Mały jeżyk Borek obudził się rano. Za oknem było biało. Śnieg miękko sypał z nieba. Dzień był krótki i cichy. Borek poczuł chłód noska. Ale w domu było ciepło.
Mama jeżowa uśmiechnęła się. „Zrobimy gorącą herbatkę” – powiedziała cicho. Borek poczuł zapach malin. Usiedli przy stole. Przy oknie drzewa stały jak białe baletnice. Świat wyglądał spokojnie.
Borek chciał wyjść na dwór. Mama podała mu ciepły płaszcz. „Załóż rękawiczki” – przypomniała. Borek słuchał. Założył rękawiczki. Poczuł się bezpiecznie. Na zewnątrz śnieg skrzypiał pod nóżkami. Było jasno, ale słońce schowało się szybko. Dzień był krótszy, ale piękny.
Na podwórku Borek spotkał sąsiadkę, sarenkę Zosię. „Chodź pobawić się w kuli!” – zawołała Zosia. Razem lepiły śnieżne kule. Śmiały się cicho, żeby nie obudzić drzewa. Borek zobaczył stopy, które zrobiły małe ślady. Każdy ślad był inny. Borek pomyślał, że tak samo różne są przyjaciele.
Nagle Zosia spojrzała w górę. „Chodź, zobacz, jak pada śnieg” – powiedziała. Borek przystanął. Wzrok miał wielki i ciekawy. Gwiazdy nie były dziś widoczne, ale śnieg tańczył. Borek poczuł, że serce bije mu szybciej. Było to nowe i trochę zimne, ale też jakoś ciepłe w środku.
Kiedy wrócili do domu, ich futerka były mokre. Mama jeżowa czekała przy drzwiach z ręcznikiem. „Chodźcie, suszymy ubrania” – powiedziała spokojnym głosem. Borek pomógł rozłożyć mokre rękawiczki i czapki. Wzięli wieszak. Zosia przytrzymała, Borek powiesił rzecz przy radiatorku. Ciepłe powietrze otuliło wilgoć. Ubrania zaczęły pachnieć ciepłem.
W domu zrobiło się jeszcze cieplej. Herbata parowała. Matka podała kawałek ciepłego placka. Wszyscy siedzieli blisko. Borek słuchał oddechów. Słuchał też opowieści mamy o zimie. „Zima ma swoje dźwięki” – mówiła. „Słuchaj ogniska, drzewa, domu.” Borek zamknął oczka i słuchał.
W nocy poczuł, jak dom cicho trzeszczy. Deski przypominały piosenkę. To było miłe trzeszczenie. Mama przytuliła Borka. „To dom mówi dobranoc” – szepnęła. Borek uśmiechnął się. Czuł się bezpieczny. Wiedział, że zrobił coś dobrego. Pomógł suszyć rzeczy. Posłuchał mamy. Pomógł przyjaciółce.
W myślach malował śnieżne kule i ciepłe promienie przy kaloryferze. Zasnęło mu się lekko. W snach biegał po śniegu z Zosią. Dom dalej cicho trzeszczał. To był spokojny, bezpieczny dźwięk.
Borek obiecał sobie, że jutro znów posłucha i znów pomoże. Zima już nie wydawała mu się straszna. Była po prostu inna. Była pełna ciepła, przyjaciół i słów: „Posłuchaj mnie”.