Początek
Kubuś miał cztery lata i umiał robić różne rzeczy. Umiał skakać jak żabka. Umiał liczyć do dziesięciu, czasem do jedenastu. I umiał robić miny. O, miny to on umiał najlepiej.
Tego wieczoru było cicho i ciepło. W pokoju świeciła mała lampka. Na dywanie leżał miś, a na krześle spała piżama, tylko udawała, że nie śpi.
Kubuś usiadł na łóżku i pomyślał: „Zrobię dziś jedną minę. Ale taką dyskretną. Cichutką. Żeby nikt nie zauważył”.
I zrobił. Okrągłe policzki poszły w lewo, nos zrobił „pyk”, a usta ułożyły się w śmieszną podkówkę. To była mina numer jeden.
Mama spojrzała.
„Kubusiu, co ty tam knujesz?”
Kubuś szybko zrobił zwykłą buzię. Najzwyklejszą.
„Nic, mamo. To… to moja buzia do spania.”
„Aha” powiedziała mama i uśmiechnęła się tak, jakby też miała swoją buzię do spania.
Środek
Kubuś wstał, żeby umyć zęby. W łazience lustro było wielkie i bardzo ciekawe. Ono wszystko widziało. Kubuś spojrzał na siebie i pomyślał: „Jeszcze jedna. Tylko mała”.
Zrobił minę numer dwa. Jedno oko zrobiło „mru”, drugie oko zrobiło „plum”, a język wyszedł na chwilkę jak mały różowy ślimak.
Lustro jakby mrugnęło.
„Ha!” szepnął Kubuś.
Szczoteczka też jakby się rozbawiła, bo piana zrobiła mu brodę jak u Mikołaja.
Wtedy pasta do zębów zrobiła „pfff” i wyskoczyła odrobinkę za dużo.
„Ojej” powiedział Kubuś.
Przez sekundkę chciało mu się marudzić. Ale tylko przez sekundkę. Bo przypomniał sobie, że jest dzielny. Jak super-kubuś.
„Nic się nie stało” powiedział sam do siebie. „Wytrę. I już.”
Wytarł umywalkę. Wytarł też kropeczkę na koszulce. Kropeczka została, ale wyglądała jak mała gwiazdka.
„To gwiazdka odwagi” szepnął Kubuś.
Wrócił do pokoju. Wskoczył w piżamę. Piżama była w paski i wyglądała, jakby chciała się śmiać.
Kubuś usiadł na poduszce.
„Teraz zrobię minę ultra-dyskretną” pomyślał.
Mina numer trzy była naprawdę cichutka. Prawie jej nie było. Tylko kącik ust drgnął, jakby chciał opowiedzieć dowcip, ale jeszcze nie mógł.
Miś w łóżku leżał obok.
Kubuś szepnął do misia: „Nie mów nikomu, dobrze?”
Miś milczał bardzo grzecznie. To była jego specjalność.
Mama weszła z książką.
„Czytasz mi?” zapytał Kubuś.
„Czytam” powiedziała mama. „Ale najpierw… ta twoja buzia. Jest jakaś… skacząca.”
Kubuś zrobił minę niewinną. Bardzo niewinną. Tak niewinną, że aż śmieszną.
„To nie ja. To policzki” powiedział.
„Policzki?” spytała mama.
„Tak. One czasem tańczą.”
Mama usiadła i powiedziała: „No dobrze. Niech tańczą. Ale cichutko.”
Mama zaczęła czytać. W historii był królik, który zgubił marchewkę, ale znalazł ją w kieszeni. Kubuś chichotał.
I wtedy… kichnął. „Apsik!”
A z kichnięciem wyskoczyła mina numer cztery. Sama! Niespodzianka!
Nos zrobił „bip”, brwi zrobiły „hop”, a usta powiedziały: „Ojojoj”.
Kubuś trochę się zawstydził.
„Przepraszam” szepnął.
Mama pogłaskała go po włosach.
„Nie trzeba przepraszać za kichnięcie. I za miny też nie. Miny są śmieszne.”
Kubuś odetchnął. Uff. Uff.
„Ale wiesz co?” powiedziała mama. „Czasem, gdy coś nie wyjdzie… albo gdy pasta zrobi pfff… można spróbować jeszcze raz. Spokojnie.”
Kubuś kiwnął głową. On to umiał. Spróbować jeszcze raz. I jeszcze raz.
Jak budowanie wieży z klocków, co się przewraca, a on znów ją stawia. I znów. I znów.
Koniec
Mama zamknęła książkę. W pokoju było miękko i spokojnie. Lampka świeciła jak mały księżyc.
„Teraz buzia do spania?” zapytała cicho mama.
Kubuś przytulił misia.
„Tak” szepnął. „Ale moja buzia czasem robi figle.”
„Niech robi. Tylko niech już też odpoczywa” powiedziała mama.
Kubuś spróbował zrobić najspokojniejszą minę na świecie. Minę numer pięć. To była mina-placuszek. Płaska, miękka, ciepła.
Policzki przestały tańczyć. Oczy zrobiły się ciężkie jak dwa klocki.
Oddech Kubusia był równy: wdech… wydech… wdech… wydech…
Jeszcze raz spróbował. Spokojnie. Jak dzielny super-kubuś.
I udało się. Udało się tak dobrze, że mina zamieniła się w uśmiech. Maleńki. Dyskretny.
Mama pocałowała go w czoło.
„Dobranoc, Kubusiu.”
„Dobranoc” mruknął Kubuś.
Miś też wyglądał na śpiącego. Piżama już naprawdę spała na Kubusiu. Lampka mrugała coraz wolniej, jakby liczyła do snu: raz… dwa… trzy…
Kubuś poczuł, że sen przychodzi jak ciepły koc. Najpierw na stopy. Potem na kolana. Potem na brzuch, co zrobił ciche „burrr” z zadowolenia.
„To nic” pomyślał Kubuś. „Jak coś mi nie wyjdzie, spróbuję jeszcze raz. A teraz… teraz odpocznę.”
I w tej myśli było miękko, śmiesznie i bezpiecznie.
Kubuś zamknął oczy. Uśmiech został na chwilkę, a potem też zasnął.