W małym pokoju siedziała Zosia. Miała dwa lata i bardzo lubiła patrzeć przez okno. Za oknem mieszkało wielkie, puchate drzewo. Zosia mówiła do niego: „Dzień dobry, drzewo!” Drzewo szumiało cicho w odpowiedzi.
Pewnego dnia Zosia zapytała: „Drzewo, dlaczego masz zielone liście?” Drzewo zaszeleściło: „Bo kocham słońce”. Zosia się uśmiechnęła. „Ja też lubię słońce”, powiedziała. Słońce weszło do pokoju i zaświeciło Zosi na nos.
Zosia wzięła swojego misia. „Miś, czy ty widzisz drzewo?” zapytała. Miś siedział spokojnie. „Widzę”, odpowiedziała Zosia za niego. „Drzewo jest duże. Ja jestem mała. Czy kiedyś będę tak duża?” Drzewo pokiwało gałązkami. „Rośnij powoli, Zosiu”, zaszumiało. „Ciesz się każdym dniem”.
Zosia wyszła na podwórko. Dotknęła kory drzewa. Była szorstka i ciepła. „Dzień dobry, drzewo”, szepnęła. Drzewo szumiało spokojnie. Zosia poczuła się bezpiecznie.
Mama zawołała ją na kolację. „Dziękuję, drzewo”, powiedziała Zosia. Pomachała liściom i wróciła do domu z misiem na rękach.
Zosia pomyślała: Każdy dzień jest nowy, każdy dzień można kochać.
Zawsze warto patrzeć na świat z dobrym sercem i cieszyć się małymi rzeczami.