumki do włosów! Bo przecież zawsze się gubią.”
Basia podskoczyła z ekscytacji. „Muszę tylko wszystko dokładnie zaplanować!”
Rozdział 2: Bezpieczny kącik Basi
Basia dobrze wiedziała, że wynalazki potrafią być psotne, szczególnie na początku. Dlatego zanim przystąpiła do pracy, zaczęła zabezpieczać swój warsztat. Najpierw powiesiła na drzwiach wielką kartkę: „UWAGA! Wynalazczyni przy pracy. Wstęp tylko w kasku!”
Potem poukładała narzędzia według wielkości – od najmniejszego śrubokręta po młotek z plastikowym kaczątkiem na rączce. Na koniec nałożyła różowe okulary ochronne (trochę za duże, bo należały kiedyś do taty) i żółte rękawice. Kiełek również dostał swój minikask z naklejką w kształcie ryby.
„Kiełku, gotowy?” – Basia zapytała z powagą.
„Miau!” – odpowiedział dumnie kotek, ocierając się o jej nogę.
Basia przez chwilę sprawdzała, czy wszystko stoi stabilnie i czy w szafce nie czai się przypadkiem zeszłoroczny kisiel, który kiedyś się wysypał. Po krótkiej kontroli stwierdziła: „Bezpieczeństwo przede wszystkim! Teraz możemy zaczynać!”
Rozdział 3: Montaż cudownej maszyny
Basia zaczęła łączyć sprężyny, łyżki i stare klocki LEGO. Maszyna powoli nabierała kształtów. Ramię do głaskania kotów było montowane z piórnika i szczotki. Dystrybutor smakołyków to puszka po kukurydzy i klamerka. Podajnik gumek powstał z rolki po papierze toaletowym i fragmentu starego szalika.
„Teraz najważniejsze – instrukcja obsługi!” – powiedziała Basia, pisząc flamastrem na kartce:
1. Naciśnij czerwony guzik, żeby rozgrzać maszynę.
2. Naciśnij niebieski guzik, żeby ją uruchomić (ale nie odwrotnie!).
3. Nie głaskać maszyny, bo może się połaskotać!
W pewnej chwili Kiełek postanowił sprawdzić, czy dystrybutor smakołyków już działa. Wskoczył na blat i trącił łapką żółty przycisk.
„Oj, Kiełku! Jeszcze nie teraz!” – śmiała się Basia, gdy cała garść kocich chrupków poleciała w powietrze, a Kiełek z radości prawie zrobił fikołka.
Rozdział 4: Pierwsza próba i niezła afera
W końcu nadszedł ten moment. Basia poprawiła kask, odchrząknęła i z powagą nacisnęła czerwony przycisk. Maszyna zamruczała, zamigała światełkami i… zaczęła śpiewać melodię „Sto lat” własnym, śmiesznym głosem.
„Ups… tego nie było w planie” – mruknęła Basia, ale postanowiła nie przerywać.
Kiedy nacisnęła niebieski guzik, maszyna uruchomiła ramię do głaskania kotów. Ramię jednak pomyliło kierunek i zaczęło głaskać... szafę! Szafa była bardzo zaskoczona, a z półki spadł słoik z guzikami, które rozsypały się po podłodze jak kolorowe cukierki.
W tym czasie podajnik gumek do włosów wypuścił nagle cały zapas gumek naraz, które pospadały Basi na głowę, na nos i na rękawice. Kiełek był zachwycony – wskoczył na stos gumek i zaczął się w nich turlać.
„O rety!” – wołała Basia, próbując łapać lecące smakołyki, gumki i śmiejącego się kota. Maszyna śpiewała coraz głośniej, aż nagle… wypluła z podajnika kanapkę z ogórkiem, którą Basia schowała tam miesiąc temu.
Basia usiadła na podłodze, cała w gumkach i okruchach, i zaczęła się śmiać tak głośno, że przez okno zajrzał sąsiad.
Rozdział 5: Wielka poprawka i nowa melodia
Gdy Basia przestała już chichotać, popatrzyła na swoją maszynę. Kiełek ciągle turlał się w gumkach, a maszyna cicho podśpiewywała „Sto lat”, jakby się wstydziła.
„No dobra, kochana maszyno, chyba trochę przesadziłam z jednoczesnym uruchamianiem wszystkiego” – powiedziała Basia pogodnie. – „Ale przecież to nie koniec świata! Wynalazki są po to, by popełniać błędy i próbować jeszcze raz!”
Otrzepała się z gumek, pogładziła Kiełka i zaczęła ustawiać wszystko od nowa. Tym razem postanowiła, że najpierw uruchomi smakołyki, potem ramię do głaskania, a podajnik gumek zostawi na koniec.
Maszyna, jakby zrozumiała, zaczęła działać spokojniej. Kiełek dostał smakołyka, został pogłaskany, a Basia z zadowoleniem zebrała gumki, które tym razem wypadały pojedynczo.
„Hurra! Działa!” – krzyknęła Basia, a nawet maszyna wydała z siebie wesołe „Bziuu!”
Rozdział 6: Piosenka na zakończenie
Basia, Kiełek i maszyna stali razem w warsztacie, trochę zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi. Z głośnika maszyny zaczęła płynąć nowa melodia – tym razem wesoła i rytmiczna, idealna do tańca.
Basia podskoczyła i zaczęła śpiewać wymyśloną na poczekaniu piosenkę:
„Gumki na głowie, kot wśród szaf,
Każdy wynalazca czasem robi gaf!
Maszyna śpiewa, Kiełek mruczy,
Basia się śmieje, bo świat nie smuci!”
Kiełek próbował miauczeć do rytmu, a maszyna wydawała z siebie zabawne „pi-pi-pi”. Nawet sąsiad zza płotu zaczął klaskać, chociaż nie bardzo wiedział, czemu.
Basia szeroko się uśmiechnęła. „Każdy ma prawo do pomyłek – nawet wynalazca!” – powiedziała, machając do Kiełka i maszyny. „Najważniejsze to się nie poddawać i zawsze śpiewać, nawet gdy gumka spadnie na nos!”
I tak właśnie zakończyła się kolejna szalona przygoda Basi Wynalazczyni. A maszyna do pomagania w codziennych kłopotach? Może nie była idealna, ale za to bardzo, bardzo wesoła.