Trwa ładowanie...
Opowieści małych detektywów 11-12 lat Czytanie 20 min.

Zaginiony atlas zagadek i szyfrów

Kuba i jego szkolni przyjaciele próbują rozwikłać tajemnicę zniknięcia „Atlasu Zagadek i Szyfrów”, podążając za tropami — czarnym kółkiem, zapachem cytryny i śladami markera.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletni chłopiec o okrągłej twarzy i piegach, z potarganymi kasztanowymi włosami, skupiony i lekko ulgowy, trzyma małą niebieską lampę UV oświetlającą duży brązowy pakunek; ma oliwkową kurtkę i plecak, klęczy przy skrzyni; nastoletni chłopiec Bartek (~13 lat), krótko brunet, z zawstydzoną miną i złączonymi rękami, stoi tuż za nim w szarej bluzie, z widocznymi czerwonymi sznurówkami butów, patrząc na pakunek; bibliotekarka (~45 lat) o łagodnej twarzy, okrągłych okularach i siwych włosach związanych w kok, stoi po lewej, z założonymi rękoma, zaniepokojona lecz ulżona przy półce; woźny (~55 lat), korpulentny, w niebieskiej roboczej kurtce, stoi z tyłu trzymając zmiotkę, wygląda na zdezorientowanego lecz życzliwego. Miejsce: małe, ciemne i zagracone pomieszczenie szkolne ze starymi deskami, metalowymi regałami z wiadrami i kartonami, wilgotną glazurowaną podłogą z kilkoma błyszczącymi kroplami; w tle drzwi do biblioteki i kolorowe plakaty. Główna sytuacja: dzieci odkrywają brązowy pakunek z okrągłą pieczęcią biblioteczną, który świeci pod światłem UV; kontrast między jaskrawym niebieskim światłem a ciepłą, przytłumioną atmosferą; zbliżone ujęcie na wysokości dzieci z czytelnymi wyrazami twarzy i teksturowanymi detalami (ziarnistość papieru, plamy od cytryny, ślady czarnego markera). Styl graficzny: nasycone lecz miękkie kolory, czyste linie i zaokrąglone formy, widoczne faktury papieru i tkanin, drobne doodle (lupa, odciski, strzałki, notatki) nałożone wokół sceny, wzmacniające motyw „małych detektywów”. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Zniknięcie w bibliotece

Kuba miał dwanaście lat i kieszeń pełną ołówków. Mówił, że to „na wszelki wypadek”, choć mama twierdziła, że to raczej „na każdy bałagan”. Tego dnia po lekcjach wpadł do szkolnej biblioteki oddać książkę o wynalazkach.

W środku pachniało papierem i klejem introligatorskim. Cisza była taka, że aż słychać było, jak ktoś przewraca stronę.

Pani bibliotekarka, pani Celina, wyglądała jakby ktoś jej właśnie zabrał ulubioną herbatę.

— Kuba… dobrze, że jesteś. Jest kłopot.

— Znowu ktoś oddał książkę mokrą od soku? — Kuba uśmiechnął się, bo raz widział tom, który wyglądał jak naleśnik.

— Gorzej. Zginęła jedna książka. I to nie byle jaka. — Pani Celina nachyliła się nad ladą. — „Atlas Zagadek i Szyfrów”. Miał być dziś zwrócony przez Olę z VI b, ale… nie ma go. A jutro ma przyjść komisja z miasta i sprawdzić księgozbiór.

Kuba poczuł dreszcz. Komisja brzmiała jak „koniec świata”, tylko w marynarce.

— Może Ola zapomniała? — zapytał.

— Twierdzi, że oddała. Wczoraj, po lekcjach. Pamięta nawet, że położyła go tutaj, na ladzie. — Pani Celina stuknęła palcem w blat. — A ja… ja nie pamiętam. Byłam wtedy w magazynie.

Kuba rozejrzał się. Lada. Regały. Kosz na makulaturę. Tablica ogłoszeń.

I jeszcze coś: pod ladą leżał skrawek papieru z narysowanym czarnym kółkiem.

— Co to? — Kuba podniósł kartkę.

Pani Celina zmrużyła oczy.

— Nie wiem. Wczoraj tego tu nie było.

Kuba włożył kartkę do kieszeni. „Drobiazg” — pomyślał. Ale drobiazgi lubią być ważne.

— Pani Celino, mogę pomóc? — zapytał.

— Ty? — Pani Celina uniosła brwi. — Jesteś… dociekliwy.

— Mama mówi „uparty”. — Kuba wzruszył ramionami. — Zacznę od tego, kto wczoraj był w bibliotece.

Pani Celina podała mu zeszyt wejść.

— Wpisują się klasy, gdy przychodzą. Wczoraj była VI b… i koło naukowe w pracowni od pana Rysia. I jeszcze ktoś… — Zawahała się. — Woźny pan Władek wpadł po zszywacz.

Kuba spojrzał na zegar. Miał czas do treningu dopiero za dwie godziny.

Dwie godziny na ratowanie „Atlasu Zagadek i Szyfrów”.

Brzmiało jak plan.

Rozdział 2: Trzy tropy i jeden podejrzany ołówkowy

Kuba spotkał Olę na korytarzu. Trzymała plecak tak mocno, jakby w środku była tajna mapa skarbów.

— Ola, serio oddałaś „Atlas”? — zapytał.

— Serio! — prychnęła. — Przyszłam, pani Celiny nie było, więc położyłam książkę na ladzie. Potem wzięłam zakładkę, tę z kotem, i poszłam. Przecież nie zjadłam jej na kolację.

— Ktoś cię widział?

Ola zmarszczyła nos.

— Chyba Bartek z VII a stał przy tablicy ogłoszeń. I pan Władek przeszedł z wiadrem.

Kuba zanotował w głowie: Bartek, pan Władek, wiadro.

W bibliotece znów zrobił rundkę. Na tablicy ogłoszeń wisiał plakat koła chemicznego: „DZIŚ: doświadczalna mgła”. Obok ktoś przypiął karteczkę: „Zgubiłem czarny marker. Oddać do sali 23”.

Czarny marker. Czarny kółek na kartce.

Kuba podszedł do kosza na makulaturę. Ostrożnie podniósł kilka zgniecionych kartek. Jedna pachniała… cytryną. A na brzegu miała plamę jak mała tęcza, kiedy światło pada na kałużę benzyny.

— Hm — mruknął Kuba. — To nie jest zwykła plama.

Wychylił się zza regału i zobaczył Bartka z VII a. Bartek udawał, że czyta, ale co chwilę zerkał w stronę lady, jakby lada mogła go ugryźć.

Kuba podszedł.

— Cześć. Widziałeś wczoraj, jak Ola oddawała książkę?

Bartek przygryzł wargę.

— Może. Nie wiem. Ja… patrzyłem na ogłoszenia. Szukałem informacji o konkursie.

— Widziałeś „Atlas Zagadek i Szyfrów”?

— Eee… było coś grube­go. I ktoś to potem… zabrał.

— Kto?

Bartek wzruszył ramionami z przesadą, jakby próbował wzruszyć całym światem.

— Nie pamiętam.

Kuba zauważył, że Bartek ma na palcach czarne ślady, jak po markerze.

— To od czego masz ręce?

— Od… długopisu. — Bartek schował dłonie do kieszeni.

Kuba nie naciskał. W kryminałach dla dorosłych ktoś by teraz wyskoczył przez okno. W szkole najwyżej wyskoczy… dzwonek.

Wychodząc z biblioteki, Kuba zerknął na swój skrawek z czarnym kółkiem. Kółko było nierówne, jakby ktoś stemplował coś w pośpiechu.

„Pomóż rozwiązać zagadkę” — powiedział sobie w głowie, jakby mówił to czytelnikowi.

Masz już trzy tropy:

1) czarny marker i czarny kółek,

2) cytrynowy zapach i tęczowa plama,

3) Bartek, który „nie pamięta”.

A gdzie w szkole pachnie cytryną i powstają tęczowe plamy?

Kuba znał odpowiedź. W pracowni przyrodniczej, gdzie pan Ryś robił doświadczenia.

W szkolnym labo.

Rozdział 3: Laboratorium i mgła, która wszystko miesza

Pracownia przyrodnicza była na drugim piętrze. Drzwi miały szybkę, a na szybce naklejkę: „Nie dotykać bez pytania”. Kuba uważał, że to najczęściej ignorowane zdanie w historii.

W środku pan Ryś mieszał coś w zlewce. Nad stołem unosiła się delikatna, biała mgiełka, jakby ktoś gotował chmurę.

— Kuba! — zawołał nauczyciel. — Uważaj, bo dziś robimy „mgłę teatralną” z bezpiecznych składników. Nic strasznego, ale kichanie gratis.

— Panie Rysiu, mogę o coś zapytać? — Kuba podszedł, nie za blisko.

— O ile nie o to, czy można zrobić wybuch. Nie można. — Pan Ryś mrugnął.

— Zginęła książka z biblioteki. „Atlas Zagadek i Szyfrów”. Wczoraj podobno ktoś ją zabrał z lady. A ja znalazłem w koszu kartkę, która pachnie cytryną i ma tęczową plamę.

Pan Ryś przestał mieszać.

— Tęczowa plama… To może być ślad po wskaźniku pH albo po detergentach, gdy światło się załamuje. A cytryna? Często używamy kwasku cytrynowego do prostych doświadczeń. Dzieci lubią, bo pachnie jak lemoniada.

Kuba spojrzał na stoły. Na jednym leżał czarny marker. Obok była rolka taśmy i nożyczki.

— Kto zgubił marker? — zapytał.

— Ja. A raczej… mój marker „wyparował”. — Pan Ryś uniósł brwi. — Wczoraj po zajęciach koła naukowego sprzątałem i go nie było. Ktoś potem przyniósł mi skuwkę. Samą skuwkę.

Kuba przypomniał sobie karteczkę: „Zgubiłem czarny marker. Oddać do sali 23”.

— Kto był na kole? — Kuba starał się brzmieć zwyczajnie, ale serce mu przyspieszyło.

Pan Ryś wskazał listę na tablicy.

— Zwykła ekipa: Ola z VI b, Zosia, Michał… i Bartek z VII a pomagał, bo jest wysoki i sięga do górnych półek.

Bartek. Znów Bartek.

W tym momencie drzwi uchyliły się i wpadła Zosia, z włosami w nieładzie i okularami lekko zaparowanymi od mgły.

— Panie Rysiu, mogę wziąć… o! Kuba! — Zosia uśmiechnęła się. — Też wciągnęła cię sprawa z książką?

— Skąd wiesz? — Kuba zdziwił się.

Zosia pochyliła się i wyszeptała:

— Bo wczoraj widziałam, jak ktoś wynosił z biblioteki coś dużego pod kurtką. I potem poszedł… w stronę pracowni.

— Kto? — Kuba poczuł, że odpowiedź zaraz go kopnie w kolano.

Zosia zawahała się.

— Nie jestem pewna. Kaptur, plecak… ale… buty miał czerwone sznurówki.

Kuba od razu widział takie buty w głowie. Bartek nosił czerwone sznurówki. Mówił, że to „dla stylu”, ale wyglądało, jakby buty miały wąsy.

Kuba spojrzał na blat. Czarny marker. Taśma. Nożyczki.

I nagle przypomniał sobie skrawek z czarnym kółkiem. Może ktoś stemplował? A może… robił oznaczenia na słoikach?

— Panie Rysiu, czy ktoś mógł użyć markera do oznaczenia próbówek? — zapytał.

— Mógł. Każdy, kto sprzątał lub przygotowywał zestaw. — Nauczyciel westchnął. — Ale to wciąż nie mówi, gdzie jest książka.

Kuba rozejrzał się po pracowni. Szafki, zlew, gablotka, a w kącie stary karton z napisem „MAKULATURA DO DOŚWIADCZEŃ”.

Makulatura.

— Mogę zajrzeć do tego kartonu? — zapytał.

— Jeśli nie znajdziesz tam żywej salamandry, to proszę bardzo. — Pan Ryś uśmiechnął się krzywo.

Kuba podszedł do kartonu i uniósł klapę. W środku były gazety, tektura… i coś, co wyglądało jak okładka książki, ale przykryte brązowym papierem.

Serce Kuby zrobiło „łup”.

— To może być to — szepnął.

Ale zanim zdążył wyjąć pakunek, ktoś wszedł. Ciężkie kroki. Woźny pan Władek z mopem.

— O, młodzież. — Pan Władek popatrzył podejrzliwie. — Tu się nie kręci bez potrzeby.

Kuba cofnął rękę od kartonu.

Nie chciał robić sceny. Na razie potrzebował czegoś ważniejszego: pewności.

Rozdział 4: Nawyki, które mówią prawdę

Na przerwie Kuba zaczaił się przy automacie z wodą, bo tam wszyscy przechodzili. Udawał, że poprawia sznurowadło, choć jego buty miały sznurowadła jak z reklamy: zawsze zawiązane.

Bartek pojawił się punktualnie. I zrobił coś, co od razu włączyło Kubie lampkę.

Bartek, zanim nacisnął przycisk w automacie, otarł palce o spodnie. Potem jeszcze raz. Jak ktoś, kto chce pozbyć się śladu po czymś brudzącym. Marker. Sadza. Tusz.

Kuba podszedł.

— Bartek. Musimy pogadać.

— My? — Bartek uniósł brodę. — O czym?

— O twoim nawyku. — Kuba wskazał na jego dłonie. — Zawsze wycierasz palce, zanim czegoś dotkniesz. Jakbyś się bał zostawić czarne ślady.

Bartek spochmurniał.

— I co z tego?

— W bibliotece zniknęła książka. W pracowni pana Rysia zniknął marker. Zosia widziała kogoś z czerwonymi sznurówkami. A ja znalazłem kartkę z czarnym kółkiem i papier pachnący cytryną. To się układa.

Bartek rozejrzał się, czy ktoś słucha. Korytarz brzmiał jak stado szeleszczących plecaków.

— Nie układa się — burknął. — To przypadek.

Kuba postanowił zaryzykować inną metodę: nie oskarżać, tylko zapytać.

— Dlaczego wczoraj byłeś w bibliotece?

Bartek zacisnął usta.

— Szukałem… książki o kodach. Dla taty. On lubi krzyżówki i takie tam. A biblioteka ma tylko jedną sensowną. Ten „Atlas”.

— I?

Bartek westchnął tak, jakby wypuszczał z siebie całe powietrze i pół tajemnicy.

— I chciałem go… pożyczyć na chwilę. Tylko na wieczór. Ale pani Celiny nie było, a książka leżała na ladzie. Pomyślałem, że nikt nie zauważy. Wziąłem ją. Głupio, wiem.

— Gdzie ona jest? — Kuba mówił spokojnie. W środku miał ochotę krzyknąć: „Aha!”.

Bartek przestąpił z nogi na nogę.

— Nie u mnie. Serio. Zaniosłem ją do pracowni, bo tam miało być cicho. Chciałem przepisać kilka zagadek dla taty. I… rozlałem trochę roztworu z cytryną. Papier się zmoczył. Spaniku­wałem.

— I schowałeś ją w makulaturze. — Kuba dokończył.

Bartek spuścił wzrok.

— Tak. W kartonie. Potem chciałem wrócić i ją wysuszyć, ale pan Władek kręcił się przy sali. A dziś rano kartonu już nie było w kącie.

Kuba poczuł, jak zagadka robi się większa. Jeśli Bartek mówi prawdę, to książkę mógł zabrać ktoś inny. Kto miał dostęp do pracowni? Kto lubi przenosić kartony? Kto chodzi z mopem?

Kuba przypomniał sobie wiadro z biblioteki.

— Pan Władek — powiedział Kuba cicho. — Woźny.

Bartek wyglądał, jakby chciał się schować w plecaku.

— Ja nie chciałem kraść. Tylko… pożyczyć bez pytania.

— To i tak błąd. Ale teraz ważniejsze: musimy odzyskać książkę, zanim komisja ją „odkryje” jako brak. — Kuba spojrzał Bartkowi w oczy. — Pomożesz?

Bartek kiwnął głową.

— Tak. I przeproszę.

Kuba uśmiechnął się krótko.

— Najpierw trop. Potem przeprosiny. W tej kolejności.

Rozdział 5: Magazyn woźnego i fałszywy trop

Po ostatniej lekcji Kuba i Bartek ruszyli w stronę schowka woźnego. To było miejsce, które pachniało jak połączenie mokrej szmaty, mydła i tajemnic szkolnych.

Drzwi były uchylone. W środku stały miotły jak żołnierze, a wiadra jak hełmy.

— Nie wchodźmy od razu — szepnął Kuba. — Najpierw zobaczmy, czy ktoś jest.

Zza rogu dochodziło nucenie. Pan Władek, sądząc po melodii, był w dobrym humorze. To było podejrzane. Woźny rzadko nuci przy kontroli z miasta.

Kuba zauważył coś na podłodze korytarza: małą kropkę czarnego tuszu, jakby marker dotknął płytek. A obok… ślad mokrej plamy. Prowadził w stronę schowka.

— Patrz — szepnął. — Ślady.

Bartek przełknął ślinę.

— To na pewno moja wina.

— Nie wszystko — odparł Kuba. — Ale pomożesz to naprawić.

W tym momencie drzwi schowka otworzyły się szerzej i wyszedł pan Władek. Zatrzymał się, widząc chłopców.

— A wy tu czego? — zmrużył oczy.

Kuba przybrał minę „grzecznego ucznia”.

— Panie Władku, pani Celina szuka zszywacza. Podobno pan wczoraj pożyczał?

Woźny parsknął.

— Ja pożyczałem, ale oddałem. Zszywacz to nie skarb, żeby go chować.

Kuba spojrzał do środka. Na półce leżał… gruby pakunek owinięty brązowym papierem.

Kuba poczuł triumf tak wielki, że prawie mu wyszedł uszami.

— A to? — wskazał.

Pan Władek zasłonił półkę ręką.

— Papier do sprzątania. Zostaw.

Kuba zrobił krok do tyłu. Nie chciał, żeby pan Władek się zaciął jak drzwi bez oliwy.

— Jasne. Nie przeszkadzamy.

Odeszli kawałek. Bartek był czerwony jak jego sznurówki.

— To tam jest książka. Widziałeś?

— Widziałem pakunek — odparł Kuba. — Ale musimy być pewni. I nie możemy wchodzić siłą. To szkoła, nie film.

Kuba pomyślał intensywnie. Jak sprawdzić, co jest w papierze, nie robiąc awantury?

Wtedy przypomniał sobie coś jeszcze: czarny kółek na kartce. Pan Władek często oznaczał rzeczy w schowku kropkami markera: wiadro z „F”, butelkę z „P”. Kropki, kreski, znaczki. To był jego nawyk. Oznaczanie.

— Mam pomysł — powiedział Kuba. — Pójdziemy do pana Rysia po… bezpieczną latarkę UV.

— Latarkę co? — Bartek mrugnął.

— Taka, co pokazuje ślady, których nie widać. Pan Ryś ma do doświadczeń. Jeśli na papierze jest plama po roztworze albo ślad z biblioteki, może zaświeci.

Bartek przełknął ślinę.

— Ty serio jesteś uparty.

— Dzięki, mama też tak mówi — mruknął Kuba.

W pracowni pan Ryś słuchał ich z miną człowieka, który jednocześnie chce pomóc i nie chce mieć kłopotów.

— Latarka UV? Mam. Ale bez wygłupów. I niczego nie dotykacie bez pozwolenia.

Kuba skinął głową.

— Tylko sprawdzimy ślad na papierze. Chcemy odzyskać książkę dla biblioteki.

Pan Ryś podał małą latarkę.

— I pamiętajcie: najlepszy detektyw nie krzyczy „mam cię”, tylko zbiera fakty.

Kuba uznał, że to brzmi jak motto do zeszytu.

Wracając pod schowek, zobaczyli, że drzwi są zamknięte. Pan Władek pewnie poszedł na obchód.

Kuba świecił latarką w szczelinę przy drzwiach. Na papierze owiniętym pakunku, który widać było przez szybkę w drzwiach (była mała, brudna, ale była), pojawiła się jasna, nieregularna plama. Wyglądała jak rozlana lemoniada.

— To to — szepnął Bartek.

Ale obok plamy, w świetle UV, widać było jeszcze coś: stempel biblioteki. Okrągły. Czarny kółek.

Kuba poczuł satysfakcję. Trop pasował idealnie.

Teraz zostało pytanie: dlaczego pan Władek to zabrał?

Rozdział 6: Rozmowa, która rozwiązuje wszystko

Kuba postanowił nie bawić się w podchody do końca świata. Z Bartekiem poszli prosto do pani Celiny i pana Rysia. Detektyw też czasem potrzebuje dorosłych, tylko wybiera mądrze.

W bibliotece pani Celina słuchała, jak Kuba opowiada o tropach: o kartce z kółkiem, o cytrynowej plamie, o mark­erze i o pakunku w schowku. Bartek stał obok i co chwilę szeptał:

— Ja przepraszam, ja naprawdę…

Pani Celina najpierw zbielała, potem poczerwieniała, a na końcu zrobiła minę „zaraz policzę do dziesięciu”.

— Bartek. To było nieodpowiedzialne.

— Wiem — powiedział cicho.

Pan Ryś położył dłoń na ramieniu Bartka.

— Najważniejsze, że teraz chcesz naprawić.

Poszli razem do pana Władka. Woźny akurat zamiatał przy wejściu, jakby zamiatał same plotki.

— Panie Władku — zaczęła pani Celina spokojnie. — Czy w pana schowku jest pakunek owinięty papierem? Z pieczątką biblioteki?

Woźny przestał zamiatać. Miotła zastygła w powietrzu.

— A… to. No jest.

— To zaginiona książka — powiedziała pani Celina. — Dlaczego pan ją zabrał?

Pan Władek westchnął, jakby nagle stał się starszy o sto lat.

— Znalazłem ją w kartonie z makulaturą w pracowni. Mokra. Brudna. Pomyślałem, że to do wyrzucenia. A komisja jutro… to ja chciałem ją… no… „naprawić”. Wysuszyć, przykleić rogi. Żeby pani Celina nie miała problemów.

Pani Celina zamilkła. Kuba zobaczył, że jej złość mięknie.

— Panie Władku… gdyby pan powiedział, pomoglibyśmy. A tak wyglądało to jak kradzież.

Woźny podrapał się po głowie.

— Ja się nie znam na gadaniu. Znam się na sprzątaniu. Jak coś leży nie tam, to odkładam. Taki mam nawyk.

Kuba mrugnął. Nawyki. Bartek wycierał palce. Pan Władek odkładał rzeczy. Każdy nawyk zostawia ślad, jeśli się uważnie patrzy.

— Mogę oddać? — mruknął pan Władek.

Pani Celina skinęła głową.

— Proszę. I dziękuję, że chciał pan dobrze. Następnym razem proszę tylko… zapytać.

— A ja… — Bartek zrobił krok do przodu. — Ja to wyniosłem z biblioteki. Bez pytania. To moja wina, że książka była w makulaturze. Przepraszam.

Pan Władek spojrzał na niego surowo, ale w oczach miał coś miękkiego.

— Następnym razem pożyczaj jak człowiek, nie jak… tajny agent z czerwonymi sznurówkami.

Bartek jęknął.

— Wiedziałem, że te sznurówki mnie zdradzą.

Kuba parsknął śmiechem, a nawet pani Celina się uśmiechnęła.

Wrócili do biblioteki. Pani Celina rozwinęła papier. „Atlas Zagadek i Szyfrów” był lekko pofalowany, ale cały. Na okładce wciąż błyszczał złoty napis.

— Uff — powiedziała pani Celina. — Ocalał.

Kuba poczuł, że to najlepsze „uff” tego tygodnia.

Rozdział 7: Książka wraca na półkę

Wieczorem pani Celina suszyła książkę między dwoma czystymi kartonami, a pan Ryś obiecał przynieść specjalne, bezpieczne bibułki do osuszania. Bartek został po lekcjach, żeby pomóc poukładać regały. Kuba też, bo uznał, że detektyw nie znika, gdy sprawa się kończy.

— Kuba — powiedziała pani Celina, gdy wkładała „Atlas” na półkę. — Dzięki. Uratowałeś mi jutro.

— Ja tylko patrzyłem — odpowiedział Kuba. — Na szczegóły.

Bartek odchrząknął.

— A ja nauczyłem się, że „pożyczyć na chwilę” bez pytania to wcale nie „na chwilę”. To potem rośnie jak kula śniegu. Tylko że zamiast śniegu jest stres.

— Dobra definicja — mruknął pan Ryś, który wszedł z teczką. — Stres też się toczy.

Pani Celina podsunęła Kubie małą zakładkę z kotem.

— Masz. Za pomoc.

Kuba wziął zakładkę i włożył do kieszeni obok ołówków. Tam, gdzie trzymał wszystkie „na wszelki wypadek”.

— A teraz — dodała pani Celina — proszę obiecać, że jeśli następnym razem zobaczycie coś dziwnego, to nie będziecie biegać jak w filmie.

Kuba i Bartek spojrzeli na siebie.

— Obiecujemy — powiedzieli jednocześnie.

Kuba jeszcze raz spojrzał na półkę. „Atlas Zagadek i Szyfrów” stał prosto, jakby nigdy nigdzie nie wędrował. A jednak Kuba wiedział, że ta książka nauczyła dziś czegoś więcej niż szyfrów.

Czasem rozwiązanie nie krzyczy z daleka.

Czasem szepcze w zapachu cytryny, w czarnym kółku, w czerwonych sznurówkach.

Trzeba tylko patrzeć uważnie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Introligatorskim
Związane z naprawianiem i oprawianiem książek, np. klejem i papierem.
Komisja
Grupa dorosłych, która przychodzi sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
Księgozbiór
Zbiór wszystkich książek w bibliotece lub szkole.
Zszywacz
Przyrząd do łączenia kartek papieru metalowymi zszywkami.
Makulatura
Stare gazety i zużyty papier, który można oddać do przetworzenia.
Wskaźniku pH
Przyrząd albo papier pokazujący, czy roztwór jest kwaśny czy zasadowy.
Detergentach
Środki do mycia i czyszczenia, które tworzą pianę i usuwają brud.
Zlewce
Szklane naczynie laboratoryjne, w którym miesza się płyny do doświadczeń.
Latarka UV
Latarka dająca specjalne światło, które pokazuje niewidoczne ślady.
Bezpieczne bibułki
Specjalny papier używany do delikatnego suszenia mokrych książek.
Nawyki
Zwyczaje, które ktoś robi często i prawie bez myślenia.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.