Przyjęcie u Małpy
W dżungli, gdzie liście szeleszczą, a słońce świeci przez korony drzew, mieszkała wesoła małpa imieniem Mikołaj. Mikołaj był bardzo ciekawski i uwielbiał robić psikusy. Jego futro było brązowe jak czekolada, a oczy błyszczały jak dwa małe, czarne koraliki. Pewnego dnia, Mikołaj postanowił zorganizować przyjęcie dla swoich przyjaciół.
— Chcę, żeby wszyscy się bawili! — pomyślał Mikołaj, skacząc z gałęzi na gałąź.
Pierwszym, kogo zaprosił, był jego najlepszy przyjaciel — papuga Pipi. Pipi była bardzo kolorowa i zawsze miała coś do powiedzenia.
— Pipi! Chcesz przyjść na moje przyjęcie? — zawołał Mikołaj.
— Oczywiście! Ale co będzie na jedzenie? — odpowiedziała Pipi, kręcąc głową.
— Będzie mnóstwo bananów! — ucieszył się Mikołaj.
— Bananów? Uwielbiam banany! — krzyknęła Pipi, skacząc z radości.
Następnie Mikołaj postanowił zaprosić swojego sąsiada, żółwia Tadeusza. Tadeusz był bardzo powolny, ale miał dużo mądrości.
— Tadeusz, przyjdziesz na moje przyjęcie? — zapytał małpa.
— Przyjdę, ale nie spiesz się, Mikołaj. Ja mam swoje tempo! — odpowiedział Tadeusz, uśmiechając się.
Mikołaj tylko się zaśmiał. Ostatnią osobą, którą zaprosił, był złośliwy kotek Kiki.
— Kiki, co powiesz na moje przyjęcie? — zapytał Mikołaj.
— Hmmm... Zobaczę, czy będę miała ochotę. Jakie będą atrakcje? — odpowiedziała Kiki, zadziornie przekrzywiając głowę.
— Będą banany, śpiewy i tańce! — zawołał Mikołaj.
— Tańce? Może być ciekawie! — powiedziała Kiki, mrużąc oczy.
Przygotowania do przyjęcia
Mikołaj zaczął przygotowania. Zbierał banany z drzew, układał je w koszyku, a wokół rozwieszał kolorowe wstążki. Wszędzie panował gwar i wesoły śmiech.
— Najpierw musi być muzyka! — pomyślał Mikołaj i zaczął śpiewać.
— La, la, la! Tańczmy wszyscy razem! — krzyczał, podskakując.
Pipi przyleciała zaskoczona, krzycząc:
— Mikołaj, co ty robisz? Musisz być cicho! Nie chcę, żeby wszyscy usłyszeli twój głos!
Mikołaj z trwogą spojrzał na Pipi.
— Ale ja chcę, żeby wszyscy się bawili! — odpowiedział.
Tadeusz powoli podszedł do małpy i powiedział:
— Mikołaj, może lepiej zrób coś, co będzie cichsze, ale równie zabawne?
Mikołaj pomyślał chwilę, a potem wpadł na genialny pomysł.
— Zrobię konkurs tańca! — zawołał, a jego oczy zabłysły.
Kiki, która obserwowała z boku, zaskoczona zapytała:
— Konkurs tańca? To brzmi intrygująco! Mogę być sędzią?
— Tak, tak! — odpowiedział Mikołaj. — Ale obiecaj, że nie będziesz oszukiwać!
Kiki tylko się zaśmiała, a jej ogon machał w powietrzu.
Wielkie przyjęcie
W dniu przyjęcia wszyscy przyszli punktualnie. Mikołaj był bardzo podekscytowany.
— Cześć, przyjaciele! — zawołał, machając rękami. — Czas na zabawę!
Zaczęli od tańca. Tadeusz, powolny jak zwykle, próbował naśladować szybkie ruchy Mikołaja.
— Hej! Nie tak szybko! — krzyczał żółw, ale wszyscy się śmiali.
Pipi zaczęła tańczyć w powietrzu, robiąc kolorowe piruety.
— Patrzcie, patrzcie! — krzyczała. — Ja jestem najlepsza w tańcu!
Kiki, widząc to, postanowiła pokazać swoje umiejętności.
— A ja potrafię tańczyć jak nikt inny! — stwierdziła, wskakując na stół.
Cała dżungla wypełniła się radosnym śmiechem. Po chwili konkurs tańca się zakończył.
— I teraz ogłaszam zwycięzcę! — powiedziała Kiki z powagą. — Zwycięzcą jest... każdy, kto tu jest!
Mikołaj, Pipi i Tadeusz zaczęli skakać z radości.
— Hurra! — krzyknęli razem.
Później, nadszedł czas na jedzenie. Mikołaj z uśmiechem przyniósł kosz z bananami.
— Oto nasze pyszne jedzenie! — powiedział z dumą.
Pipi nie mogła się doczekać i zaczęła jeść.
— Mmm, jakie pyszne! — krzyczała.
Tadeusz, przymierzając jednego banana, powiedział:
— Dobrze, że nie muszę się spieszyć. Szybko zjem i wrócę do tańca!
Kiki miała już dość bananów, więc stwierdziła, że czas na mały figiel.
— Co powiecie na małą zabawę? — zapytała, z uśmiechem. — Zrobię z wami coś zabawnego!
I zaczęła udawać, że tańczy z bananami, co rozśmieszyło wszystkich do łez.
I tak, wśród śmiechu, tańca i pysznych bananów, minęło całe popołudnie. Mikołaj był szczęśliwy, że udało mu się zorganizować tak wspaniałe przyjęcie.
— To najlepsze przyjęcie w dżungli! — krzyknął z radością.
Wszyscy zgodzili się z nim i obiecali, że to nie było ostatnie spotkanie. W końcu, z takimi przyjaciółmi, każdy dzień był jak wspaniałe przyjęcie!