Trwa ładowanie...
Opowieści małych detektywów 11-12 lat Czytanie 22 min.

Tajemnica znikającej latarki UV i detektywi z pokoju gościnnego

Czwórka dzieci prowadzi śledztwo, gdy w pokoju gościnnym znika latarka UV — odkrywają zagadkowe wskazówki, podejrzanych i rodzinne sekrety, które komplikują sprawę.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są cztery postacie: Lena (10 lat) zebrane brązowe włosy w kucyk, niebieski T‑shirt w gwiazdki, trzyma w prawej ręce małą świecącą fioletową lampę UV i stoi przy dostawce z uśmiechem ulgi; Kuba (11 lat) z krótkimi brązowymi włosami, zielona koszula w kratę, z notesem i długopisem, kuca przed komodą i spokojnie objaśnia odkrycie; Maks (10 lat) z potarganymi włosami, czerwony sweter, robi komiczny grymas i trzyma nożyczki, lekko w tyle po lewej, z entuzjazmem obserwuje scenę; Franek (7 lat) niski, krótkie blond włosy, kolorowy piżama, siedzi na podłodze po prawej, nieśmiało pokazuje mały plastikowy woreczek z lampą, widać poczucie winy i dumę. Miejsce: jasny rodzinny salon z dużym oknem po lewej, narzuta w gwiazdki na dostawce, otwarta jasna drewniana komoda, sukulent na parapecie, zamknięta walizka w rogu i pudełko z materiałami do majsterkowania przy drzwiach; światło dzienne wpada szerokimi złotymi pasami. Sytuacja: dzieci znalazły lampę UV ukrytą w małym plastikowym woreczku w pokoju najmłodszego; radosne, lekko nieuporządkowane odkrycie z porozrzucanymi przedmiotami (rolki wstążek, pogniecione notatki) i mieszaniną emocji: ulga, duma, rozbawienie, ciekawość. Styl graficzny: żywe kolory, łagodne gradienty, wyraźne kontury, lekkie faktury tkanin i drewna, miękkie cienie dla ciepłej, zabawowej atmosfery. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Zniknięcie w pokoju gościnnym

W sobotnie popołudnie dom Leny pachniał kakao i kurzem z dywanu, który właśnie trzepano. W pokoju gościnnym stało łóżko z narzutą w granatowe gwiazdy, małe biurko i półka z książkami, których nikt nie czytał „od świąt”. A jednak dziś to miejsce wyglądało jak scena z filmu.

— Zniknęło — powiedziała Lena i wskazała na pustą przestrzeń na biurku.

Jeszcze rano stała tam miniaturowa latarka UV, szkolna nagroda Leny za projekt o planetach. Niby drobiazg, ale świeciła fioletowo jak tajny kod.

W pokoju byli już wszyscy z paczki: Kuba, który uwielbiał porównywać wersje wydarzeń, Maks z wiecznie rozczochranymi włosami i Zosia, mistrzyni notatek w telefonie (zawsze z włączonym trybem „nie przeszkadzać”, bo „śledztwo to świętość”).

— Może spadła? — Maks zajrzał pod biurko jak detektyw, który właśnie znalazł wielki trop, po czym… kichnął. — Kurz! Ten kurz tu ma własne życie.

— Mama mówi, że gość będzie dziś nocował — dodała Lena. — Ciocia Basia przyjeżdża i ma spać tu, w pokoju gościnnym. Dlatego sprzątaliśmy. A teraz latarki nie ma.

Kuba spojrzał na nich poważnie, jakby właśnie odebrał tajny telefon.

— Dobra. Zasada pierwsza: nie zgadujemy. Zasada druga: zbieramy wersje i je porównujemy. Kto ostatni widział latarkę?

Zosia uniosła palec.

— O ósmej trzydzieści Lena robiła zdjęcia do projektu. Latarka leżała obok zeszytu. Widziałam, bo wysyłała mi zdjęcie.

— Ja byłem tu około dziesiątej — powiedział Maks. — Przyniosłem śrubokręt, bo miałem naprawić luźną nóżkę krzesła. Latarka… chyba była. Ale nie patrzyłem.

Lena zacisnęła usta.

— Ja wyszłam na chwilę, żeby pomóc w kuchni. Potem weszłam i już jej nie było.

Kuba rozejrzał się po pokoju gościnnym. Na narzucie leżał puchaty, zielony koc. Na parapecie stała doniczka z gruboszem. W kącie była walizka, jeszcze zamknięta, pewnie dla cioci.

— To jest nasza scena. Nikt nie dotyka rzeczy bez zgody detektywa! — oznajmił Maks i od razu dotknął koca. — Dobra, żart. Już nie dotykam.

Kuba przykucnął przy biurku. Na blacie zostały drobne okruszki gumki i… jedna malutka, srebrna nitka.

— Pierwszy trop — mruknął. — Ale nie wiemy, czy ważny.

Zosia włączyła notatki.

— Zapisuję: „Latarka UV zniknęła z biurka. Ostatnio widziana: 8:30 na zdjęciu. Pokój gościnny sprzątany. Dziś przyjazd cioci Basi”. Co dalej?

Kuba uśmiechnął się lekko.

— Zaczynamy od pytań. I od porównania wersji. Kto jeszcze był w domu między 8:30 a teraz?

Lena policzyła na palcach.

— Mama, tata, mój młodszy brat Franek. I sąsiadka pani Irena wpadła na chwilę po cukier.

Maks gwizdnął.

— Lista podejrzanych rośnie. Prawdziwy kryminał!

— Tylko bez straszenia — przypomniała Zosia. — To ma być miłe śledztwo, nie „Zemsta latarki”.

Kuba wstał i spojrzał na nich jak dowódca małej, czteroosobowej drużyny.

— Najpierw sprawdzamy fakty. Pójdziemy po kolei i zapytamy o wersje. A potem wrócimy tu i zobaczymy, co się zgadza, a co nie.

Rozdział 2: Cztery wersje i jedna nitka

W kuchni mama Leny mieszała sos w garnku, jakby nic na świecie nie mogło jej zaskoczyć. Kiedy Kuba zapytał o latarkę, nawet nie przestała mieszać.

— Latarka? Na pewno ją widziałam… chyba na biurku. Ale sprzątaliśmy. Może ją odłożyłam do szuflady w salonie, żeby się nie kurzyła.

— Kiedy? — dopytywał Kuba.

— Przed południem. Około jedenastej.

— A czy miała pani coś… srebrnego? — wtrąciła Zosia i pokazała nitkę na chusteczce jak dowód w sprawie.

Mama spojrzała, uśmiechnęła się.

— To wygląda jak nitka z tej narzuty w gwiazdy. Ona czasem się pruje. Idźcie do Frania, bo on lubi „pożyczać”.

Franek siedział w pokoju i budował statek kosmiczny z klocków. Na widok czwórki detektywów od razu przybrał minę niewiniątka, które nawet nie wie, co to „pożyczanie”.

— Franek, widziałeś latarkę UV? — zapytała Lena.

— UV? To jak „ufo”? — Franek zmrużył oczy. — Nie widziałem. Ja mam tylko ten miecz świetlny. Chcecie zobaczyć?

— Nie rób uników — zaśmiał się Maks. — Byłeś w pokoju gościnnym?

— Tylko raz! — zawołał Franek. — Szukałem mojej piłki, która uciekła. Ale tam jej nie było.

Kuba przyjrzał się jego statkowi.

— A po co ci latarka?

Franek wzruszył ramionami.

— Żeby świecić pod łóżkiem? Ale ja mam latarkę z dinozaurem.

W salonie tata Leny składał jakąś półkę. Śruby leżały w miseczce, a instrukcja była odwrócona do góry nogami.

— Tak, widziałem tę fioletową latarkę — przyznał tata. — Leżała rano w pokoju gościnnym. Potem przyszedł kurier z paczką dla cioci Basi. Położyłem paczkę… chyba na tym biurku, bo było miejsce. Może coś przestawiłem.

— Kurier? — Zosia od razu zapisała. — O której?

— Koło dwunastej. Podpis, bla bla. Paczka jest w przedpokoju, jeszcze nie rozpakowana.

— A sąsiadka pani Irena? — dopytał Kuba.

Tata parsknął śmiechem.

— Pani Irena przyszła po cukier. I opowiadała, że jej kot znowu „prowadzi śledztwo” w piwnicy. Ale do pokoju gościnnego raczej nie wchodziła.

Czwórka wróciła do pokoju gościnnego. Kuba stanął przy biurku i zaczął podsumowywać jak nauczyciel, który lubi, gdy wszyscy myślą.

— Mamy wersje: mama twierdzi, że mogła odłożyć latarkę około jedenastej. Tata mówi o paczce od kuriera około dwunastej. Franek był tu „tylko raz” i szukał piłki. Maks nie jest pewien, czy latarka była o dziesiątej.

— Ja byłam na pewno — wtrąciła Zosia. — Zdjęcie od Leny o 8:30 to potwierdza.

Maks przysunął się do okna i wskazał parapet.

— A to co?

Na parapecie, tuż obok grubosza, leżał malutki, przezroczysty woreczek strunowy. Pusty.

— Wygląda jak opakowanie na… coś małego — powiedziała Lena. — Tylko skąd się tu wziął?

Kuba obejrzał woreczek pod światło.

— Może z paczki. Albo ktoś tu coś przechowywał. Zosia, zapisz: „woreczek strunowy na parapecie”.

Zosia kliknęła.

— Zapisane. A ta nitka z narzuty… może się zaczepiła o latarkę, jeśli ktoś ją wsunął pod koc?

Maks bez dotykania (prawie) uniósł róg narzuty.

— Pod narzutą nic. Pod kocem… też nic.

Kuba przyklęknął przy szufladzie biurka. Była lekko uchylona.

— Kto ją otwierał?

Lena pokręciła głową.

— Ja nie. Tam trzymam stare długopisy.

Kuba wysunął szufladę. W środku leżały długopisy, ołówek, gumka… i kartka z krótkim zdaniem napisanym wyraźnym pismem:

„SPRAWDŹ, GDZIE JEST NAJWIĘCEJ ŚWIATŁA W DZIEŃ”.

Maks otworzył szeroko oczy.

— To brzmi jak zagadka! Jak w grze!

Zosia nachyliła się nad kartką.

— To nie jest pismo Leny. Lena ma bardziej pochylone litery.

Lena skinęła głową, trochę podekscytowana, trochę zaniepokojona.

— To nie ja.

Kuba wziął kartkę i popatrzył na nich.

— Ktoś zostawił nam wskazówkę. A to znaczy, że latarka nie zniknęła przypadkiem. Została… ukryta. Albo przeniesiona w ramach jakiejś niespodzianki.

— Niespodzianki? — Maks uśmiechnął się krzywo. — Super. Ktoś bawi się w detektywa lepiej niż my.

— To sprawdźmy wskazówkę — powiedziała Zosia. — „Gdzie jest najwięcej światła w dzień”… To może okno. Parapet. Balkon. Albo… przedpokój? Tam jest jasna ściana.

Kuba uniósł palec.

— Zanim pobiegniemy, porównajmy. Kto mógł włożyć kartkę do szuflady? Kto zna ten pokój? Mama, tata, Franek… i ktoś z zewnątrz: kurier, pani Irena, a niedługo ciocia Basia.

— Ciocia Basia robi zagadki! — przypomniała sobie Lena. — Na urodziny ukryła mi prezent i zostawiała karteczki.

Maks klasnął cicho.

— To już brzmi mniej groźnie, a bardziej fajnie.

Kuba jednak zmarszczył brwi.

— Tylko że cioci jeszcze nie ma. A karteczka już jest.

Rozdział 3: Najjaśniejsze miejsce

Wyszli na korytarz. Światło z okien w salonie rozlewało się po podłodze jak jasna plama, w której aż chciało się stanąć i udawać, że jest się na scenie.

„Najwięcej światła w dzień”… — powtórzył Kuba. — Gdzie w tym domu jest naprawdę jasno, kiedy świeci słońce?

— W ogrodzie! — wyrwał się Maks. — Tam jest patelnia z trawy.

— Ale wskazówka była w pokoju gościnnym — zauważyła Zosia. — Może chodzi o coś w tym pokoju. Okno jest największe, a na parapecie był woreczek.

Lena podeszła do okna w pokoju gościnnym i spojrzała na grubosza.

— Grubosz stoi w najjaśniejszym miejscu, bo mama mówi, że lubi słońce.

Maks nachylił się i zajrzał za doniczkę.

— Nic. Tylko kurz i… o, ślad po wodzie.

Kuba dotknął palcem mokrej plamki na podstawce doniczki.

— Ktoś podlewał?

Lena pokręciła głową.

— Ja nie. Mama podlewa w środy.

— Dziś jest sobota — mruknęła Zosia. — Czyli ktoś go przesuwał albo dolewał wody.

Kuba ostrożnie podniósł doniczkę. Pod spodem, przyklejony taśmą do parapetu, był drugi liścik:

„NIE SZUKAJ POD ŁÓŻKIEM. SZUKAJ TAM, GDZIE COŚ SIĘ ZAMYKA”.

Maks jęknął teatralnie.

— A ja już miałem plan przeszukania całego łóżka centymetr po centymetrze!

Zosia przewróciła oczami.

„Tam, gdzie coś się zamyka”. Szuflada, szafa, walizka…

Lena zerknęła na walizkę w kącie.

— To walizka cioci. Jeszcze zamknięta.

Kuba uklęknął przy walizce, ale nie otwierał jej od razu.

— Zanim ją ruszymy, porównajmy, kto mógł przykleić liścik pod doniczką. Trzeba było podnieść doniczkę. Kto się nie bałby ubrudzić rąk?

— Maks by się bał, bo ma alergię na kurz — wtrąciła Lena.

— Hej! Ja się boję tylko nudy — oburzył się Maks i kichnął dla efektu. — I trochę kurzu.

Zosia spojrzała na liścik.

— To może być tata, bo składa półkę i ma taśmę. Albo mama. Albo… kurier miał taśmę?

Kuba potrząsnął głową.

— Kurier raczej nie robi zagadek w cudzym domu. Chyba że to najweselszy kurier świata.

Lena podeszła do walizki.

— Jeśli to ciocia, to czemu liściki są już teraz?

W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Wszyscy podskoczyli.

— Ciocia! — zawołała Lena i pobiegła.

Po chwili do pokoju zajrzała ciocia Basia: w kolorowej kurtce, z włosami związanymi w koczek i z miną, jakby właśnie wpadła na genialny pomysł.

— O, widzę miny śledcze — powiedziała wesoło. — Co się dzieje?

Kuba od razu przyjął swój „oficjalny” ton.

— Zniknęła latarka UV Leny. Znaleźliśmy dwie wskazówki. Czy to pani sprawka?

Ciocia Basia uniosła brwi.

— Wskazówki? Brzmi jak coś, co mogłabym zrobić… ale dopiero po herbacie. Dopiero co weszłam.

Zosia spojrzała na zegarek.

— Czyli liściki musiały być wcześniej. Albo ktoś je podrzucił, wiedząc, że ciocia przyjedzie.

Maks otworzył oczy.

— Ktoś robi „ciociowy numer” bez cioci!

Ciocia Basia roześmiała się.

— Ja mogę wam pomóc, jeśli chcecie. Ale najpierw: czy mogę zostawić walizkę?

Kuba spojrzał na walizkę w kącie, potem na liścik „szukaj tam, gdzie coś się zamyka”.

— Walizka się zamyka — powiedział cicho. — To może być to.

— Możecie zajrzeć — zgodziła się ciocia, widząc ich miny. — I tak mam tam głównie swetry i… niespodzianki dla Leny. Ale nie wszystkie!

Maks aż podskoczył.

— Niespodzianki! Wiedziałem!

Kuba jednak był ostrożny.

— Sprawdzimy tylko tyle, ile trzeba. I niczego nie rozrzucimy. Zosia, gotowa na notatki?

Zosia kiwnęła głową.

Lena chwyciła zamek walizki i spojrzała na resztę.

— Na trzy?

— Na dwa — poprawił Maks. — Trzy jest zbyt przewidywalne.

Rozdział 4: Walizka, paczka i brakujący element

Walizka otworzyła się z cichym „zzzip”. W środku leżały równo ułożone ubrania, mała kosmetyczka i książka z zakładkami. Nic, co świeci fioletowo.

— Nie ma — westchnęła Lena.

Kuba uniósł kosmetyczkę.

— Ta też się zamyka. Mogę?

— Jasne — powiedziała ciocia.

W kosmetyczce były szczotka, krem do rąk i małe pudełko z igłami oraz nitkami. Jedna z nich była srebrna.

Maks wskazał ją palcem.

— O! Nitka! Jak ta z biurka!

Ciocia Basia przechyliła głowę.

— Srebrną nitkę mam zawsze. Przyszywam nią ozdoby do strojów na występy w domu kultury. Ale moja nitka jest w pudełku. Nie lata po biurku.

Kuba podsumował na głos, żeby wszyscy słyszeli:

— Nitka z biurka mogła być z narzuty. Albo z ciociowego pudełka. Ale pudełko było zamknięte w walizce, a walizka dopiero przyjechała.

Zosia dopisała: „Walizka nie zawiera latarki. Srebrna nitka w pudełku cioci.”

— Czyli walizka odpada — powiedziała Lena. — A paczka od kuriera?

— W przedpokoju — przypomniał Kuba. — „Tam, gdzie coś się zamyka”… paczka ma taśmę.

Zeszli do przedpokoju. Paczka stała na szafce na buty, z naklejką i nazwiskiem cioci Basi. Była oklejona mocną taśmą, a na jednym rogu widać było, że ktoś ją już trochę odginał.

— Kto to ruszał? — zapytał Kuba.

Tata wychylił się z salonu.

— Ja tylko sprawdziłem, czy to na pewno dla Basi. Dlaczego?

Kuba wskazał odgięty róg.

— Bo ktoś zaglądał. A latarka jest mała. Mogłaby się tu zmieścić.

Ciocia Basia skrzyżowała ręce.

— Otwórzmy. Tylko ostrożnie. To moje materiały na warsztaty.

Maks już trzymał nożyczki jak chirurg.

— Dajcie, jestem profesjonalistą od rozcinania taśmy.

— Ty jesteś profesjonalistą od robienia min — mruknęła Zosia, ale podała mu nożyczki.

Paczka otworzyła się. W środku były kolorowe kartki, brokat, rolki wstążek, małe magnesy i… puste miejsce jak po czymś podłużnym.

— O, tu coś było — powiedziała Lena.

Kuba zauważył wśród wstążek kolejny woreczek strunowy, identyczny jak ten na parapecie. W środku leżała karteczka:

„PORÓWNAJ: KTO MÓWIŁ O JEDENASTEJ, A KTO O DWUNASTEJ?”

Zosia od razu zaczęła czytać swoje notatki.

— Mama: około jedenastej. Tata: kurier około dwunastej. Maks: dziesiąta niepewna. Franek: „tylko raz”.

Kuba powoli skinął głową.

— Kto z tych osób mógł mieć dostęp do paczki i pokoju gościnnego? Mama i tata na pewno. Franek też. Kurier miał paczkę, ale raczej nie wchodził do pokoju.

Lena spojrzała na tatę.

— Tato, gdzie położyłeś paczkę, jak przyszedł kurier?

Tata zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć.

— Na chwilę… chyba na biurku w pokoju gościnnym. Bo w przedpokoju był bałagan od butów.

Kuba natychmiast podchwycił.

— A czy mogłeś wtedy zabrać latarkę, żeby nie spadła? Albo żeby nie zginęła?

Tata zaśmiał się krótko.

— Ja? Nie. Położyłem paczkę, poszedłem po długopis. Wróciłem, podpisałem. Tyle.

Maks podrapał się po głowie.

— A jeśli… ktoś wyjął coś z paczki wcześniej? I użył paczki jako „skrytki pośredniej”?

Zosia spojrzała na liścik.

„Porównaj jedenastą i dwunastą”. To może znaczyć, że ktoś mówi prawdę, ale my źle rozumiemy kolejność.

Kuba wziął głęboki oddech.

— Sprawdźmy: mama mówi, że mogła odłożyć latarkę około jedenastej. Tata mówi o paczce o dwunastej. Jeśli mama przeniosła latarkę przed przyjściem kuriera, latarka nie mogła zniknąć przez paczkę… chyba że mama włożyła ją do paczki.

Lena aż otworzyła usta.

— Mama by mi nie schowała nagrody… prawda?

Z kuchni dobiegł głos mamy:

— Słyszę was! I nie chowam nagród! Chyba że przed Frankiem!

Wszyscy się roześmiali, nawet Kuba, choć tylko na sekundę.

— Potrzebujemy nowego faktu — powiedział. — Coś, co da się sprawdzić, nie tylko podejrzewać.

Zosia podniosła woreczek strunowy.

— Te woreczki. Jeden na parapecie, drugi w paczce. Kto ich używa?

Ciocia Basia uniosła rękę.

— Ja. Pakuję w nie drobne magnesy i brokat, żeby się nie rozsypał. Ale… ten na parapecie nie jest mój. Ja dopiero co weszłam.

Maks spojrzał na Lenę.

— A ty masz takie woreczki?

Lena pokręciła głową.

— Nie.

Kuba odwrócił się w stronę pokoju Frania.

— A Franek? On lubi chować skarby w woreczkach?

W tym momencie z pokoju brata dobiegło ciche: „Ups”.

Rozdział 5: Światło pod szafką i prawda Frania

Wpadli do pokoju Frania jak cztery cienie, które udają, że są bardzo poważne. Franek stał przy swojej szafce nocnej i próbował coś wcisnąć do szuflady łokciem, jakby jego ręce były zajęte byciem niewinnymi.

— Franek — powiedziała Lena spokojnie. — Co masz?

— Nic — odpowiedział Franek szybko. Za szybko.

Kuba usiadł na dywanie, żeby być na wysokości Frania.

— Nie krzyczymy. Tylko porównujemy wersje. Powiedziałeś, że byłeś w pokoju gościnnym „tylko raz” i szukałeś piłki. To prawda?

Franek zaczął skubać rękaw.

— No… byłem raz. A potem… jeszcze raz. Ale to się nie liczy, bo tylko zajrzałem.

Maks jęknął.

— Klasyczne „to się nie liczy”.

Zosia dodała łagodnie:

— Widzisz? Już mamy różnicę w wersji. To nie jest tragedia. Po prostu chcemy wiedzieć.

Franek westchnął i w końcu otworzył szufladę szafki nocnej. W środku, w woreczku strunowym, leżała latarka UV.

Lena poczuła ulgę tak dużą, że aż chciało jej się śmiać i płakać jednocześnie.

— Franek! — powiedziała, ale bez złości. — Czemu?

Franek spuścił głowę.

— Bo… chciałem zrobić niespodziankę. Jak ciocia Basia. Widziałem, że sprzątacie i pomyślałem, że zagram w „tajnego detektywa”. Wziąłem latarkę, bo ona jest super do szpiegowania. I chciałem zostawić wam zagadki.

Kuba uniósł brwi.

— To ty pisałeś karteczki?

Franek kiwnął głową.

— Tak. Tylko… moja pisownia jest ładna! — dodał, urażony.

Zosia uśmiechnęła się.

— Jest czytelna. To plus.

— A woda pod doniczką? — zapytał Kuba.

— Podniosłem ją, żeby przykleić karteczkę. I trochę się wylało. Przepraszam.

Maks spojrzał na woreczek.

— Skąd miałeś woreczki?

Franek pokazał palcem na paczkę cioci, stojącą jeszcze w przedpokoju.

— Taśma była trochę odklejona w rogu. Ja tylko zajrzałem i wziąłem dwa woreczki. Myślałem, że ciocia i tak ma ich milion. Nie chciałem nic zepsuć.

Lena usiadła obok niego.

— I schowałeś latarkę w swojej szufladzie, bo… „tam, gdzie coś się zamyka”?

Franek rozpromienił się, że ktoś zrozumiał.

— Tak! Bo to była wskazówka! A „najwięcej światła w dzień” to parapet! Bo roślinka stoi w słońcu! I „porównaj jedenastą i dwunastą”… bo chciałem, żebyście pytali dorosłych! Jak prawdziwi detektywi!

Maks przyłożył rękę do serca.

— Franek, ty mały geniuszu chaosu.

Kuba wziął latarkę, ale podał ją od razu Lenie.

— Sprawa rozwiązana. Ale teraz ważne: powiedzmy wszystkim prawdę. I naprawmy paczkę cioci.

Franek przełknął ślinę.

— Ciocia się zdenerwuje?

W drzwiach pojawiła się ciocia Basia. Miała minę surową, ale w oczach błyszczało rozbawienie.

— Słyszałam słowo „paczka” i „wziąłem”. Opowiadaj, młody detektywie.

Franek powiedział wszystko, jednym tchem, z taką szczerością, że nawet jego statek z klocków wyglądał na dumny.

Ciocia Basia pokiwała głową.

— Doceniam pomysł i zagadki. Ale jest zasada: nie otwieramy cudzych paczek. Nawet jeśli w rogu „sama się prosi”.

— Przepraszam — wyszeptał Franek.

— A woreczki możesz odkupić… pomagając mi na warsztatach — dodała ciocia. — Będziesz moim asystentem od brokatu. To brzmi jak kara, ale ostrzegam: brokat przykleja się do wszystkiego. Nawet do nosa.

Maks zachichotał.

— To najstraszniejsza kara świata.

Lena włączyła latarkę UV. Fioletowe światło zatańczyło po ścianie jak małe duchy, które wcale nie są straszne, tylko świecą.

— W sumie… było fajnie — przyznała. — Tylko następnym razem powiedz mi, że robisz grę.

Franek przytaknął energicznie.

— Następnym razem zrobię grę z pozwoleniem. I z mapą!

Kuba spojrzał na Zosię.

— Widzisz? Porównywanie wersji działa. Wyszła prawda.

Zosia uniosła telefon.

— I mam wszystkie notatki. To była naprawdę dobra sprawa.

Rozdział 6: Wiadomość na koniec

Wieczorem w pokoju gościnnym znów było spokojnie. Narzuta w gwiazdy leżała równo, doniczka wróciła na miejsce, a paczka cioci była porządnie zaklejona nową taśmą. Franek siedział na dywanie i robił własnoręcznie kartkę z napisem „NIE DOTYKAM PACZEK”, ozdobioną… niestety brokatem.

Czwórka detektywów zebrała się przy biurku. Lena trzymała latarkę UV jak trofeum, Kuba przeglądał w głowie całą sprawę, Maks wymyślał już, jak zrobić „Detektywistyczny Regulamin Paczki”, a Zosia otworzyła komunikator.

— Ustalone — powiedziała. — Kończymy śledztwo wiadomością. Do kogo?

Kuba spojrzał na wszystkich.

— Do naszej grupy. Żebyśmy pamiętali: ciekawość jest super, ale zasady też. I żebyśmy mieli zapis rozwiązania.

Zosia zaczęła pisać, a Kuba dyktował, uważając na każde słowo:

„Sprawa latarki UV rozwiązana. Latarka nie zginęła — Franek ukrył ją jako część gry w zagadki. Wskazówki prowadziły przez parapet, szuflady i paczkę (która nie powinna być otwierana). Wniosek: porównywanie wersji pomaga znaleźć prawdę, a ciekawość działa najlepiej, gdy idzie w parze z pytaniem o zgodę.”

Zosia dodała na końcu:

„Następne śledztwo: tylko z pozwoleniem i bez brokatu w nosie.”

Maks zerknął na Frania.

— Za późno.

Franek kichnął, a w świetle lampki coś zabłysło na jego czubku nosa.

Lena parsknęła śmiechem.

— Dobra, detektywi. Zamykamy sprawę. I… otwieramy kakao.

Wiadomość została wysłana. A w pokoju gościnnym, wśród zwykłych mebli i zwykłego światła, codzienność znów wyglądała jak przygoda, którą da się rozwiązać, jeśli tylko zada się właściwe pytania.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pachniał
Miał określony zapach, można to poczuć nosem.
Narzuta
Duży kawałek materiału, którym przykrywa się łóżko dla ozdoby.
Latarka UV
Mała lampka świecąca ultrafioletem, pokazuje niektóre ukryte rzeczy.
Gruboszem
Rodzaj domowej rośliny doniczkowej z mięsistymi liśćmi.
Woreczek strunowy
Mały plastikowy woreczek zamykany paskiem, chroni rzeczy przed wypadnięciem.
Parapecie
Miejsce przy oknie, na którym można postawić doniczki lub inne rzeczy.
Podstawce
Talerzyk lub płaska rzecz pod doniczką, żeby nie kapała woda.
Przyklejony
Przymocowany czymś klejącym, nie można łatwo oderwać.
Szuflada
Część mebla, którą można wysuwać i chować, przechowuje rzeczy.
Mistrzyni
Osoba bardzo dobra w czymś, tutaj: świetna w robieniu notatek.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.