Słońce świeciło wysoko nad wielką prerią. Trawa falowała jak zielone morze. W oddali stały czerwone skały, a na niebie krążył biały ptak.
Młoda kowbojka Mia poprawiła kapelusz. Mia miała szybkie oczy i odważne serce. Obok stał jej koń, Kasztan. Kasztan prychnął cicho, jakby mówił: „Jedziemy?”
„Jedziemy, Kasztanie” – powiedziała Mia. „Musimy naprawić słup telegraficzny. Pan Sam czeka na wiadomości.”
Pan Sam był miły. Miał mały domek przy stacji. Kiedy Mia wsiadła na konia, Sam pomachał jej z progu.
„Mia!” – zawołał. „Słup przy Suchym Potoku się przechylił. Bez niego telegraf milczy.”
„Nie martw się” – odpowiedziała Mia. „Dam radę. Krok po kroku.”
Mia ruszyła kłusem. Tup-tup, tup-tup. Kurz tańczył za kopytami. Po drodze minęła kaktusy i żółte kwiaty. Wiatr był ciepły i pachniał szałwią.
Nagle drogę przeciął wąski wóz z beczkami. Stary kowboj, pan Roy, próbował go popchnąć.
„Koło utknęło w piasku” – westchnął.
Mia zeskoczyła z siodła. „Pomogę. Razem będzie łatwiej.”
„Ale ty się spieszysz” – powiedział Roy.
„Ważne rzeczy robi się spokojnie” – odparła Mia. „Najpierw to.”
Mia spojrzała na koło. Piasek był miękki. „Potrzebujemy deski” – powiedziała. Znalazła płaski kawałek drewna przy płocie. Wsunęła go pod koło. Roy pchnął, Mia pchnęła, a Kasztan pociągnął za dyszel.
„Hop!” – zawołała Mia.
Wóz drgnął. Potem ruszył. Razem! Roy uśmiechnął się szeroko.
„Dziękuję, młoda pani” – powiedział. „Masz głowę do takich spraw.”
„I wytrwałość” – dodała Mia. „Do zobaczenia!”
Po chwili znów była na szlaku. Preria była wielka, ale Mia nie czuła się sama. Kasztan był obok, a wiatr jak przyjaciel szeptał.
Gdy dojechała do Suchego Potoku, zobaczyła słup. Przechylił się mocno. Druty zwisały jak smutne wstążki.
„Ojej” – szepnęła Mia, ale od razu przytuliła Kasztana po szyi. „Spokojnie. Damy radę. Krok po kroku.”
Mia wyjęła z torby młotek, gwoździe i mocny sznurek. Najpierw obejrzała ziemię. Była popękana i twarda. Słup nie miał dobrego oparcia.
„Potrzebujemy nowej dziury” – powiedziała głośno, żeby dodać sobie odwagi. Znalazła przy potoku miększe miejsce. Zaczęła kopać małą łopatką. Kop, kop. Potem znów kop.
To było męczące. Mia wytarła czoło. „Jeszcze trochę” – powiedziała. „Nie poddajemy się.”
Kasztan stał blisko. „Pryy” – prychnął cicho.
„Dziękuję, że czekasz” – powiedziała Mia. „Ty też jesteś dzielny.”
Gdy dół był gotowy, Mia owinęła słup sznurkiem. Drugi koniec przywiązała do siodła. „Powoli, Kasztanie. Tylko powoli.”
Koń zrobił krok. I jeszcze krok. Słup uniósł się od ziemi. Mia prowadziła go rękami, uważnie, jak przy zabawie klockami.
„Dobrze… dobrze…” – szeptała.
Słup stanął prosto nad dołem. Mia go wsunęła. Potem ubijała ziemię wokół: tup, tup, tup. Na koniec przybiła luźną listwę, żeby wszystko trzymało się mocno. Druty zaczepiła z powrotem i sprawdziła je palcem.
„Gotowe!” – zawołała.
W tej samej chwili w małej skrzynce telegrafu przy słupie kliknęło: klik-klak, klik-klak. To był miły, wesoły dźwięk, jak małe bębenki.
Mia roześmiała się. „Słyszysz, Kasztanie? Telegraf mówi!”
Wróciła do stacji szybkim kłusem. Pan Sam już czekał. Gdy zobaczył Mię, klasnął w dłonie.
„Słychać wiadomości!” – powiedział. „Udało się!”
„Udało się, bo nie przestałam próbować” – odpowiedziała Mia. „I bo Kasztan pomagał.”
Sam podał jej kubek wody i małą bułkę. „Zasłużyłaś. Jesteś odważna i mądra.”
Mia usiadła na ławce, a Kasztan chrupał owies. Słońce powoli miękło, robiło się złote jak miód.
„Jutro znów będzie przygoda” – szepnęła Mia.
„Klik-klak” – odpowiedział telegraf, jakby mówił: „Tak, tak.”
A na prerii było spokojnie, ciepło i dobrze. Mia uśmiechnęła się i poczuła w sercu miłą, mocną ciszę po wielkim wysiłku.