Rozdział 1: Lew i jego przyjaciele
Pewnego słonecznego poranka, w gęstej dżungli, żył sobie lew imieniem Leon. Leon był bardzo odważny, ale miał jedną małą wadę – uwielbiał robić żarty. Jego najlepsi przyjaciele to Zosia zebra i Tadzik małpa. Zosia miała czarne i białe paski, które pięknie błyszczały w słońcu, a Tadzik był bardzo figlarny, skakał z gałęzi na gałąź, robiąc wszystkie możliwe wygibasy.
„Dzień dobry, Zosiu! Dzień dobry, Tadziku!” – zawołał Leon, gdy tylko wyszedł z swojej jaskini.
„Cześć, Leon!” – odpowiedziała Zosia, trącając grzywę lwa swoim nosem.
„Co dzisiaj planujesz?” – zapytał Tadzik, kręcąc się na jednej nodze.
„Mam pomysł na zabawny żart!” – zawołał Leon, a jego oczy zaświeciły się radośnie. „Zaraz was zaskoczę!”
„Co zamierzasz zrobić?” – spytała Zosia, zaintrygowana.
„Zamierzam przebrać się za strusia i udawać, że jestem w dżungli!” – odparł Leon, chowając się za dużym kamieniem.
„Ale strusie nie żyją w dżungli!” – wykrzyknął Tadzik, śmiejąc się.
„Wiem! Dlatego to będzie śmieszne!” – odpowiedział Leon, kładąc na siebie zakrwawioną sukienkę, którą znalazł w jaskini.
„To nie wygląda jak strusie!” – wykrzyknęła Zosia, śmiejąc się do łez.
„Będzie jeszcze lepiej, zobaczycie!” – zawołał Leon, zakładając na głowę dużą, piórową czapkę.
„Gotowy?” – zapytał Tadzik, trzymając się za brzuch, już nie mogąc powstrzymać śmiechu.
„Oczywiście! Teraz tylko muszę znaleźć jakiegoś zwierzęcia i je przestraszyć!” – zawołał Leon, a jego śmiech rozbrzmiewał w dżungli.
Rozdział 2: Żart Leona
Leon zaczął kroczyć w kierunku małej polany, a jego przyjaciele szli za nim, chichocząc. Na polanie pasły się dwa słonie – Zbyszek i Ewa. Leon, udając strusia, zaczął biegać wokół nich, wydając śmieszne dźwięki.
„Co to za dziwny ptak?” – zapytał Zbyszek, patrząc zaskoczony na Leona.
„To nie ptak, to strusie w dżungli!” – krzyknął Tadzik, skacząc z radości.
„Nie wyglądasz jak strusie!” – odpowiedziała Ewa, chichocząc. „Wyglądasz jak … lew w sukience!”
„Cisza! Jestem strusiem, a wy mnie nie przerażacie!” – zawołał Leon, starając się przyjąć poważną minę.
„Zaraz się przewrócę ze śmiechu!” – powiedziała Ewa, trzymając się za brzuch.
Wtedy Leon postanowił zrobić jeszcze coś śmieszniejszego. Złapał gałąź i zaczął nią machać, krzycząc: „Uwaga, strusiowe skrzydła!”
„To nie jest strusie skrzydło! To gałąź!” – krzyknął Zbyszek, a wszyscy zaczęli się śmiać jeszcze głośniej.
„Kiedy zamierzasz przestać?” – zapytała Zosia, ledwo mogąc złapać oddech.
„Jeszcze nie! Muszę zaskoczyć kogoś jeszcze!” – odpowiedział Leon, cały rozbawiony.
Rozdział 3: Zaskoczenie i śmiech
Następnie Leon wpadł na kolejny pomysł. Postanowił, że pójdzie do stawu, gdzie mieszkała żaba imieniem Kiki.
„Jeśli Kiki nie rozśmieszy, to nikt nie rozśmieszy!” – pomyślał Leon i ruszył w stronę stawu.
Gdy dotarli do stawu, Leon stanął na brzegu i krzyknął: „Hej! Zobaczcie, strusie w dżungli!”
Kiki, która siedziała na liściu, spojrzała na Leona i powiedziała: „Co? Jakie strusie? To lew w sukience!”
„Nie, nie! To nie jest lew, to strusie!” – wrzasnął Leon, skacząc do wody jak najdziwniej.
Kiki zaczęła się śmiać, a woda pryskała wszędzie. „Jesteś najlepszym strusiem, jakiego widziałam!” – zawołała Kiki, skacząc w rytm śmiechu.
„Nawet nie umiem pływać!” – powiedział Leon, a wszyscy zaczęli się śmiać jeszcze głośniej.
Na koniec dnia, Leon, Zosia, Tadzik i Kiki usiedli razem na trawie, wciąż się śmiejąc.
„To był najlepszy dzień!” – powiedział Leon, szczęśliwy.
„Kto by pomyślał, że lew może być tak zabawny!” – dodała Zosia z uśmiechem.
„Ale muszę przyznać, że nie mogę się doczekać, co wymyślisz na następny raz!” – skomentował Tadzik, kręcąc się jak małpa.
A Leon, z uśmiechem na twarzy, zrozumiał, że najlepsze żarty przychodzą z serca i przyjaciół.
I tak razem spędzili wspaniały dzień, pełen śmiechu, radości i przygód.