Początek wyprawy
Na wzgórzu stał jasny zamek. W zamku mieszkała mądra rycerka Mira. Miała błękitny płaszcz, lekką tarczę i łagodny uśmiech. Rano słońce wzeszło jak złoty sztandar. Mira wyszła na dziedziniec i usłyszała plusk studni. Przy kamieniu leżał mały medalik. Na medaliku była róża.
Mira podniosła go ostrożnie. Serce miała spokojne i dzielne. „Ktoś czeka na ten skarb” – powiedziała cicho. „Oddam medalik właścicielce. To będzie dobra wyprawa.”
Umyła pancerz. Pogłaskała swojego konia. Kobyłka nazywała się Iskra, bo grzywę miała jak promień. „Iskro, jedziemy. Będziemy mądre. Będziemy dzielne. Będziemy wytrwałe.”
Na bramie czekał stary strażnik. Uśmiechnął się i skinął głową. „Powodzenia, rycerko Miro.” Mira odpowiedziała jasno: „Dziękuję.” To słowo było jak miękki płaszcz. Ogrzewało serce.
Mira zapytała w miasteczku. „Czy zgubił ktoś medalik z różą?” Piekarz potrząsnął głową. Garncarka również. Dzieci pokręciły noskami. Mira nie zmartwiła się długo. „Znajdziemy. Szukamy dalej. Krok po kroku.”
Wzięła mapę z biblioteki. Na mapie była droga przez las, przez rzekę i do wsi nad jeziorem. Mira uśmiechnęła się. „Droga brzmi jak pieśń. Jedziemy.”
Droga przez las
Las był zielony i pachniał mchem. Ptaszki śpiewały jak małe trąbki. Iskra stąpała równo. Płaszcz Miry powiewał. To było jak mała legenda, która idzie i rośnie.
Nagle stanęły przy rzece. Most był stary i miał dziurę. Woda szeptała. Mira spojrzała, usiadła i pomyślała. „Nie skaczemy. Myślimy. Szukamy płytkiego miejsca.”
Z wody wynurzył się bóbr. Miał mokry wąsik i wesołe oczy. „Chlup, chlup. Tu jest bezpieczny bród” – mruknął. Mira skłoniła się nisko. „Dziękuję, dzielny Bobrze. Dziękuję za mądrą pomoc.” Przeszły spokojnie, krok za krokiem. Woda dotknęła kopyt Iskry i już zniknęła.
W głębi lasu usiadła na gałęzi sowa. Miała miękkie pióra i mądre spojrzenie. „Huuu, kogo szukasz?” – spytała. Mira pokazała medalik. „Szukam właścicielki. Na medaliku jest róża.” Sowa zastanowiła się i rzekła spokojnie: „Idź tam, gdzie trzy dęby stoją jak bracia. Potem skręć tam, gdzie wiatr pachnie chlebem.”
„Dziękuję, Sowo” – powiedziała Mira. „Dziękuję, że wskazałaś drogę.” Sowa skinęła głową. „Grzeczne słowa są jak światło. Huuu.”
Droga prowadziła pod wzgórze. Wiatr był mocny. Pchał płaszcz, pchał grzywę Iskry. Mira oddychała miarowo. „Jeszcze trochę. Krok. I kolejny krok. Potrafimy.” Śpiewała cicho pieśń drogi. Pieśń była prosta jak serce. Iskra zarżała i dodała sił. Razem weszły na szczyt. Po drugiej stronie pachniało chlebem. To była dobra wskazówka.
Medalik wraca do właścicielki
Za wzgórzem była wieś nad jeziorem. Dymy z pieców płynęły w niebo jak srebrne wstążki. Ludzie rozmawiali cicho, a kaczki śmiesznie kwakały. Mira podjechała do piekarni. „Dzień dobry” – powiedziała. „Czy ktoś szuka medalika z różą?”
Piekarka Zosia otarła mąkę z policzka. „Nie ja, ale znam kogoś. Starsza pani Róża, ogrodniczka. Kocha róże, jak jej imię. Ostatnio była w zamku. Może zgubiła tam medalik.” Mira uśmiechnęła się, bo to brzmiało jak odpowiedź.
W ogródku za chatą rosły czerwone i białe róże. Pachniały pięknie. Pani Róża miała zielony fartuszek i dobre oczy. „Witaj” – powiedziała. „Czego szukasz, rycerko?”
Mira otworzyła dłoń. Na jej dłoni leżał medalik. Błysnął jak kropla słońca. Pani Róża westchnęła z radości. „Och! To mój medalik. Dostałam go dawno temu. Nosiłam go codziennie. Dziękuję, dziękuję.” Jej głos był ciepły jak piec.
Mira skłoniła głowę. „Cieszę się. To było ważne. Medalik wrócił do domu.” Pani Róża ujęła ręce Miry. „Jesteś mądra i dzielna. Dziękuję za wytrwałość. Dziękuję za dobre słowa.” Piekarka Zosia przyniosła ciepły chleb z miodem. „Dla ciebie i dla Iskry.” Mira powiedziała: „Dziękuję. To bardzo miłe.” Iskra chrupała grzecznie. Kaczki parsknęły z podziwem.
Mira podziękowała też przyjaciołom. „Dziękuję, Bobrze, za bród. Dziękuję, Sowo, za drogę. Dziękuję, Iskro, za siłę. Dziękuję, Zosiu. Dziękuję, pani Różo.” Słowo „dziękuję” brzmiało jak mały dzwonek. Dźwięczało lekko i jasno.
Gdy słońce schylało się do jeziora, Mira ruszyła do zamku. Jechała wolno. Serce miała spokojne. Droga była teraz prosta. Las pachniał mchem. Rzeka mruczała łagodnie. Na wzgórzu wiatr był miękki. Niósł pieśń drogi jak opowieść.
W bramie strażnik znów się uśmiechnął. „Wróciłaś.” Mira skinęła głową. „Medalik jest u właścicielki.” W izbie napisała krótką kronikę. Proste słowa, wielka radość. Potem pogłaskała Iskrę i zamknęła oczy.
Noc była cicha i dobra. Gwiazdy świeciły jak małe tarcze. Mira odpoczywała. Wiedziała, że odwaga, mądrość i wdzięczność prowadzą jak światło. A jutro? Jutro też może być piękną wyprawą. Ale teraz był czas na sen. I wszystko było dobrze.