Rozdział 1: Tajemniczy błysk za garażem
Kuba, Bartek, Oskar i Igor byli najlepszymi przyjaciółmi w całym Nowym Mieście. Często spotykali się po lekcjach, by razem eksplorować najróżniejsze zakamarki tej przyszłościowej metropolii. Ich ulubionym miejscem było stare podwórko za garażami, gdzie zawsze działo się coś ciekawego.
Pewnego popołudnia, kiedy słońce zaczynało już zachodzić, chłopcy usłyszeli dziwny dźwięk – jakby ktoś trzasnął metalową pokrywką o beton. Zza jednego z garaży rozbłysło niebiesko-zielone światło.
– Ty, widzieliście to? – szepnął Oskar, ściskając mocniej swojego tabletowego drona.
– Może ktoś nowy się tu przeprowadził i testuje zabawki – żartował Igor, choć w jego głosie dało się wyczuć niepokój.
– Chodźcie sprawdzić! – Bartek był najbardziej odważny z całej czwórki.
Kuba, najstarszy z nich, spojrzał uważnie na kolegów i skinął głową. – Tylko ostrożnie. Jak coś, uciekamy do domu!
Podeszli cicho pod ścianę garażu, zza której dochodziło migotliwe światło. Usłyszeli szelest i delikatne popiskiwanie, jakby ktoś mówił w zupełnie nieznanym języku.
Nagle zza rogu wyłoniła się malutka istota – miała wielkie fioletowe oczy, zielonkawą skórę i cztery smukłe ramiona zakończone trzema palcami. Na jej głowie dygotały dwa przezroczyste czułki. Trzymała w rękach coś, co przypominało świecącą kostkę.
Chłopcy stanęli jak wryci. Przez chwilę nikt nie miał odwagi się odezwać. Niewielki kosmita spojrzał na nich, a potem… uśmiechnął się szeroko.
– Zdrastwuuj! – wypowiedział z dziwnym akcentem.
– Ee… dzień dobry? – odpowiedział Kuba, chociaż jego głos lekko drżał.
– Jak się nazywasz? – zapytał Bartek, ciekawski jak zawsze.
Kosmita przekręcił głowę i wskazał na siebie. – Jestem Zibb. Czy wy... mieszkańcy tej planety?
Chłopcy spojrzeli po sobie, a potem szeroko się uśmiechnęli. Wyglądało na to, że właśnie znaleźli nowego, bardzo niezwykłego przyjaciela.
Rozdział 2: Zibb i jego niesamowite urządzenia
Następnego dnia cała czwórka nie mogła się doczekać, by ponownie spotkać się z Zibbem. Kosmita czekał już na nich, siedząc na walizce, która przypominała miniaturowy statek kosmiczny.
– O wow, co to jest?! – Oskar aż przyklęknął obok gadżetu, podsuwając tablet do analizy.
– To mój podróżny transporter – wyjaśnił Zibb. – Przemierzam galaktykę, zbierając próbki i poznając różne kultury. Ta walizka to statek i laboratorium w jednym!
Jak się okazało, Zibb pokazywał im coraz to dziwniejsze urządzenia. Była maszyna do tłumaczenia języków, która wibrowała i zmieniała kolory w zależności od wypowiadanych słów. Był też holograficzny projektor, który stworzył w powietrzu miniaturową wersję planety Zibba.
– U nas jest pięknie! – chwalił się przybysz. – Nasze miasta zawieszone są na unoszących się skałach, a pod nimi latają zwierzęta podobne do waszych łabędzi, ale mają trzy skrzydła!
Chłopcy byli zachwyceni. Igor sięgnął do plecaka i podał Zibb'owi polski przysmak – piernikowe ciastko.
– U nas jemy coś takiego na święta. Chcesz spróbować? – zaproponował.
Kosmita powąchał ciastko, a potem zjadł je, oblizując swoje niebieskie wargi.
– Mmm! – powiedział zadowolony. – Słodkie i korzenne! U nas takich smaków nie ma!
Chłopcy przez cały dzień opowiadali Zibb'owi o Ziemi, pokazując mu na holomapach różne kraje i tłumacząc, do czego służą rowery, hulajnogi czy... frytki.
Nagle nad podwórkiem przeleciał patrolowy dron policyjny. Chłopcy szybko schowali się za garażem razem z Zibbem.
– Musicie uważać – szepnął Zibb. – Nie wszyscy na Ziemi są gotowi na przyjaźń z kimś tak innym.
Bartek uśmiechnął się szeroko.
– My jesteśmy! I cię nie wydamy. Obiecujemy!
Rozdział 3: Wyprawa do Przestrzennej Biblioteki
W kolejnych dniach przyjaźń chłopców i Zibb'a stawała się coraz silniejsza. Razem przeżywali masę przygód, ucząc się od siebie nawzajem. Pewnego dnia Zibb miał dla nich niespodziankę.
– Chcecie zobaczyć coś niesamowitego? – zapytał. – Pokażę wam Przestrzenną Bibliotekę!
Chłopcy nie mogli uwierzyć własnym uszom. Przestrzenna Biblioteka była miejscem legendarnym – krążyły plotki, że to najstarszy, najtajniejszy zbiór wiedzy w całym mieście, a może nawet i na Ziemi.
Zibb wyjął z walizki niewielki metalowy dysk. Położył go na ziemi i nacisnął środek. Nagle dysk urósł i przemienił się w coś na kształt platformy unoszącej się tuż nad ziemią.
– Wsiadajcie! – zachęcił kosmita.
Chłopcy weszli na platformę. Zibb wcisnął inny przycisk i nagle cała piątka uniosła się nad garażami, ponad dachami bloków, ponad szklanymi wieżowcami.
– O rany! – krzyknął Igor, śmiejąc się z ekscytacji.
Platforma skręciła gwałtownie w stronę południowego krańca miasta. Po kilku minutach znaleźli się przed ogromnym, lśniącym budynkiem z ruchomym dachem i wejściami przypominającymi portale.
– Jesteśmy! – zawołał Zibb.
W środku biblioteki panował zapierający dech w piersiach widok – książki i płytki z informacjami unosiły się w powietrzu, roboty jeździły z góry na dół, a na dużych ekranach wyświetlały się wizje odległych planet.
Chłopcy razem z Zibb'em podeszli do maszyny tłumaczącej. Włożyli do niej kartę z pytaniem: „Jak zaprzyjaźnić się z kimś z innej planety?”
Ekran rozbłysł kolorowymi światłami, a po chwili wyświetliła się odpowiedź:
– Należy słuchać, rozmawiać, dzielić się doświadczeniami i nigdy nie oceniać po wyglądzie.
Zibb spojrzał na chłopców z wdzięcznością.
– Właśnie dlatego jesteśmy przyjaciółmi – powiedział cicho.
Rozdział 4: Kłopoty z Kosmobiurem i wielka ucieczka
Ich spokojne dni nie mogły jednak trwać wiecznie. Podczas jednego ze spacerów po mieście chłopcy zauważyli, że ktoś ich śledzi. Był to robot-pająk z Kosmobiura, instytucji pilnującej porządku międzyplanetarnego.
– Musimy być bardzo ostrożni – szepnął Oskar, obserwując pająka przez drona.
Następnego dnia, kiedy spotkali się za garażami, Zibb był bardzo zaniepokojony.
– Jeśli mnie złapią, mogą odesłać na moją planetę, zanim zdążę poznać was wystarczająco dobrze – wyjaśnił smutno.
Chłopcy zaczęli kombinować, jak ukryć przyjaciela. Oskar zaproponował, by schować Zibb'a w starej piwnicy pod blokiem. Bartek z kolei myślał o wyprawie na dach wieżowca, gdzie podobno sygnały z urządzeń Kosmobiura są słabsze.
Kuba po chwili namysłu zauważył:
– Najlepiej będzie, jak go na chwilę… ukryjemy w Przestrzennej Bibliotece! Tam nikt go nie znajdzie!
Zibb zgodził się z planem. Chłopcy przez całą noc pomagali mu zapakować najważniejsze rzeczy – walizkę-statek, tłumacza języków i kilka hologramów.
Rano, korzystając z platformy, polecieli do Biblioteki. Niestety, robot-pająk podążył za nimi! Zaczął wzywać wsparcie – już po chwili drzwi budynku otoczyły dwa inne roboty, z ostrzegawczymi czerwonymi światłami.
– Co teraz?! – szepnął Igor, z trudem powstrzymując się od krzyku.
Kuba wpadł na pomysł. – Musimy ich zmylić! Zibb, puść wszystkie swoje hologramy naraz!
Kosmita błyskawicznie uruchomił projektor. W jednej chwili cała biblioteka wypełniła się tysiącami małych Zibbów, biegających, świecących i chichoczących.
Roboty zgłupiały, próbując złapać wszystkie postacie naraz. Chłopcy wykorzystali zamieszanie, chwycili Zibb'a za rękę i biegiem ruszyli na dach. Tam, korzystając z platformy, odlecieli w stronę lasu na skraju miasta.
Bezpieczni, choć zmęczeni, przytulili się do Zibb'a.
– Udało się… – szepnął Bartek.
– Dzięki wam! – odpowiedział kosmita, wyjątkowo poważnym głosem.
Rozdział 5: Wielka Misja i pożegnanie
Chłopcy i Zibb przez kolejne dni ukrywali się w lesie, gdzie nikt nie mógł ich znaleźć. W tym czasie Zibb opowiedział jeszcze więcej o swoim świecie – o planetach, które odwiedzał, o zwyczajach innych kosmicznych ras i o cudach technologii.
– Mam pomysł – powiedział pewnego ranka. – Chciałbym przekazać wam wiedzę, którą zebrałem podczas podróży. Chcę, abyście zostali moimi uczniami!
Chłopcy byli zachwyceni. Przez kilka dni Zibb uczył ich o różnych planetach, budowie statków kosmicznych, kodowaniu hologramów i tłumaczeniu języków. Razem budowali miniaturowe rakiety, testowali dziwne jedzenie z innych planet (fioletowe owoce były ulubieńcami Igora!) i projektowali gry edukacyjne.
Niestety, zbliżał się moment, w którym Zibb musiał odlecieć. Jego transporter energetyczny ładował się już od kilku dni – lampki na walizce zaczęły świecić na pomarańczowo.
Wieczorem zebrała się cała piątka na leśnej polanie. Zibb był trochę smutny, ale uśmiechnięty.
– Myślałem, że największym skarbem są informacje i technologia – powiedział, patrząc na chłopców. – Ale teraz wiem, że prawdziwą wartość mają przyjaźń i zaufanie.
Chłopcy przytulili Zibb'a. Bartek uronił łzę, a Igor wręczył mu ostatnie piernikowe ciastko.
– Obiecujesz, że wrócisz? – zapytał Kuba.
– Obiecuję! – odpowiedział Zibb. – A gdy następnym razem będę tu, zabiorę was na moją planetę. Poznacie inne dzieci, zjecie kosmiczne lody i nauczycie się budować rakiety!
Platforma Zibb'a wzniosła się w powietrze. Przez chwilę błyszczała w koronie drzew, a potem zniknęła za gwiazdami.
Chłopcy długo jeszcze patrzyli w niebo. Wiedzieli, że ich życie już nigdy nie będzie takie samo. W sercu czuli, że właśnie przeżyli największą przygodę – i że w kosmosie czeka na nich jeszcze wiele niezwykłych spotkań.
Od tego dnia w Nowym Mieście czterech przyjaciół marzyło już nie tylko o wielkich wynalazkach, lecz także o tym, by świat – nasz i te odległe – był miejscem pełnym współpracy, przyjaźni i ciekawości.