Mała Zosia miała osiemnaście miesięcy. Był grudzień, a w powietrzu czuć było świąteczną magię. Zosia biegała po pokoju z uśmiechem na twarzy.
— Mamo, mamo! — wołała Zosia. — Gdzie jest choinka?
Mama Zosi uśmiechnęła się.
— Już ją ubieramy, kochanie! — odpowiedziała. — Chodź, pomożesz mi!
Zosia podbiegła do dużego pudełka. W środku były kolorowe bombki, światełka i łańcuchy.
— Ojej! — zawołała Zosia. — Jakie piękne!
Mama zaczęła wieszać bombki na gałązkach.
— Zosia, daj mi tą czerwoną! — poprosiła.
Zosia podała bombkę.
— Dobrze, super! — powiedziała mama. — A teraz światełka!
Zosia trzymała światełka.
— Mamo, świeci! — krzyczała z radością.
Kiedy choinka była gotowa, mama powiedziała:
— Teraz czas na kolację wigilijną!
Zosia skakała z radości.
— Jeść, jeść! — wołała.
Mama przygotowała pyszne jedzenie. Zosia zjadła pierogi i uszka.
— Mniam, mniam! — mówiła Zosia.
Na koniec mama przytuliła Zosię.
— Wesołych Świąt, Zosiu!
— Wesołych Świąt, mamo! — odpowiedziała Zosia, szczęśliwa.